Wszystko po trochu

Po pierwsze to następnym razem 10 razy się zastanowie, zanim powiem, że chce lata. Jest tak gorąco, że nie mam ochoty nawet wyjść na balkon. Chyba już się odzwyczaiłam od upałów i zdecydowanie nie wpływają one na mnie korzystnie.

Miałam spamować Was pourlopowymi notkami ale nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek. Nadal mi się nie chce zabrać za te tony zdjęć. Powrót do rzeczywistości był ciężki jak to po nic-nie-robieniu. Ostatnie dni w starej pracy były spokojne, ale nudne. Nie dostawałam już nic większego, byle żeby przebimbać. Potem znowu krótki urlopik, a konkretnie 6-dniowy czas bezrobocia spędzony w Polsce. Jak zawsze było za krótko.

No i nowa praca…drugi tydzień zaczęłam. Nie dość, że się stresowałam pierwszym dniem, to jeszcze wysłali mnie na te dwa pierwsze dni do Nottingham (tam firma powstała i został tam cały techniczny zespół). Więc wysłali mnie na szybkie przeszkolenie. Obyło się bez przygód.

Firma jest całkiem spoko, muszę się tylko przyzwyczaić, że wszystko jest inaczej. Po pierwsze jest dużo mniejsza nić przypuszczałam. W Londynie jest ze mną teoretycznie 6 osób, w tym praktycznie prawie ich nie ma. Dlatego w pierwszym tygodniu przez 3 dni pracowałam z domu. A dzisiaj byłam przez cały dzień tylko z jedną dziewczyną. Jest cicho, nie ma z kim pogadać za bardzo. Biuro to zwykłe mieszkanie. Dziwnie się czuje, ale nikt nade mną nie stoi, nie pilnuje o której przychodzę do pracy, nie rozlicza mnie z czasu pracy. Stres miałam tylko na początku, ale wiadomo jak to jest jak wszystko jest nowe i nie do końca wychodzi. Teraz tylko te upały mnie wykańczają, bo w tym mieszkanio-biurze nie ma klimy.

No nic, zobaczymy jak to będzie…może nie zdziczeje tam bez ludzi:)

Dodaj komentarz