Weekend

Nareszcie…
Choć nie mogę marudzić bo szybciorem mi zleciał tydzień, zresztą poprzedni też.
I znowu będę mogła dłużej pospać:)

W pracy w poprzedni tydzień i początek tego to nudy. Tzn. miałam co robić, ale był to ten rodzaj roboty, której nie lubię. Ale w kolejnym będzie jeszcze gorzej, bo będę pomagać innej drużynie nad projektem, projektem-zmorą:)

Poza pracą nic ciekawego. Próbowałam się kopnąć przez całe 2 tygodnie na siłownie, ale załapałam takiego lenia, że udało mi się tylko wczoraj. Ledwo wytrzymałam 30min na bieżni – całkowity brak kondychy. A dzisiaj ciężko się ze schodów schodzi :-)
Obiecuję sobie, że będę chodzić co drugi dzień, ale jak przychodzi co do czego to zawsze się znajdzie jakaś wymówka, żeby wrócić do domu. No straszny ze mnie leń.
No i doszłam do wniosku, że jak będziemy niedługo szukać nowego mieszkania, to muszę znaleźć takie z siłownią:) Jak będę musiała tylko zejść ze schodów (a jak dobrze pójdzie to zjechać windą) to myślę że częściej ruszę te swoje cztery litery :-)
To idę chociaż porobić kilka brzuszków…

Dodaj komentarz