Wtorek 1/09/2015

I to był ten dzień. 5 dni przed przewidywaną datą. Obudziłam się rano z dziwnymi skurczami. Z dziwnymi bo wcześniej takich nie miałam. Pomyślałam sobie “ooo mały zaczyna się przygotowywać do wyjścia. To muszą być jakieś skurcze przepowiadające”. Choć w sumie sama nie wiedziałam (i nadal nie wiem) jak wyglądają te skurcze przepowiadające. Ale jeszcze wtedy myślałam, że będzie kilka skurczy i jakaś akcja za kilka dni ewentualnie się rozkręci. Zrobiłam śniadanie, Bartka do pracy wysyłałam, “bo to nic takiego, na pewno zaraz przejdzie, czuję się ok”.

Na szczęście mnie nie posłuchał i został, bo ból się nasilał i tak już zostało, aż pojechaliśmy do szpitala. Czekając na badanie już prawie umierałam i zaczynałam myśleć o znieczuleniu:) Cała wieczność minęła zanim ulokowali mnie w pokoju do rodzenia. Potem to już było gorzej. Tak się zapierałam przed znieczuleniem, ale nie wytrzymałam. Było mi wszystko jedno, gdzie i co będą mi wbijać – byle nie bolało:) I wbicie igły w plecy nie bolało ani trochę. Gorzej było z wkłuciem w dłoń, żeby podawać kroplówki. To bolało, było niewygodne i musiałam to mieć przez cały pobyt w szpitalu.

Ból minął, ale małemu spadł puls i nagle w pokoju zaroiło się od ludzi. No i postanowili, że jednak będzie cesarka. To było bardzo dziwne uczucie. Nic nie bolało, ale czułam jak mi grzebali w brzuchu. Miałam wrażenie, że mam rozpruty cały brzuch. A najbardziej się bałam pierwszego nacięcia, że źle mnie znieczulili i poczuje skalpel…brrrr
Starałam się nie myśleć co mi tam robią, ale wyobraźnia podpowiadała swoje. Wyciągnięcie dziecka trwało chwilę, ale zszycie mnie potem to już wieczność. To była moja pierwsza wizyta w szpitalu (w całym życiu) i musiało się od razu tak skończyć:)

Na szczęście do domu wypisali nas na drugi dzień. Inaczej umarłabym tam z głodu – na śniadanie tost z dżemem i mleko. Bartek ze mną był przez cały czas pobytu w szpitalu, nawet podczas cesarki. Będąc znieczulonym od pasa w dół to było bardzo pomocne. Sama nie byłam nawet w stanie podnieść dziecka.

Dzisiaj mija dokładnie 2 tygodnie. Sama nie wiem, kiedy to zleciało. Wszystko między pieluchami, karmieniem i spaniem. Jak zawsze początki są najgorsze. Mały nie chciał spać w łóżeczku (ale spał bez lulania w wózku), były problemy z karmieniem, nieprzespane noce, ja ledwo chodziłam i takie tam pierwsze problemy każdych rodziców. Teraz już jest lepiej; nadal nie dosypiam, ale w dzień mam czas na ciepłą kawę:)

Komentarze

  1. Anka Skakanka

    Nie wierzę, a nie mówiłam Ci ze będzie Ci wszystko jedno i dasz sobie wbić igłę w kręgosłup ? Ja też jak dostałam pierwsze skurcze to nie wiedziałam czy to “to” i poszłam myć włosy… O 2 rano ? Ciepłą kawą się ciesz, im starsze dziecko tym mniej śpi ? ,mój mały ma 4,5 miesiąca a śpi góra 3 razy po max.45min.
    Myślałam, że po cesarce trzymają 48-72 godz… Buziaki.

    Odpowiedz
    1. sihaja

      No ja narazie jak dobrze pójdzie to mam 2h przerwy dla siebie między karmieniami. Co do cesarki, to jak masz dobre wyniki, zaczaisz karmienie piersią i nasikasz cały dzbanek to po 24 godz cie wypisuja:)

Dodaj komentarz