Żyje jakby co:)

Próbuje sobie przypomnieć, czy u mnie coś ciekawego się dzieje ostatnio…

Grypa minęła już dawno i kilkudniowe wakacje się skończyły… niestety.

Chodzę sama do pracy i z pracy. B. znalazł nową prace i od wczoraj już podąża własnymi szlakami. Bo chyba pisałam, że pracowaliśmy w jednej firmie?! I ma teraz darmowe słodycze i owoce, a my dalej nie mamy kawodajki (bo łazienka stoi na pierwszym miejscu; ale jak stała tak dalej stoi już któryś miesiąc). Ale za to u mnie są okna w biurze (fakt, że zimą to nie zaleta, bo akurat to obok mnie sie nie zamyka…), ale przynajmniej wiem jaka pora dnia jest i lepiej słychać jak panowie obok wiercą całymi dniami :-)

Ale z tego wszystkiego najgorsze jest, że mamy jednego kompa w domu. Co oznacza, że jestem na odwyku :-) I tak się jakoś okazało, że po pracy mam czas na ugotowanie sobie lunchu na następny dzień, na zdjęcię ciuchów z suszarki, na ogarnięcie mieszkania, poczytanie ksiażki, poleżenie w wannie i jeszcze idę spać o normalnej porze :-)
Za kilka tygodni okaże się, że przecież komputer nie jest mi wcale potrzebny, żeby oddychać :-P

A dzisiaj zrobiłam dobry uczynek…
Ide sobie ide do pracy a tu przede mną buum pewna pani zaliczyła glebę. Ale tak to strasznie wyglądało, że aż się sama przeraziłam. Oczywiście okazała się Polką. Odprowadziłam ją do hotelu, bo chyba kostkę zwichnęła i pognałam do pracy.

Hmmm… to chyba na tyle. Trzeba wracać do pracy…

Komentarze

  1. Zuska

    Nie było mnie, bo zmieniałam komputer – już jestem i komentuję! :)
    Zmieniaj pracę! Słodycze to najważniejsza rzecz w pracy! :D
    A komputer postaw przy oknie – niech zaczerpnie świeżego powietrza :)
    Czekam na Ciebie/ na Was :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz