Takie tam

Kurcze prawie dwa tygodnie nic tu nie pisałam. Ale w poprzedni weekend byliśmy w Polsce. Mama uratowała mi życie, a przynajmniej wzrok. Chyba zapalenie spojówek załapałam i jakieś świństwo mi wylatywało z oka. Masakra. Pod tym pretekstem sobie pochorowałam, obijając się w domu. A potem resztę tygodnia zasuwałam w okularach do pracy. Okulary – brrrr nie znoszę ich. Zusieńko jestem ci wdzięczna, że mnie zaprowadziłaś wtedy do okulisty po soczewki :-)
Czyli tydzień mi zleciał szybko. A wczoraj byliśmy w Milton. Zawsze jak tam jeździmy, to przypominają mi się nasze początki w Anglii. Na przykład jak czekalismy na autobus kilka minut, a potem do niego nie wsiedliśmy, bo żadne z nas nie chciało kupić biletów. Stres, żeby się odezwać po angielsku :-)
W porównaniu do Londynu tam jest tak spokojnie, jeziorko, dużo zieleni. Ale z drugiej strony jakoś tak za spokojnie i chyba już nie chciałabym tam mieszkać. A na wynos dostaliśmy bochenek chleba, upieczony prawie własnoręcznie :-) Znajomi mają piekarnik (czy jak to nazwać) do chleba. Wlewa się wody, dodaje mąki, soli, drożdży, zamyka się, ustawia się coś tam i za 3 godziny mamy świeży, ciepły chleb. Mysza od dawna mnie namawia na coś takiego, ale jakoś nie byłam przekonana. Do wczoraj, jak zapachniało chlebem i jak go spróbowałam.

Wygląda to mniej więcej tak (w zależności od firmy)
bread.jpg

Jak upiekę pierwszy chleb, to się pochwalę :-)

Komentarze

  1. nicq

    to jest tak naprawdę jedyny istotny parametr w tych urządzeniach; reszta w zasadzie taka sama, różnicy między 15 a 20 programami już za bardzo nie ma – a dwa mieszadła wyraźnie lepiej wyrabiają ciasto, niż pojedyncze.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz