Takie tam

Mam tydzień laby :-) Mój manager ma urlop i teraz sami rządzimy, tzn kolega chwilowo przejął tą rolę, ale to na jedno wychodzi ;-)
Dostaliśmy za zadanie, żeby w tym czasie dokończyć wszystkie pierdoły w zaległych projektach. Na szczęście dużo tego nie ma. A całe to zamieszanie, bo dostajemy nowy projekt. Super hiper duży wypasiony; ważny klient, ludzie znający się na rzeczy, czyli dużo pracy, zero ściemniania, wszystko ma chodzić jak w zegarku i tylko 3 miesiące. Wcale się nie cieszę, bo projekt jakiś finansowy, czyli nuuuuudyyy (jak dla mnie), a poza tym fajnie by było dostać raz coś łatwego, żeby mózg odpoczął :-)
To tyle o pracy.
Teraz z innej beczki…

Ogólnie to Anglii nie znoszę, no może Londynu (bo w sumie nie wiem jak jest w innych miejscach). Ale kocham za kosmetyki, które tutaj mogę kupować jakie tylko chcę i trochę za ciuchy. Niestety uwielbiam też słońce – naturalne i sztuczne. A tutaj naturalnego jest zdecydowanie za mało, a solarium jest cholernie drogie. Jak pomyślę, że za 10 min opalania mogę mieć jakiś ciuch, to odechciewa się i iść :-) W dodatku nie mogłam znaleźć jakiegoś na poziomie, ale nie drogiego. Pełno tu jakiś ciapatowych, w kórych nie wiadomo co mi mogą zrobić :-) brrrrr…
No ale prawie po 1.5 roku odważyłam się iść. Tam gdzie chodzę na basen. Karnety wyglądają tam tak, że na recepcji mają swoje świstki i tam zapisują ile czasu ci zostało. Poza tym biurokracja…ciekawe czy moja karta zdrowia, pacjenta (czy co to tam teraz jest w Polsce) jest taka szczegółowa :-) A ja myślałam, że w Anglii wszystko to high technology :) Bo łóżko to też nie wygląda na nowoczesne (oj sorry tuba bo to stojące). Dobra nie narzekam… najważniejsze, że jest czysto, tuba jest bardziej higieniczna, lampy mają dobre i chyba nie ma kamer.

Komentarze

Dodaj komentarz