weekendowo

Jakby wiosennie

W sumie już mogę powiedzieć, że dzień był znacznie lepszy. Wyspałam się i to dwa razy :-) Nie padało, a nawet świeciło słońce!!! I co najważniejsze z jadłospisu mogłam dzisiaj wywalić painkillery…jeejjjj

I pogoda była dzisiaj tak wiosenna, że o dziwo aż chciało mi się wyjść z domu :-)

Tags: ,

Już jest dużo lepiej. Wyspałam się. Nie pada. Z rana zachmurzenie, ale potem wychodzi słońce i tak już pięknie aż do wieczornego deszczu.
Kupiliśmy całodniowy bilet na waterbusy i rozbijaliśmy się po całej Wenecji:) Końcowy rejs był masakrycznie zimny; chyba przeszło 30min siedzenia na wietrze (jakoś szkoda było mi wchodzić do środka statku/łódki – cokolwiek to było).

Tak oto dzielnie dbałam o pamiątkowe zdjęcia :-)

Ale zachód słońca zobaczyliśmy:)

Skusiliśmy się też na przejażdżkę gondolą. Bylo super, ale zdecydowanie za krótko. Trochę stresująco w momentach kiedy jest obawa, że nie zmieścimy się pod mostem i pan gondo-olek nagle mówi ci, żeby się przesiąść na drugą stronę (na tą stronę, która jest bardziej zanurzona w wodzie). Ale udało się, nie wpadłam do wody, mimo swojej zachwianej równowagi :-)

To kilka zdjęć dla rozrywki…

Pod tymi czerwonymi parasolko-namiotami siedzieliśmy sobie wcinając obiad lub kolacje i popijając winko i dokarmiając oswojone wróble :-)

Masek było pełno, a niektóre takie cudne, ręcznie robione. Za nie-cudną cenę:)

W ramach odwiecznego odchudzania, pozwoliłam sobie na malutką kosteczkę czekolady…mmmm…pychota

A na koniec nasz super hiper romantyczny widok z pokoju, za który podobno było trzeba dopłacić. Bez komentarza:)

cdn…

Tags: , ,

Podsumowanie…przemoczone buty, przemoczone spodnie. Deszcz, wiatr, za zimno i za mokro.

Na samym początku przejażdżka waterbusem :-) Dobrze że nie mam choroby morskiej, bo bujało już na przystanku…

A to widok już z naszej lymuzyny…

Pierwsze wrażenia po dotarciu do Wenecji – jak trafić do hotelu w tym labiryncie uliczek i gdzie niby ten cały romantyzm, o którym tak się mówi?
—–
A tak na marginesie… czemu jak mówiłam, że jadę do Wenecji to kilka osób zaraz zapytało czy zaręczyny będą? A jak wróciłam, to inni pytali czy mam już pierścionek zaręczynowy? :-) To jakaś zależność jest??? Hmm…no ale nieważne…
—–

W sumie nie dziwię się, że pierwszego dnia się gubiliśmy, jak pełno tam ślepych uliczek, w dodatku ciemnych i wąskich…

Ale transport publiczny dość ciekawy. Trochę wolny, no chyba że to tylko takie wrażenie w porównaniu z ciągle pośpiesznym Londynem.
Waterbus przycumowany do przystanku…

cdn…

Tags: , ,

Wyczekiwany weekend

Nareszcie sobota. Niewazne ze musialam wstac o 5 rano. I teraz spiaca siedze na lotnisku. Juz za pare godzin bede pedzic wodna taksowka do hotelu:) Wenecja czeka!:) Jupii…uwielbiam dostawac prezenty urodzinowe :-)

Tags:

Przykładna nie-żona

Siedzenie samej w weekend niestety nie wpływa na mnie dobrze. Zwłaszcza, że książki mi nie przyszły i nie miałam czym zabić czasu. Ale za to uporałam się górą prania, byłam na zakupach. Zaszalałam na maxa i kupiłam sobie nową zabawkę…mikser :-)
Między jednym a drugim praniem zmarnowałam trochę czasu na wypicie kawy i napisanie tego posta. Wstawiłam chleb do pieczenia (oczywiście własnoręcznie ugniotłam ciasto:)), a teraz szybkie sprzątanie mieszkania i najlepsze na koniec… uwaga… uwaga… będę piekła murzynka…tadaaaaaammm. I to nie takiego z torebki :-)

Jeszcze tylko prasowanie, a potem kąpiel z dodatkiem ujędrniająco-upiększającym-robiącym na bóstwo olejkiem ;-)
No to Mysza może wracać :-)

Tags: ,

Jakoś leci

Oj dawno nic nie pisałam, co niektórzy to już mi to wypominają :-) Może dlatego, że jesień, pochmurno, nic się nie dzieje ciekawego.
No oprócz weekendu… zjazd się udał. Było fajnie i całkiem spokojnie :-) Zucha nie wariowała, (oprócz akcji kiedy przekazałam pozdrowienia tylko Qzio :-) ) Qzio tym bardziej była spokojna (choć był moment że całkiem całkiem się rozkręciła) :-P
Pośpiewałyśmy trochę, a raczej powydzierałyśmy się, Nati przy tym wywijała… myślałam że sąsiedzi z dołu zaraz przyjdą, że im się sufit wali :-D
Zwiedzania nie było, jedynie wieczorny spacer, co i tak było wyczynem :-) W sumie to może i dobrze, bo Zuśkowym tempem to byśmy miesięcy potrzebowały na najgłówniejsze atrakcje Londynu…upsss :-D
Ale za to pojeździła na nartach, poskakała na Małysza:) poboksowała się z Myszą, przegrała w tenisa:) czyli poznała zalety wii :-) Zresztą już do niej takie jedno jedzie!:)

No i teraz szykujemy się do Szkotlandii na kolejny sabacik…

W pracy wszystko ok, ale chwilowo mam strasznie nudną robotę. Dzisiaj dostawałam wścieklizny bo robiłam duperele, która okazała się tak wielką duperelą, że cały dzień nad nią siedziałam…grrrrrrr…

Tags: ,

Zakopane

Podsumowanie: weekend udany!
Mimo, że z Krakowa do Zakopca jechaliśmy przeszło 3 godz. W drodze powrotnej zorientowaliśmy się, że nasz GPS jest przestawiony i ma wykluczone autostrady i wszystkie drogi szybkiego ruchu. Super! Jechaliśmy przez jakieś zadupia. W dodatku się rozpadało i tak już padało do końca dnia. Plany na pierwszy dzień zostały zweryfikowane przez naturę i poprzedniego użytkownika gps’a :-) Poszliśmy tylko coś zjeść i przejść się po Krupówkach. Piłam zajepysznego grzańca. Wcześniej go chyba nie piłam i myślałam, że on taki zawsze jest, ale w następnej karczmie przekonałam się, że może być też niedobry.
Domek mieliśmy fajny, nowy drewniany, nawet telewizornia była :-)
Na drugi dzień poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. I w sumie dobrze zrobiliśmy, bo co niektórzy nie nadawali się do wędrówki po górach. Inni znowu panicznie bali się wszelkich wind i kolejek. Dobrze, że wypad na Kasprowy nam nie wypalił, bo mieliśmy w planie tam wjechać.
W poniedziałek już wracaliśmy. Pojechaliśmy do kopalni w Wieliczce. A potem na lotnisko.

Fajnie tak było znowu tam pojechać. Świeże powietrze, piękne widoki, no i w przeliczeniu na funty ceny nie były szokujące. Można było jeść i pić do woli :-D

DSC_8689
Widok z balkonu naszego domku

DSC_8827
Dolina Kościeliska

DSC_8858
W Dolinie Kościeliskiej

img1
Bardziej swojskie klimaty :-) Też w Dolinie Kościeliskiej

DSC_8916
Staw Smreczyński

DSC_8800
Jaskinia Mroźna, czyli klimaty Zuśki:)

DSC_9016
A tutaj już Wieliczka

DSC_9068
Zwiedzanie kopalni

DSC_9081
Jedna z komnat w kopalni, niestety nie pamiętam jak się nazywa. Już mi pamięć wróciła:) Komnata Św. Kingi

DSC_9115
Też w kopalni

Mam nadzieję, że w następnym roku też się tam wybierzemy.

Tags: , , ,

Kochana firma:)

Za tydzień w niedziele będziemy się wylegiwać na słońcu, albo uciekać przed zbyt wysoką temperaturą do wody. Całe 7 dni na zwiedzanie Rodos :-D Jeszcze tylko muszę wytrzymać 5 dni w pracy. Mam nadzieję, że rozmowy z Zuśką jakoś mi ten czas umilą ;-)

A dzisiaj jestem nażarta nie na żarty. Byliśmy w Westfield w poszukiwaniu butów (niestety tym razem nie dla mnie, nad czym bardzo ubolewam) i wstąpiliśmy do greckiej restauracji The Real Greek. W sumie powinniśmy wybrać inną kuchnię, bo przecież niedługo będziemy się objadać greckimi przysmakami, ale to chyba z tej tęsknoty za greckimi klimatami :-) Niestety jak dla mnie ta restauracja grecka jest tylko z nazwy. Bo np. sałatka grecka bardziej grecką przypominała w restauracji włoskiej. A tutaj dostałam poprostu pokrojonego ogórka, kawałek pomidora, cebulę i kilka oliwek. Jedzenie nie było złe, ale i też nie było greckie :-) Ale obsługa bardzo miła, może dlatego że polska :-) Gdyby nie to, że to było na rachunek firmy (tak, tak… czasem dbają o pracowników) :-P to bym żałowała wydanych pieniędzy. :-)

Ostatnio przeczytałam książkę Grocholi “Kryształowy anioł”. Jakby ktoś chciał, to właśnie ją sprzedaje na ebay’u :-D Jak zwykle za szybko się czyta, a niby aż 540 stron.

Tags:

Jak fajnie

że dzisiaj piątek – wolny piątek. Nie muszę jeszcze myśleć, że już się zbliża niedziela a po niej poniedziałek :-)
Fajnie jak koleżanka znajdzie czas na kawe i ploty. Właśnie wróciłam z takiego kawowego wypadu. Jechałam gdzieś z 1.5 godz. (autobusy są masakryczne w godzinach szczytu) ale warto było. Fajnie tak pogadać, poplotkować, pożalić się komuś i wysłuchać, że ktoś ma podobne myśli czy problemy. Poprostu ucieć z domu, ściszyć telefon :-) Szkoda tylko, że tak mało czasu jest na częstsze takie spotkania.
A jutro mamy zamiar wybrać się na Camden, popstrykać kilka zdjęć i spróbować czy grzane wino nie zmieniło czasem smaku ;-)

Aaaaa i dostałam znowu paczke od mamy… uwielbiam paczki… zwłaszcza jak w środku jest niespodzianka w postaci pysznej malinowej nalewki :-P A świńska grypa nadal panuje, trzeba się leczyć profilaktycznie ;-)

Tags:

Tortury

Za jakieś 3 godz zacznie mi się weekend. Po pracy zaraz na samolot i do domu. I właśnie te 3 godz to dla mnie tortura. Szybko zleci jak to z rana, ale jak pomyśle, że muszę tu siedzieć to mnie ściska:) Już się nie mogę doczekać.
A wszystko jeszcze przez wczorajszy dzień, kiedy to najchętniej chciałam iść się utopić:) W pracy miałam coś takiego jak kontrole jakości wykonania strony. Strona działa, wygląda ok, ale zawsze się czegoś uczepią. To źle, tamto nie tak, sramto mogłoby być inaczej. Każdy ma jakieś ale. Zbiera się grupa ludzi i narzeka. A na koniec ci powiedzą “excellent, good work…” Grrrrrr… nie znoszę tej angielskiej szczerości!!! Rozumiem, że to ma w jakiś sposób pomóc, ale czasem (nawet często) potrafi człowieka podłamać.

Jak fajnie jest ponarzekać:)

Tags: ,

Zaległe foty

_dsc5039

_dsc5031

_dsc5089

_dsc5143

_dsc5175

Tags: ,

Wycieczka do Alton Towers zaliczona do udanych. Nawet mimo tego, że tam jechaliśmy chyba z 4 godziny, a wracaliśmy niecałe 2. Okazało się, że w jedną stronę mamy z 3 przesiadki, w tym godzinę autobusem bo jakieś roboty były i pociąg nie jeździł na pewnym odcinku trasy. W dodatku pogoda nam niezbyt dopisała; zimno, pochmurno, cała przemarzłam. Teraz to się na mnie odbija. Ale i tak dobrze że nie padało.
Muszę przyznać, że zadziwiłam sama siebie. Nie przypuszczałam, że wejde na niektóre atrakcje. Ale nie wiem czy weszłabym tam drugi raz, wiedząc co mnie czeka :-)
Byłam m.in. na: (nie wrzucam już tutaj filmów, podam tylko linka)
- Submission – to poszło na pierwszy ogień
- Oblivion
- Rita
- Air – w zwolnionym tempie, ale fajnie jest pokazane; tutaj mi sie chyba najbardziej podobało
- Spinball Whizzer
- The Flume – to też było fajne, zwłaszcza jak w tunelu, w którym nic nie było widać nagle się w dół spadało.

Nie spodziewałam się że ten park jest tak wielki. Jeden dzień to za mało żeby wszystko zobaczyć. Latem chyba wybierzemy się tam jeszcze raz.
A wieczorem może dorzuce jakieś zdjęcia

Tags:

Alton Towers cd…

Może ktoś się do nas dołączy??? :-)

Tags: ,

Alton Towers

Prawda że fajne??? :-)
W poniedziałek będę miała okazję się przekonać. Tzn. jak się odważę tam w ogóle wsiąść.

Tags: ,

Nie nie, rodzice proszę się nie cieszyć – wcale nie planujemy ślubu :-) Proszę także bez komentarzy w stylu: “a szkoda” czy “czas najwyższy” bo ustawiłam na automatyczne kasowanie takich komentarzy ;-)
Czemu taki tytuł??? Z nudów (czyt. nie chce mi się pracować) sprawdziłam wyszukiwane frazy po jakich ludzie trafiają na mojego bloga. I trochę się dziwię skąd się wzięła taka: “jak wygląda ślub w konsulacie w Londynie”. Czyżby połączyło notki o ślubie koleżanki, o którym chyba pisałam i kolejce do konsulatu w czasie wyborów??? Hmmm…

A tak poza tym to u mnie nuda… chociaż w tamtym tygodniu nie całkiem…
W piątek firma oblewała jakąś dużą sprzedaż i wyjątkowo wylądowałam z wszystkimi w pubie. Wszyscy byli tak zdziwieni moim widokiem, że nie zapłaciłam za żadnego drinka :-)
Ale i tak nie bawi mnie stanie pod pubem i gadanie przez ileś godzin. Tzn, traktuję to jako kurs angielskiego, bo jak zrozumiem bełkoczącego angola, to już bedzie git.

A w sobote była międzynarodowa impreza, nazwana też grillowaniem. Byłam, zobaczyłam i grillem bym tego nie nazwała :-) W każdym razie Angol, Francuz czy inny Hiszpan napewno nie wiedzą jak rozpalić grilla. Było dużo dymu i spalone jedzenie :-) Mniammm…

No dobra, czas na kawe i wracam do pracy ;-)

Tags: ,

Znowu jestem

Trochę odpoczęłam od bloga, nie wiem czemu ale czasem mi tego potrzeba.
U mnie prawie po staremu. W tygodniu nic ciekawego, ale za to poprzedni weekend był super…
Byliśmy w Rzymie. Dużo wcześniej kupiliśmy bilety po promocyjnej cenie, hotel też znaleźliśmy w niskiej cenie. Spakowaliśmy plecaki, aparaty i w drogę :-)
Nie przypuszczałam, że Rzym jest taki ładny, zwłaszcza w nocy kiedy wszystko tak pięknie oświetlone. Łącznie zrobiliśmy przeszło tysiąc zdjęć. Nawet ze swoich jestem zadowolona :-) Teraz siedzę i je sortuje.
Ale pokochałam Włochy, przede wszystkim za pogodę :-) W drugiej połowie listopada można chodzić w cienkiej bluzce lub nawet na krótki rękaw. Jadłam przepyszne spaghetti, włoskie lody, nawet pizzy spróbowałam, no i espresso inaczej (lepiej) smakowało :-)
Zwiedziliśmy najważniejsze miejsca, niestety weekend to za krótko żeby wszystko zobaczyć, zwłaszcza że zimą niektóre obiekty zamykają o 15.30 (tzn. po 15.30 nie wpuszczają więcej ludzi).
Ogólnie Rzym wydawał nam się mały. Do Koloseum jeździliśmy metrem, ale na koniec odkryliśmy, że dojść tam możemy w 20min. Są tylko dwie linie metra, brakowało nam jednej więcej biegnącej przez środek miasta. Widziałam też papieża…zostałam pobłogosławiona, więc chwilowo różki mam mniejsze ;-) Tzn papieża widziałam w oknie, ale zawsze to coś.
Nie mieliśmy żadnego problemu z dogadaniem się, i nie to żeby nasz włoski był perfekcyjny :-) ale większość ludzi mówi tam po angielsku. Jedyny problem mieliśmy z kupnem biletów na metro. Nie było żadnych maszyn, gdzie można je kupić, w kasach były kolejki, ale i tak wyglądały na takie gdzie można kupić tylko bilet na pociąg. Ale bardzo miły policjant powiedział nam, że przecież bilety można kupić w sklepie z gazetami. No ja głupia nie wpadłam na to :-)

Kilka zdjęć:


Koloseum


Koloseum


Koloseum


Koloseum nocą


Koloseum nocą


Plac św. Piotra – widok z kopuły Bazyliki św. Piotra


Plac i Bazylika św. Piotra


Plac Hiszpański


Kościół Trójcy Świętej, Schody Hiszpańskie


Stacja metra




Tags: , ,

Jako że słońce zaszczyciło nas dzisiaj swoją obecnością, postanowiliśmy spędzić ten dzień na (niekoniecznie świeżym) powietrzu. Poszliśmy do Hyde Parku – mojego ulubionego, zatłoczonego, chyba najgłośniejszego parku. Chyba przez to, że go tak uwielbiam, nie byliśmy tam z rok. Ale najpierw poszliśmy coś zjeść…wylądowalismy w niewielkiej włoskiej knajpce. Niestety zawsze istnieje ryzyko, co dostanie się do jedzenia. Kelner (bardzo miły, z poczuciem humoru Włoch ;-) ) nie poinformował nas, że jedno z dań to dwa niewielkie kotlety z jakimś zielskiem. Może pomylili to z przystawką:) No ale nieważne…

Co do Hyde Parku to nic się nie zmieniło. Porobiłam trochę fotek, niestety z wściekłością przyznaję, że tym razem mi nie wyszły. Ale tak to jest jak aparat większość czasu leżał w szafie:) Na koniec zaatakowały mnie…papugi. No może nie całkiem same mnie zaatakowały, ale ze swoim właścicielem, który siłą wpakował je na moje ramiona (dla jasności to nie one, a ja się broniłam). Kto wie, czy nie miały ptasiej grypy czy innych wściekłych krów ;-)
Tak to one wyglądały:

dsc_5355_.jpg

dsc_5364_.jpg

Ta dziewczynka wyżej, to nie ja. Ja byłam bardziej przestraszona :-) Uwaga… podjęłam decyzję… Ponieważ zauważyłam, że mój blog nie jest już tak anonimowy jak chciałam go utrzymać (o ile w necie anonimowość jest możliwa), postanowiłam nie bawić się już w chowanego i voila… oto ja i papugi…

_dsc1722_.jpg

Tu już prawie bez obaw…

_dsc1717.jpg

Oprócz papug spotkałam jeszcze takie małe, slodkie żyjątko:) Podejrzewam, że to rak…niestety z biologii nie byłam zbyt dobra

_dsc1713.jpg

I na koniec już takie dziwne coś zielonego, co przyplątało się na moje zdjęcie i w dodatku się przemieszcza. Nie dodałam tego w photoshopie:) Zapewne to jakieś zjawisko paranormalne, duch jakiegoś człowieka z bagien, zabitego dawno temu, który unosi się teraz i wciaga ludzi pływających po jeziorze. I niech mnie ktoś namówi na popływanie rowerem.

dsc_5341.jpg

A tutaj już w innym miejscu…

dsc_5342.jpg

Tags: ,

Dzisiaj przeszłam samą siebie:) Chyba pierwszy raz w życiu wpadłam w taki szał zakupów. Zaczęłam o godz 11:00 a wróciłam przed 18:00. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to był wyczyn. Spędzić tyle czasu na Oxford Street – masakra:) Ale na szczęście mogę powiedzieć, że nie było to na marne. Nie kupiłam wszystkiego co planowałam (więcej było tych niezaplanowanych), buty kupiłam inne niż chciałam, wróciłam ledwo żywa, ale warto było. I nawet dwie pary spodni kupiłam:) Oczywiście jedne do skrócenia, żeby nie było tak idealnie. A jak weszłam do Esprita to nie mogłam wyjść. Tyle fajnych rzeczy było, że tylko promocji brakowało.
Dodatkowo zakupy “umilały” panie pytające co 5 min czy mi nie pomóc itp. Myślałam, że oszaleję. Zakupów w spokoju nie można zrobić.
Dotarłam jakoś do domu, paragony pochowałam (tak na wszelki wypadek) :-) więc nie zostałam pogoniona z tymi torbami:) W dodatku czekała na mnie niespodzianka – bałagan zamienił się cudem w porządek. Chyba częściej będę uciekać na zakupy.

Tags: ,

Kurcze prawie dwa tygodnie nic tu nie pisałam. Ale w poprzedni weekend byliśmy w Polsce. Mama uratowała mi życie, a przynajmniej wzrok. Chyba zapalenie spojówek załapałam i jakieś świństwo mi wylatywało z oka. Masakra. Pod tym pretekstem sobie pochorowałam, obijając się w domu. A potem resztę tygodnia zasuwałam w okularach do pracy. Okulary – brrrr nie znoszę ich. Zusieńko jestem ci wdzięczna, że mnie zaprowadziłaś wtedy do okulisty po soczewki :-)
Czyli tydzień mi zleciał szybko. A wczoraj byliśmy w Milton. Zawsze jak tam jeździmy, to przypominają mi się nasze początki w Anglii. Na przykład jak czekalismy na autobus kilka minut, a potem do niego nie wsiedliśmy, bo żadne z nas nie chciało kupić biletów. Stres, żeby się odezwać po angielsku :-)
W porównaniu do Londynu tam jest tak spokojnie, jeziorko, dużo zieleni. Ale z drugiej strony jakoś tak za spokojnie i chyba już nie chciałabym tam mieszkać. A na wynos dostaliśmy bochenek chleba, upieczony prawie własnoręcznie :-) Znajomi mają piekarnik (czy jak to nazwać) do chleba. Wlewa się wody, dodaje mąki, soli, drożdży, zamyka się, ustawia się coś tam i za 3 godziny mamy świeży, ciepły chleb. Mysza od dawna mnie namawia na coś takiego, ale jakoś nie byłam przekonana. Do wczoraj, jak zapachniało chlebem i jak go spróbowałam.

Wygląda to mniej więcej tak (w zależności od firmy)
bread.jpg

Jak upiekę pierwszy chleb, to się pochwalę :-)

Tags: ,

Byłam, pobawiłam się i wróciłam. To był mój pierwszy ślub. Stresowałam się prawie jak panna młoda. Może to przez tą wydekoldowaną sukienkę i buty na szpilkach :-) Ale nogi mam całe, całą resztę zresztą też. Nie żałuję, że pojechałam, choć przyznam, że droga powrotna do najlepszych nie należała. Tańczyć nie umiem, ale wywijaliśmy na parkiecie. Już się boję, co kamera uchwyciła. Starałam się trochę chować, potem stwierdziłam, że przecież nikt mnie nie zna. I to był błąd :-) Bo teraz już mnie znają. Ponieważ samolot do Londynu mieliśmy o 22.20, cały dzień spędziliśmy z młoda parą. Co się zakończyło obiado-kolacją z ich rodziną. Oj niedobrze niedobrze :-)
W skrócie bawiliśmy się super. Na drugi dzień młodzi mieli sesję zdjęciową, miałam okazję popstrykać im zdjęcia. Nikt mi jeszcze tak nie pozował :-) Sama się załapałam na kilka fotek.

Niestety droga powrotna to był koszmar. Na wstępie samolot był opóźniony. Wylądowaliśmy chyba na najdalszym końcu lotniska. W dodatku było tyle ludzi, że wstrzymywali ruch i puszczali partiami. Ja umierałam z bólu, bo nowe buty pozostawiły ślad; mało co a bym na boso śmigała :-) Pocieszałam się tylko, że jak tyle czasu nam zejdzie dojście do kontroli paszportowej, to bagaże będą juz na nas czekały. O ja naiwna… prawie godzinę na nie czekaliśmy. Chyba leciały drugim samolotem :-)
Dostaliśmy bagaż, ja zmieniłam buty, humor się polepszył i pędzimy na pociąg. I kolejna niespodzianka… Nie ma pociągów. Zamknęli stację. Łaskawie polecili nam autobus. Kolejki masakryczne. Na szczęście w naszym kierunku dużo chętnych nie było. Mieliśmy miejsca siedzące. Potem przeszło pół godziny przerwy…film mi sie urwał. I Stratford. Tam uciekły nam wszystkie taksówki. Ale na szczęście w porę zauważyliśmy, że w naszym kierunku jeździ autobus nocny. Jeszcze parę minut i w domu. Rzucam torby i lulu. Do pracy nie wstałam na czas :-) Dotarłam z godzinnym opóźnieniem, prawie szczerze informując, że niechcący zaspałam :-)
Teraz czekam na weekend, żeby odpocząć.

Tags: ,

Wróciłam…niestety:)
W domu było fajnie. Pogoda mogłaby być lepsza, ale skorzystałam trochę ze słońca. Może i lepiej bym się opaliła, ale pierwszego dnia trochę się sfajczyłam i musiałam przez dwa następne dni chodzić w koszulce. Tak też sie dzieje jak człowiek pierwszy raz w roku wyjdzie na słońce (wcześniej nie korzystając nawet z solarium). Ale postanowiłam choć trochę utrzymać taki kolor skóry, gdyż ponieważ mam za miesiąc wesele i chcę wyglądać jak człowiek. Ale proszę się tu nie cieszyć, bo to nie mój ślub :-) Ja tam się stracham podejmować takich niby “cało-życiowych” decyzji, wychodząc z założenia, że szkoda kasy na rozwód :-)
….
Zaraz mnie tu zlinczuja ;-)
Chyba zablokuję możliwość dodawania komentarzy do tego posta :-)
….

Kolejny ślub przede mną w październiku (jakaś epidemia???)
….
W pracy po wakacjach było baaardzo ciężko. Między innymi przez setki pytań jak było na wakacjach. Nie znoszę tych angielskich pytań w stylu: jak sie czujesz, jak minął weekend, co robiłaś w weekend, jakie masz plany na weekend? Wiem wiem… Angole tak mają, ale wkurza mnie takie wciskanie nosa w nie swoje sprawy :-)

Ale tydzień jakoś zleciał, weekend już niestety też.
W sobotę byłam na zakupach. Chciałam kupić sukienkę na wesele, ale niestety to nie takie proste. Albo wygląd całkiem mi sie nie podoba, albo wyglądam w nich jakbym była w ciąży, albo są tak jakoś obcisłe, że widać wszystkie moje wybrzuszenia (w szczególności te, których nie powinno być) :-)
Sukienki więc nie ma, ale za to przybyło kilka kolejnych bluzek.
Nawet boję sie myśleć, że jak już jakimś cudem kupię kieckę, to potem jeszcze buty do niej…brrrrr
Nie znoszę sukienek!!!

A dzisiaj mieliśmy grilla, z wszystkimi Polakami z pracy. Chwilowo jesteśmy najliczniejszą grupą narodowościową, więc trochę nas tam było. Także dzisiaj pierwszy raz jadłam angielską kiełbasę – nie była taka zła jak myślałam. Tyle jedzenia tam było, że nie dało się przejeść i musimy zrobić kolejnego grilla :-) mus to mus
Ten był powitalny, kolejny już raczej pożegnalny, gdyż większość z tych ludzi przyjechała tu tylko na staż i wraca do Polski za miesiąc.

Tags: , ,

ZOO

Nie mogłam się zdecydować, które zdjęcia wybrać, więc wyszło tego aż 14 :-)

dsc_0797.jpg

dsc_1545.jpg

dsc_0812.jpg

dsc_1342.jpg

dsc_1458.jpg

dsc_1457.jpg

dsc_1425.jpg

dsc_0928.jpg

dsc_0862.jpg

dsc_0982.jpg

dsc_0822.jpg

dsc_1578.jpg

Tutaj zwierzątek chwilowo brak :-)

dsc_1399.jpg

No i na sam koniec “najsłodsze” i “najmilsze” stworzonko…brrrr…

dsc_1482.jpg

Tags: ,

“Muzyka, taniec, egzotyczne specjały, uliczne stragany, parady oraz maskarady. Co roku, w ostatnią niedzielę i poniedziałek sierpnia około półtora miliona turystów ściąga do londyńskiej dzielnicy Notting Hill, w której odbywa się artystyczny festiwal znany jako Notting Hill Carnival…” więcej na stronie wp.pl lub www.myvillage.com.

Nie można przegapić takiej atrakcji więc się tam dzisiaj wybraliśmy.
W skrócie powiem… MASAKRA!!!
Zaczęło się w metrze, w którym takiego ścisku jeszcze nie przeżyłam. Sardynki w puszcze mają chyba więcej miejsca. Brak powietrza, gorąco, tłok i 11 stacji do przejechania. Na stacjach metra było tyle ludzi, że nie mieścili się na peronie. Wszyscy chcieli wsiąść do metra, ale nikt z niego nie wychodził. Oczywiście wszyscy wysiedli tam gdzie my :-)
Chciałam porobić jakieś fajne zdjęcia, zobaczyć te wszystkie panie w kolorowych strojach z piórami i innymi świecidełkami. A zobaczyłam tłum ludzi, policjantów i wielki śmietnik na ulicy.
Więc zdjęcia nie są za ciekawe, ale i tak kilka umieszczę poniżej.
I jeszcze jedno… zgubiłam się wśród tego tłumu. Choć ja uważam, że to Mysza zgubił mnie :-) Nie wzięłam komórki (żeby mi nikt nie podwędził), travelkę też miał Mysza w torbie. Na szczęście wcześniej wpadł na pomysł, że jak coś to spotykamy się na stacji Notting Hill. Problem był w tym, że nie miałam pojęcia zbytnio jak tam dojść (mapa też nam była niepotrzebna). Oczywiście pomyliłam drogi. Ale… koniec języka za przewodnika i trafiłam.
Mysza już panikował, wzywał posiłki, chciał wyruszyć na poszukiwania. Teraz chce mi wszczepić GPSa :-)

A teraz kilka fotek:

dsc_0871.jpg

dsc_0715.jpg

dsc_0894.jpg

dsc_0896.jpg

dsc_0906.JPG

I na koniec coś w stylu “wcale się nie chwalę” :-) Dzisiaj rano dopadło mnie natchnienie i napisałam coś (nie wiem pod jaką kategorię to podpiąć). Nazwijmy to “artykuł”. Nigdy nie byłam dobra w pisaniu jakichkolwiek wypracowań, referatów i tych innych wygibasów, dlatego ujęłam to w cudzysłów. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć jest na stronie swiatkobiet.net (tylko proszę bez ostrej krytyki :-) mogą być za to pochwały ;-) ).

Tags: ,

Żeby nie marnować kolejnego dnia przed kompem wybraliśmy się na spacerek…dość długi jak się potem okazało. Oczywiście z aparatem :-)
Wklejam kilka fotek, które najbardziej mi się podobają:

dsc_0695.jpg

dsc_0699.jpg

dsc_0742.jpg

dsc_0755.jpg

Tags: ,

Holland Park

Kilka zdjęć z parku. Jak dla mnie najładniejszy był ogród Kyoto Japanese, stworzony w 1991 roku na jakiś japoński festiwal.

_dsc0139.jpg

_dsc0127.jpg

_dsc0204.jpg

_dsc0190.jpg

No i psy miały większe przywileje, bo dla nich toalety były otwarte:
_dsc0164.jpg

I na koniec mijaliśmy też sklep mięsny, ale takiego wcześniej nie widziałam :-)
_dsc0218.jpg

Tags: ,

WNBR-London 2007

Jak zwykle pogoda pokrzyżowała mi dziś plany. Miało być piękne słoneczko, żebym mogła iść na zieloną trawkę się poopalać. A tu lipa…ciepło było, ale słońca brak. Żeby znowu nie siedzieć w domu, poszliśmy do Science Museum. Jak na muzeum to było całkiem ciekawie. Wpadłam w szał robienia zdjęć :-) . I tak nie zobaczyliśmy wszystkiego, bo nie mieliśmy już siły chodzić. Na dodatek w metrze tłok jak cholera. Nie znoszę metra…to jedna wielka przeludniona puszka, gdzie każdy się do ciebie przykleja (bleee). Poszliśmy na autobus. I tak sobie jedziemy…i widzę w parku dwóch gości grających w piłkę…ale całkiem gołych :-) . Halucynacje mam??? Ale za chwilę ulicą idzie para- też nago!!! No to poszliśmy zobaczyć co się dzieje :-) .I dzisiaj w Londynie odbywał się World Naked Bike Ride. Zainteresowani mogą obejrzeć fotki TUTAJ. Oglądając te zdjęcia cieszę się bardzo, że trafiłam tylko na końcówkę, gdzie większość była już ubrana :-)

                  

Tags: ,