Wspomnienia

woman1.gif

Czytając zmagania Madymail za kółkiem, przypomniałam sobie jak to ja się uczyłam jeździć. To było 8 lat temu 8O
Na szczęście miałam super instruktora…nie tylko na mnie nie krzyczał, ale potrafił co nieco powiedzieć kierowcom co na mnie trąbili :-) Częstował mnie ciastkami, a ja się zastanawiałam czy zgłupiał, bo jak mam kierować i coś jeść. Stresował mnie jak pił gorącą herbatę, bo miałam tak jechać, żeby się nie oblał. Tylko stan polskich dróg mi to utrudniał.
Co do jazdy, to czarną magią było zmienianie biegów. Marzyłam wtedy o samochodzie z automatyczną skrzynią. I miałam problem z rozpoznaniem, która droga boczna anuluje nakaz prędkości. Dlatego jechałam przez wiochy 40km/h bo nie wiedziałam czy już mogę przyśpieszyć :-)
Jako wzrokowiec szybko zapamiętałam rozkład większości znaków na mieście (zresztą Szczecin nie jest duży) i śmieszne było kiedy instruktor się pytał czemu zwalniam, a ja mu mówię, że za zakrętem będzie znak 40km/h.
A jaka byłam z siebie dumna, jak kazał mi skręcić, a ja mu mówię…no przecież tam jest zakaz wjazdu… :-)
Tak się stresowałam, że stojąc na czerwonym często nieświadomie naciskałam gaz. Było tylko: “spokojnie rozluźnij się”. Kurcze jasne, łatwo mówić, jak wiem, że zaraz będę musiała tak ruszyć, żeby auto mi nie zgasło na środku skrzyżowania.
No ale zdałam…miałam wyrozumiałego egzaminatora :-)
A potem… dostałam prawko i…
– rozwaliłam skrzynię biegów (rodzice mi wmawiają że to moja wina) :-)
– prawie przejechałam kaczkę (mama zaprowadziła mnie potem do okulisty)
– parkowałam i wjechałam na schodek i było buuuum (zmiana koła),
– porysowałam samochód i to zapewne nie raz,
– wjechałam pod prąd (ta krzyżówka była dziwna)
– zakopałam się, blokując przy tym cały ruch (oj potrzebowałam pomocy) :-)
– i kilka innym rzeczy, o których boję sie pisać, bo nie pamiętam czy rodzice o nich wiedzą ;-)

Ale teraz jest spoko, trening czyni mistrza :-)
Potrafię już kierować i robić inne rzeczy jednocześnie ;-)

woman2.jpg

Komentarze

  1. sihaja

    Nie no do zderzenia nie doszło na szczęście :-) Ale uczyłam się parkować, a nauka bywa bolesna :-) Dobrze że mamy psy i koty, to jest na kogo zrzucić wszelkie rysy na aucie :-)
    No ale przecież samochód nadal sprawny!!! I ja też jestem w całości.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz