Walka z hormonami

Do tej pory jakoś obyło się bez płaczu, krzyków i huśtawek nastroju. Ale ostatnie dwa tygodnie to jakby mnie podwójnie trzasnęło. Wszystko jest na nie. Nie chce mi się książki czytać, ani filmów oglądać; spacer też z przymusu, zakupy też nie. Nawet płakać mi się nie chce:) Nie wysypiam się ostatnio. Nie mogę zasnąć, mam jakieś dziwne sny o słoniach pożerających małe zwierzątka, albo skaczących z balkonu:) Z jedzeniem też nie najlepiej, bo sama nie wiem na co mam ochotę. Najchętniej jadłabym tylko czereśnie i truskawki.

A w tym tygodniu jednego dnia wstałam i miałam ochotę komuś przywalić. Dobrze, że sama w domu byłam, to nie polała się krew:) Już dawno tak mnie nie nosiło. Zabrałam się za sprzątanie, pranie i pieczenie. Jeszcze znalazłam czas na zrobienie porządnego obiadu i przerwę na kawę. Dzięki temu mam przynajmniej posprzątane mieszkanie, wszystko poprane i dwa ciasta do kawy (jedno truskawkowe, które wyszło pyszne – potem wrzucę przepis). I powiem szczerze, że nastrój od razu mi się poprawił. I mam nadzieję, że zostanie już tak na dłużej, bo sama z sobą nie mogłam już wytrzymać:)

Wkręciłam się znowu w serial Homeland. Początek drugiego sezonu mnie znudził i przestałam oglądać, ale teraz dałam mu drugą szansę i nie mogę się oderwać.

Dajcie znać jak polecacie jakieś inne seriale.

I gdyby nie zmiana planów to jutro byłby nasz ślub. I walczyłabym dziś nie z hormonami, a ze strachem przed zaobrączkowaniem:)

Dodaj komentarz