Podsumowanie…przemoczone buty, przemoczone spodnie. Deszcz, wiatr, za zimno i za mokro.
Na samym początku przejażdżka waterbusem
Dobrze że nie mam choroby morskiej, bo bujało już na przystanku…

A to widok już z naszej lymuzyny…

Pierwsze wrażenia po dotarciu do Wenecji – jak trafić do hotelu w tym labiryncie uliczek i gdzie niby ten cały romantyzm, o którym tak się mówi?
—–
A tak na marginesie… czemu jak mówiłam, że jadę do Wenecji to kilka osób zaraz zapytało czy zaręczyny będą? A jak wróciłam, to inni pytali czy mam już pierścionek zaręczynowy?
To jakaś zależność jest??? Hmm…no ale nieważne…
—–
W sumie nie dziwię się, że pierwszego dnia się gubiliśmy, jak pełno tam ślepych uliczek, w dodatku ciemnych i wąskich…

Ale transport publiczny dość ciekawy. Trochę wolny, no chyba że to tylko takie wrażenie w porównaniu z ciągle pośpiesznym Londynem.
Waterbus przycumowany do przystanku…

cdn…
Tags: fotki, weekendowo, wycieczki

No comments
Comments feed for this article
Trackback link: http://blog.sihaja.net/wenecja-dzien-pierwszy/trackback/