Zachciało się detoksu

Od jakiegoś czasu przymierzałam się do zrobienia sobie 3-dniowego detoksu warzywno-owocowego. Plan jest w książce, którą kupiliśmy razem z sokowirówką. Wszystko wyglądało obiecująco. Stwierdziłam, że nie muszę wytrzymać 3 dni, jak po jednym wymiękne to nic się nie stanie:)

W piątek (myśląc jeszcze nie o detoksie a o zjedzonych faworkach) wzięłam na lunch sałatkę warzywną. Nie licząc zjedzonego po drodze owoca, tak na tym pociągnęłam do wieczora. Jak już tak dobrze zaczęłam, to w sobote przeszłam na soki. Po porcji lunchowej soki wychodziły mi już bokiem. Reszte już zjadłam, omijając te niezjadliwe warzywa:)
Wytrzymałam całą sobotę, nic mi nie było, prócz lekkiego zmęczenia.

Za to dzisiaj czuje się jakby mnie czołg przejechał. Po kiepsko przespanej nocy stwierdziłam, że koniec detoksu. Dzisiaj jem normalnie…AHA…jasne…
Bolą mnie wszystkie mięśnie, kości, skóra, głowa. Jest mi zimno jak cholerka i o jedzeniu nie mogę nawet myśleć:) Trochę się przestraszyłam więc guglam a tu…

“Kiedy wiadomo, że organizm się oczyszcza?”
– uczucie zimna,
– bóle głowy
– występują też objawy grypopodobne
– jest też kilka innych ale na szczęście mnie nie dotyczą
– toksyny mi chyba przez skórę próbują wyjść bo mam za to rumieńce jak nigdy:)

To był pierwszy raz, kiedy wytrzymałam na jakiejś diecie. Detoksu wcześniej nie robiłam i wiem że już raczej nie będę:) Za bardzo na mnie to działa:)

Dodaj komentarz