Znowu chorobowo

Tylko tym razem nie mogę wziąć chorobowego. Jeszcze dobrze nie doszłam do siebie po jednym przeziębieniu a tu drugie się przyplątało. Za pierwszym razem przynajmniej wiem, że to była wina biegania w deszczu. A teraz to nie mam zielonego pojęcia gdzie to złapałam.

Także jakoś przeszło miesiąc mam wyjęty z życia. Ledwo zipie, nic się nie chce robić, ćwiczyć nie można, nawet na zakupy mi się nie chce iść – a to oznacza, że już ze mną źle:) Gdyby jeszcze apetyt zniknął; zawsze kilo mniej to jakieś pocieszenie. Ale nie, jak na złość, jem normalnie. A nawet gorzej bo “przecież chora jestem to ta czekoladka wynagrodzi mi to cierpienie”:)

W weekend skoczyliśmy do Polski. Miała być Warszawa, ale nastąpiła nagła zmiana planów i wypadła wizyta w domu. Najadłam się na zapas, opiłam kawy, zyskałam kilka nowych siniaków od psiaka, wytarmosiłam koty i odwiedziłam kościół, w którym mamy się chajtnąć.

Kościół jest spoko, mały, więc będzie caaały pełny gości:) Wejście jest z boku, blisko ołtarza, ale dzięki temu uniknę przechodzenia obok wszystkich wpatrzonych we mnie gości:) A tak, poprostu wyskoczę z boku, siup i już przy ołtarzu:) Szkoda, że ksiądz nie chce udzielić ślubu poza kościołem. Już sama nie wiem, co mnie bardziej stresuje, kościół czy pierwszy taniec:P

Dodaj komentarz