Zmiany

Ale ten czas leci. Już niedługo minie pierwszy rok mieszkania w Anglii. Ten okres chyba mi zleciał najszybciej w całym moim życiu :-) Tutaj jakoś czas szybciej mija.
W związku z tym kończy nam się umowa wynajmu mieszkania. Teoretycznie powinna wygasać w marcu, ale jest błąd na umowie i jest do lutego. Na początku się cieszyliśmy, ale teraz nie wiem, czy to dobrze, czy źle. A ponieważ mamy kiepskich landlordów, postanowiliśmy poszukać czegoś innego. Jeśli chodzi o tych naszych landlordów, to nawet ich na oczy nie widzieliśmy. Kontakt z nimi jest strasznie utrudniony, bo nie wiem czemu nie odbierają od nas telefonów. Jak już sie do nich dobijamy, to raczą wreszcie oddzwonić. Robią wielkie halllooooo jak coś od nich chcemy, np. jak się panel do ogrzewania popsuł a zima już do nas pukała. Jeszcze teraz mamy problem z krzesłami. Bo się w trzech nogi poodczepiały od reszty (nie wiem jakim cudem, bo przecież nic z nimi nie robiliśmy prócz siedzenia, ale wyglądają na jakieś hmmm…kiepskiej jakości). Okazało się, że albo je odkupimy, albo potrącą nam z depozytu. O tyle to dziwne, że znajomi mieli identyczny problem i określono to jako zwykłe zużycie i dostali nowe.
Tak więc nie lubimy landlordów i wymieniamy ich na oby bardziej sprawny model :-)

Wygląda też na to, że już nie będę mieszkać z dwoma facetami. Sprawa sama się rozwiązała, nie musiałam robić żadnego castingu :-)

Spotkanie o NIN odbyło się bez niespodzianek. Kiedyś nasłuchałam się, że wypytują tam o wszystkie pierdoły i można się tylko zestresować. Ja się tylko naczekałam, bo byłam wcześniej, a potem pół godziny czekania na paszport. A cała rozmowa trwała może z 10 min. Zadali mi tylko dwa pytania: od kiedy tu jestem i czy kiedykolwiek byłam już w Anglii. Pani wypełniła jakieś papierki i tyle. Zero stresu…na szczęście…

Dodaj komentarz