praca

Zabrakło mi kawy. Ta w pracy niestety niezbyt dobra. A ekspresu jak nie było tak dalej nie ma… ale to osobna bajka…
Brak kawy = spaaaać!!! A tu godzina i 16min do końca :-)

Do tego zakwasy. Znowu mi sie włączyła czerwona lampka “rusz tyłek, zacznij ćwiczyć”. No i mam teraz.

I pada…znowu… a już słońce się pojawiało. Coś czuje, że nadeszła pora deszczowa :-(

Tags:

Chwilowo spokój

Już prawie weekend. Wczorajszy dzień był spokojny, przeniesiono mnie chwilowo na inny projekt (z czego jestem bardzo zadowolona). I mam nadzieję, że do poprzedniego już nie wrócę. Niedługo się okaże.

Jeszcze tylko, żeby jakoś przetrwać piątek i leniuchowanie :-)

Tags:

Powrót

Pierwsza wycieczka samochodem do Polski za nami. I musze przyznać, że nie było źle. Nie przespałam ani minuty, chyba cały czas przegadaliśmy (hmmm kurcze 15 godzin paplania…nieźle). Bez kawy i redbulli, ale za to z zapasem słodyczy :-)

A w Polsce… serce bolało z każdą dziurą (tytaj są zdecydowanie lepsze drogi), ale kierownica z drugiej strony nie przeszkadzała za bardzo w jeździe po prawej stronie. W sumie czułam się pewniej w Polsce niż w Anglii.
Pogoda była super, nabrałam trochę brązowego koloru, pooddychałam świeżym powietrzem, pomoczyłam dupsko w basenie i pstryk… trzeba było wracać.

Dojechaliśmy wieczorem i na drugi dzień do pracy – taki za szybki powrót do rzeczywistości. Minął dopiero tydzień, a ja czuję jakby miesiąc. Potrzebuje znowu wolnego :-) Po tych kilku dniach jestem zmęczona psychicznie i za bardzo zestresowana. Nie potrafię wyluzować, bo nade mną wisi ten cholerny projekt. Nawet w śnie pracuje :-)

Jednak fajnie było na studiach :-)

Tags: ,

aaaaaaaaaaaaaaaaa

Mam ochote krzyczeć, wrzeszczeć, wszystko dookoła porozbijać. Wszystko w środku się we mnie kotłuje. Głośna muzyka nie jest w stanie tego zagłuszyć… a szkoda.

A wszystko przez prace. Teoretycznie powinnam się cieszyć, że we mnie wierzą, że nowe wyzwania, czegoś się nauczę i takie tam. Ale to mi nie pomaga, wiedząc, że muszę coś zrobić, nie mając pojęcia od czego zaczać. A dodatku z dala od biura, bo klient nasz pan i akurat chce, żeby z ich biura pracować. Normalnie dokopałabym komuś za to.

Tags:

Szef i szef

Ludzik 1 z reguły mniej zajęty w pracy, tzn jak go nie będzie nic się nie zawali :-)
Ludzik 2 – czasem brak czasu na lunch; jak go nie ma ludzie zaczynają panikować :-)

Ludzik 1 i Ludzik 2 w tym samym czasie (dzień przed) pilnie proszą o pół dnia wolnego…

Szef Ludzika 2 – po minucie odpowiada, nie ma sprawy. Pierwsza czy druga połowa dnia?

Szef Ludzika 1 – nie odpowiada cały dzień. Na drugi dzień rano odpisuje, że sprawdzi w kalendarzu, grafiku i odpowie później. Zostały 3 godz do wolnego, a odpowiedzi nie ma nadal.

A teraz quiz :-)
Który z tych szefów jest kobietą? ;-)

Tags:

Kto by pomyślał, że kiedyś chciałam być nauczycielką (zapewne gdyby nie kasa to bym nią została :-) ). Czasy kiedy miałam duże zapasy cierpliwości już dawno się skończyły. Niestety. Ja rozumiem, że każdy się musi uczyć i że jednym zajmuje to całą wieczność (jeszcze dobrze jak po tym czasie się nauczą). Ale czemu moim kosztem??? :-) Czemu to ja muszę się wkurzać (nie mogąc w dodatku temu komuś nawrzucać); czemu jedna głupia, naprawdę prosta rzecz trwa tyle czasu i powoduje tyle dodatkowych, niepotrzebnych problemów i setki pytań?
Grrrr…chyba pójdę dzisiaj pobiegać, wyładować się i rozbiegać zakwasy:)

Tags:

nie-świątecznie

Ostatni dzień w pracy w tym tygodniu i coś czuje, że to będzie długi dzień. Co 5 min zerkam na zegarek, ale jakoś nie przyśpiesza.
Wiosna szybciej odeszła niż przyszła. Pochowałam szaliki i rękawiczki, a tu ooo niespodzianka i coś tu mrozi. I w dodatku leje prawie codziennie. A tak dobrze się zapowiadało.
Ja tu planowałam ruszyć tyłek i zacząć biegać, a tu nie ma warunków (choć może to i dobrze bo mi się nie chce i tak mam wymówke:))

W tym roku jestem całkiem nie-świąteczna. Nie ma jajek, nie ma koszyczka, śniadania zapewne też nie będzie :-) Zostajemy w Londynie. A że jakoś we mnie tradycji brak, to mam poprostu długi weekend.

Aaaa… i wreszcie ktoś docenił moje starania, poświęcenie, wstawanie o świcie, żeby tylko szybciej zacząć, te nadgodziny do późna w nocy. Dostałam awans :-D Fakt, czuje się przez to staro, no bo jak to – w wieku 20 lat zostać seniorem? :-) Normalnie byłam tak z siebie dumna, że tą potencjalną podwyżkę poszłam wydać na zakupy :-)

Tags: ,

Lunch

Zdecydowanie wole chodzić na lunch z facetami. Przynajmniej zamawiają jakieś normalne jedzenie i w normalnych ilościach :-)
A tak, idziesz na babski lunch i wracasz nadal głodna… Fakt, firma stawia, więc nie ma co marudzić. Ale…:)

Tags:

Wchodzę dzisiaj do biura, a tu w kuchni światła nie ma. Już się cieszyłam, że nie ma prądu, a tu bęc… komputer działa :-( Śmigam prawie spóźniona na spotkanie, siedzę jak na skazaniu, bo co tydzień prawie to samo. No ale nieważne… Najważniejsze, że po spotkaniu komputer już nie działa :-D Wielkie juuupiii, nie ma prądu. Znaczy o jaka szkoda, taka strata, pracować się nie da!!! No to robimy zrzute na kawe i czekamy (z nadzieją że dłużej to potrwa). No i dzisiaj ktoś mnie lubi tam w prądowni, bo wielka awaria, prądu nie będzie do godziny 19:00 :-) Myślą, myślą i ufff… idziemy do domu. Fakt, że pracować z domu, ale pół dnia minęło, a z domu to jakoś tak zawsze lepiej. To teraz tydzień powinień szybciej zlecieć.

Tags:

Bez tematu

Zastanawiam się jakie korzyści ma mieć dla pracownika biuro typu “open space”, czyli jedna wielka hala z poustawianymi biurkami. Bo napewno nie pomoga się skupić. Jedni ze sobą gadają zdecydowanie za głośno, inni nadają przez telefon, ktoś inny wali palcami w biurko (relaksuje się czy co?), inny słucha muzyki (teoretycznie na słuchawkach). A jak do tego dochodzi ból głowy, to już mam ochotę wszystkich udusić :-)

Ale niedługo weekend i mam nadzieję odpocznę. Bedę miała całe 2.5 dnia tylko dla siebie :-) Nikt mi nie będzie marudził, że całymi dniami czytam i że trzeba odkurzyć ;-) Mam tylko nadzieję, że książki, które zamówiłam, dzisiaj przyjdą.

I umówiłam się do fryzjera – choć to bardziej z musu niż z przyjemności (nie znoszę marnować czasu u fryzjera).

Tags: ,

Pan grzejący, odpowiedzialny za ogrzewanie w naszym biurze powinien szczerze sobie postanowić w nowym roku, że codziennie o 9:00 zacznie grzać. Już pomine to że powinien zaczynać przed 9, żeby już było trochę ciepło.
Bo jest jedna wielka masakra!!! Wszyscy siedzą w kurtkach, zamiast pracować non stop chodzą po herbatę. Prawie godzina 12 a tu ani słychu ogrzewania.

Co do moich postanowień noworocznych, to chyba nie ma sensu…kolejny rok te same :-) U mnie to jakoś nie działa.

Tags:

Żyć nie umierać

Nie ma to jak dostać szampana w pracy, w czasie pracy. I to od pracodawcy :-P
A jutro stawiają lunch o 14:30 a potem do domuuu…jeeej

Tags:

Jakoś leci

Oj dawno nic nie pisałam, co niektórzy to już mi to wypominają :-) Może dlatego, że jesień, pochmurno, nic się nie dzieje ciekawego.
No oprócz weekendu… zjazd się udał. Było fajnie i całkiem spokojnie :-) Zucha nie wariowała, (oprócz akcji kiedy przekazałam pozdrowienia tylko Qzio :-) ) Qzio tym bardziej była spokojna (choć był moment że całkiem całkiem się rozkręciła) :-P
Pośpiewałyśmy trochę, a raczej powydzierałyśmy się, Nati przy tym wywijała… myślałam że sąsiedzi z dołu zaraz przyjdą, że im się sufit wali :-D
Zwiedzania nie było, jedynie wieczorny spacer, co i tak było wyczynem :-) W sumie to może i dobrze, bo Zuśkowym tempem to byśmy miesięcy potrzebowały na najgłówniejsze atrakcje Londynu…upsss :-D
Ale za to pojeździła na nartach, poskakała na Małysza:) poboksowała się z Myszą, przegrała w tenisa:) czyli poznała zalety wii :-) Zresztą już do niej takie jedno jedzie!:)

No i teraz szykujemy się do Szkotlandii na kolejny sabacik…

W pracy wszystko ok, ale chwilowo mam strasznie nudną robotę. Dzisiaj dostawałam wścieklizny bo robiłam duperele, która okazała się tak wielką duperelą, że cały dzień nad nią siedziałam…grrrrrrr…

Tags: ,

Tortury

Za jakieś 3 godz zacznie mi się weekend. Po pracy zaraz na samolot i do domu. I właśnie te 3 godz to dla mnie tortura. Szybko zleci jak to z rana, ale jak pomyśle, że muszę tu siedzieć to mnie ściska:) Już się nie mogę doczekać.
A wszystko jeszcze przez wczorajszy dzień, kiedy to najchętniej chciałam iść się utopić:) W pracy miałam coś takiego jak kontrole jakości wykonania strony. Strona działa, wygląda ok, ale zawsze się czegoś uczepią. To źle, tamto nie tak, sramto mogłoby być inaczej. Każdy ma jakieś ale. Zbiera się grupa ludzi i narzeka. A na koniec ci powiedzą “excellent, good work…” Grrrrrr… nie znoszę tej angielskiej szczerości!!! Rozumiem, że to ma w jakiś sposób pomóc, ale czasem (nawet często) potrafi człowieka podłamać.

Jak fajnie jest ponarzekać:)

Tags: ,

To tak ogólnie nie lubię pracować, chyba głównie dlatego, że rano trzeba wstawać. Ale tak z drugiej strony uwielbiam tą prace :-) Nie dość, że się spóźniłam pare minut, to potem jeszcze chwila na pogaduchy, dalej czas na kawe i jeszcze krótkiego wpisa na bloga można dodać :-)
A za oknem piękna pogoda, ciepło, słońce świeci (przynajmniej chwilowo), wyspałam się i na razie mam nawet dobry humor. Oj ostatnio rzadko się coś takiego zdarza.
No i wzięłam przykład z JJ i postanowiłam, jak to ona nazwała:), odchamić się ;-)
Wreszcie znalazłam tu kosmetyczkę, do której mam nawet przyjazny dojazd. Dzisiaj idę wypróbować. Mam nadzieję, że będę po tym wyglądać jak super hiper modelka z plakatu :-)

Tags: ,

Brighton

A jednak stres mnie dopadł…wieczorem zaczął mnie boleć żołądek, jakoś nie mogłam usnąć i tak się zastanawiałam czy nie wziąść dnia wolnego z powodu przestresowania :-)
Ale w ramach akcji “walcz ze swoimi słabościami” podreptałam rano do pracy… z bólem żołądka oczywiście.
Wyjazd był dopiero około godziny 12, godzina drogi pociągiem, czyli dużo czasu na stres. Ale jak tylko spotkanie się zaczęło stresior się ulotnił i jakoś tak już było na luzie. Trochę, a nawet bardzo się wynudziłam. Za wiele się nie odzywałam, ale to było do przewidzenia. Najważniejsze, że zaszczyciłam ich swoją obecnością :D
A po spotkaniu… morzeeeeeee. Widziałam morze! Nie to żeby pierwszy raz w życiu, ale chyba już tęskniłam za tym widokiem, bo strasznie chciałam je zobaczyć :-) Plaża kamienista…niestety, długie molo, a na końcu wesołe miasteczko :-)

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Brighton

Tags: ,

Ale mamy cudowaną pogodę. Rano padało. Potem słońce przekładane deszczowymi chmurami. Z cztery razy porządna ulewa, a do tego tak wieje, że parasola nie ma co i tak rozkładać. Już myślałam, że wiosna idzie, a tu się znowu zimnica zrobiła.
Ciekawe jak jutro będzie? Bo wybieram się do Brighton. Nie całkiem w celach rozrywkowych, ale na spotkanie z klientem, który nie raczy ruszyć swoich czterech liter do nas:) Ogólnie to powinnam się stresować, bo to moje pierwsze spotkanie z klientem. Tak dla ścisłości to dzik ze mnie i boje się ludzi (tych co nie mówią po polsku) :D No ale sama chciałam, wręcz się wprosiłam :-) Widać walczę ze słabościami :-) I o dziwo jestem wyjątkowo spokojna…chwilowo…
Mam tylko nadzieję, że uda mi się zobaczyć Brighton…aparat już czeka na podróż ;-)

Tags: ,

Nie nie, rodzice proszę się nie cieszyć – wcale nie planujemy ślubu :-) Proszę także bez komentarzy w stylu: “a szkoda” czy “czas najwyższy” bo ustawiłam na automatyczne kasowanie takich komentarzy ;-)
Czemu taki tytuł??? Z nudów (czyt. nie chce mi się pracować) sprawdziłam wyszukiwane frazy po jakich ludzie trafiają na mojego bloga. I trochę się dziwię skąd się wzięła taka: “jak wygląda ślub w konsulacie w Londynie”. Czyżby połączyło notki o ślubie koleżanki, o którym chyba pisałam i kolejce do konsulatu w czasie wyborów??? Hmmm…

A tak poza tym to u mnie nuda… chociaż w tamtym tygodniu nie całkiem…
W piątek firma oblewała jakąś dużą sprzedaż i wyjątkowo wylądowałam z wszystkimi w pubie. Wszyscy byli tak zdziwieni moim widokiem, że nie zapłaciłam za żadnego drinka :-)
Ale i tak nie bawi mnie stanie pod pubem i gadanie przez ileś godzin. Tzn, traktuję to jako kurs angielskiego, bo jak zrozumiem bełkoczącego angola, to już bedzie git.

A w sobote była międzynarodowa impreza, nazwana też grillowaniem. Byłam, zobaczyłam i grillem bym tego nie nazwała :-) W każdym razie Angol, Francuz czy inny Hiszpan napewno nie wiedzą jak rozpalić grilla. Było dużo dymu i spalone jedzenie :-) Mniammm…

No dobra, czas na kawe i wracam do pracy ;-)

Tags: ,

Bagażu dalej nie ma:(

A miałam taka nadzieję, że wczoraj do mnie zadzwonią i powiedzą, że się znalazł. Ale coś mam przeczucie, że go nie znajdą tak szybko, jeśli w ogóle. Sama nie wiem, czy bardziej mi szkoda tego jedzenia, czy prezentów. W dodatku przez ten bagaż jestem przewrażliwiona i chciałam posądzać niewinnych ludzi o kradzież mojej bluzy :-) Zostawiłam ją przed świętami w pracy i zniknęła. Na szczęście dzisiaj ją znalazłam :-) Widocznie ktoś sobie ją ponosił i zapomniał odłożyć na miejsce.

Idę po jakąś kawę, bo muszę przetrwać jakoś kolejny dzień w pracy. A boli strasznie, zwłaszcza jak pozostałe oddziały naszej firmy mają wolne do 2 stycznia, a my musimy tu siedzieć. Jest zimno, nudno, nie ma prawie nic do roboty, większość naszych klientów też ma wolne. No lipa totalna.
Ja chcę do mamy!!! :-)

Tags: ,

I po party

Mimo że nie byłam w sukience zostałam wpuszczona do lokalu:)
Patrząc na lokal dziwie się czemu wymagali eleganckiego stroju. Zwykły pub, przerobiony z jakiegoś magazynu. Same ochy i achy były, jak to tam jest cudownie i w ogóle super hiper. W sukience można by zmarznąć, w szpilkach połamać nogi (na trzeźwo) a rajstopy podrzeć o plastikowe siedzenia. Jedzenie było okropne i jak na taką ilość osób to zdecydowanie za mało. A alkohol to piwo i jakiś jeden rodzaj drinka, chyba też wino. Masakra. W porównaniu z poprzednimi imprezami ta była denna.
Potem jak zmieniłam towarzystwo, przestałam się nudzić :-)

####### rozszerzenie ########
Zapomniałam się pochwalić co dostałam od Mikołaja w pracy…
Tym razem było jak w szkole. Losowaliśmy osobę i tak do 5 funtów mieliśmy jej coś kupić. Większość tych osób jest w sumie obca i ciężko było coś kupić, ale nigdy nie wpadłabym na pomysł kupienia muffinka na prezent.

A ja właśnie takie coś dostałam i powiem szczerze, że jestem rozczarowana :-) Zwykły czekoladowy mikołaj byłby lepszy:)

Tags:

Szlifowanie języka…

polskiego:)
Miałam dzisiaj PDR (Personal Development Review). Godzinna pogadanka z managerem o moim rozwoju w firmie, co mi się podoba, co bym zmieniła, co bym chciała, a co wywaliła:) W teorii o wszystkim, w praktyce skończy się na niczym:) To już moje drugie. Każde z innym managerem. Za pierwszym razem produkowałam się po angielsku i jakoś tak przez przypadek wpakowałam się, że musiałam zrobić listę czynników/rzeczy/wszystkiego co motywuje pracowników :-) Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że to zadanie domowe było po to, żeby zmarnować trochę mojego czasu :-) Ale nieważne…
Tym razem szlifowałam język polski. Tak tak… pdr po polsku w angielskiej firmie. A wszystko przez to, że mój manager jest Polakiem. W dodatku moim kolegą (managerem stał się niedawno). I mimo że było po polsku, to i tak się stresowałam, co on tam mi wymyśli. Ale było ok… w sumie byłam chwalona ;-)
Teraz nie obraziłabym się na jakieś salary review:)

A jutro ostatni dzień i urlop…święta…do domu…
Ale wieczorem jeszcze Christmas Party w pracy. Nie wiemy gdzie (jakaś niespodzianka), ale dzisiaj nas powiadomili, że strój obowiązuje bardziej elegancki, tzn kobiety sukienka, a faceci…w sumie nie wiem w czym oni.
Na moje pytanie, czy jak nie mam sukienki to nie mogę iść nie dostałam odpowiedzi :-)
Bo skąd ja im dzisiaj sukienkę wytrzasnę??? A nawet jakby, to kto by ją za mnie ubrał??? Brrrr…
Także jutro zapewne będę jedyną dziewczyną w spodniach :-)

Tags:

Nudy

O masakra… czemu tak to jest, że raz jest zapierdziel że nie wiadomo za co sie zabrać, a innym razem usypiam z nudów. Tak właśnie…nudzę się w pracy. I co najgorsze wcale się z tego nie cieszę, bo oczy mi się zamykają, a czas się dłuży…
Teraz jeszcze się najadłam i poszłabym poleżeć :-) Jak ja kiedyś mogłam nie znosić leżakowania??? Teraz dużo bym dała, żeby kazali mi spać :-)
Ale jeszcze godzina, potem jakieś godzinne spotkanie (zawsze to coś innego niż siedzenie przed kompem) i pół godziny i do domu.
A piątek mam wolny…juuupiiii… A w sobotę już będę w domu…z mamą…jak przystało na grzeczną córeczkę ;-)

Tags:

Poniedziałek

Dzisiaj chyba od dość dawna mogę powiedzieć, że nie znoszę poniedziałków. Dawno też nie miałam takiego uczucia, że nie chciałam iść do pracy. Tzn. mi zazwyczaj nie chce się iść, ale to raczej ze względu na ranne wstawanie. A dzisiaj na myśl, że tam pójdę, aż mi ciarki przechodziły. Jakby mi tam coś mieli zrobić :-)

Tags: ,

Antyblogowo i mac’owo

Ostatnio jakaś antyblogowa jestem. Tak jak czasem nie mam o czym pisać, tak teraz mi się nie chciało:)
Miałam się zebrać i napisać notke 31.10, ale jak widać nie wyszło.
Bo właśnie 31.10.2008 to szczególny dla mnie dzień:) Wtedy minął rok mojej nieprzerwanej pracy w jednej firmie. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza praca, w dodatku nie w Polsce (choć nie wiem czy to akurat wada czy zaleta), plus przyzwyczajenia studenckie (np. “odwołanie” pierwszych zajęć żeby choć trochę dłużej pospać) to jest wyczyn:) Ale jak sobie pomyśle, że przede mną takich “roków” jeszcze sporo, to aż mi się słabo robi:) Ten kto wymyślił pracę chyba nigdy nie pracował:)
No ale w tym poście starczy narzekania na pracę… Teraz będą pochwały jaka to ona fajna, super że jest bo…bez niej nie mogłabym sobie kupić długo wyczekiwanego mojego własnego, błyszczącego, pachnącego nowością laptopa :-)
Czekałam na niego z kilka miesięcy. Najpierw nie byłam pewna czy taki chce, potem że za drogi, potem jeszcze coś wymyśliłam, a jak już się zdecydowałam to poszła plota, że niedługo mają wyjść nowsze modele. No to czekałam…całą wieczność:) Któregoś dnia się doczekałam, pojawiły się w sklepach. Poszłam i buuummm…w jeden dzień sprzedali całą dostawę:( Nigdy by mi do głowy nie wpadło, że komputery rozejdą się jak świeże bułki:) Kolejne 2 tygodnie czekania i dzwonienia do sklepu. Masakra jakaś. Wreszcie raz nam powiedzieli że są. Po pracy pojechaliśmy… dalej są:) Poszliśmy do kasy, wybieramy jaki chcemy, gościu idzie na zaplecze po kompa, wraca i mówi, że już nie ma, ostatni sprzedali pani przed nami:( Kurcze no, nawet z bułkami tak nie miałam, że dla mnie zabrakło.
Na drugi dzień pojechaliśmy do nowo otwartego centrum handlowego prawie na drugim końcu Londynu i tam były!!! Nareszcie…
Może teraz nowy komp wyleczy mnie z antyblogowania ;-)

Tags:

Dziwny ten dzień był dzisiaj. Chociaż powinnam zacząć od nocy…nie wiem dokładnie co robiłam, pamiętam tylko, że chciał mnie zabić murzyn z Prison Break:) I chyba przez to, że tak uciekałam nie zdążyłam się wyspać. Już dawno nie pamiętam, żebym wstała tak zaspana. Prawie usnęłam pod prysznicem, a potem na sofie przy śniadaniu. Potem droga do pracy… Jak już łaskawie metro przyjechało, to 45min zajęło mi dojechanie do pracy (zzwyczaj jade ok 20min). Tym razem znowu problem z sygnalizacją (chyba zacięło się na czerwonym). A jak już mogliśmy ruszyć, to ktoś musiał opierać się o drzwi i pociąg nie mógł ruszyć. Dystans między stacjami pokonaliśmy ruchem szarpanym. Można poćwiczyć swoją cierpliwość. W pracy spóźnienie 25min, ale i niespodzianka – manager chory. No tak, ale akurat dzisiaj kiedy nie wiedziałam, co mam robić. Zresztą nie tylko ja w swojej grupie. No i szefunio się podobno wkurzył, że jedna grupa zawalona pracą, a druga nie ma co robić:) No ale czy to nasza wina, że jesteśmy tacy zdolni i wszystko szybko skończyliśmy ;-)
To dali mi jakiś nowy projekt, żeby tylko zacząć. I tu się okazało, że nie mają dla mnie photoshopa. Zostały zamówione, ale jakoś nikt się nie zainteresował, czemu ich jeszcze nie ma. I tak spędziłam z godzinę na instalowaniu wersji testowej na jakimś starym, ledwo chodzącym laptopie. A jak już zainstalowałam, to dali mi coś innego. A na koniec dnia dostałam photoshopa na swoj komputer. Na szczęście czas było się zbierać do domu:) Ciekawe czy w polskich firmach też jest taki bałagan i zamieszanie?

Tags: ,

Mam tydzień laby :-) Mój manager ma urlop i teraz sami rządzimy, tzn kolega chwilowo przejął tą rolę, ale to na jedno wychodzi ;-)
Dostaliśmy za zadanie, żeby w tym czasie dokończyć wszystkie pierdoły w zaległych projektach. Na szczęście dużo tego nie ma. A całe to zamieszanie, bo dostajemy nowy projekt. Super hiper duży wypasiony; ważny klient, ludzie znający się na rzeczy, czyli dużo pracy, zero ściemniania, wszystko ma chodzić jak w zegarku i tylko 3 miesiące. Wcale się nie cieszę, bo projekt jakiś finansowy, czyli nuuuuudyyy (jak dla mnie), a poza tym fajnie by było dostać raz coś łatwego, żeby mózg odpoczął :-)
To tyle o pracy.
Teraz z innej beczki…

Ogólnie to Anglii nie znoszę, no może Londynu (bo w sumie nie wiem jak jest w innych miejscach). Ale kocham za kosmetyki, które tutaj mogę kupować jakie tylko chcę i trochę za ciuchy. Niestety uwielbiam też słońce – naturalne i sztuczne. A tutaj naturalnego jest zdecydowanie za mało, a solarium jest cholernie drogie. Jak pomyślę, że za 10 min opalania mogę mieć jakiś ciuch, to odechciewa się i iść :-) W dodatku nie mogłam znaleźć jakiegoś na poziomie, ale nie drogiego. Pełno tu jakiś ciapatowych, w kórych nie wiadomo co mi mogą zrobić :-) brrrrr…
No ale prawie po 1.5 roku odważyłam się iść. Tam gdzie chodzę na basen. Karnety wyglądają tam tak, że na recepcji mają swoje świstki i tam zapisują ile czasu ci zostało. Poza tym biurokracja…ciekawe czy moja karta zdrowia, pacjenta (czy co to tam teraz jest w Polsce) jest taka szczegółowa :-) A ja myślałam, że w Anglii wszystko to high technology :) Bo łóżko to też nie wygląda na nowoczesne (oj sorry tuba bo to stojące). Dobra nie narzekam… najważniejsze, że jest czysto, tuba jest bardziej higieniczna, lampy mają dobre i chyba nie ma kamer.

Tags: ,

Era bez Windowsa

Od jutra rozpoczyna się dla mnie era bez windowsa. Tak przy okazji nie znoszę tego systemu, tych wirusów, zawieszania się itp.
Dostałam w pracy nowy komputer…
mac.jpg

Cały komputer składa się wyłącznie z klawiatury, myszki i monitora, w którym to niby wszystko załadowali co potrzebne do działania kompa. Dzisiaj siedziałam w pracy prawie 1.5 godziny żeby się choć trochę nauczyć obsługi. Jestem pełna obaw, bo jak tu po tylu latach mam się od tak sobie odzwyczaić od windowsa. No ale teraz nie mam wyjścia. Z drugiej strony jak sobie pomyślę, że już więcej nie będę musiała przeinstalować windowsa to nabieram chęci do nauki :-)

……..

Właśnie mi się przypomniało…
ostatnio poprzez znajomą poznaliśmy pewną dziewczynę, która jest managerem w pewnym klubie, czy to pubie. I powiedziała nam, że ostatnio pojawiły się tzw. plastry gwałtu. Facet podchodzi do dziewczyny, wystarczy że klepnie ją po ramieniu i przyklei plaster (cienki w kolorze skóry). O dziwo wchłania się bardzo szybko. Znajoma sama przyłapała na takich próbach kilku facetów.
Trochę to przerażające. Jeśli rzeczywiście nie można wyczuć, że ma sie takie coś przylepione, to nie ma nad tym żadnej kontroli. O ile jakakolwiek jest z pigułką.

Tags: ,

Przyznaję się… prawie zapomniałam o istnieniu swojego bloga :-)
Nie to żebym miała jakieś ciekawe zajęcia, co by ten stan zapomnienia spowodowały, ale jakoś tak wyszło.
W pracy ostatnio się z lekka stresuję. Mój manager bierze sobie dłuższy urlop i dostałam innego. Niby fajny, ale coś każe mi się trzymać od niego z daleka. Na początku jak przyszedł do firmy, to wyglądał na sympatycznego; ale wraz z nadmiarem jego ‘władzy’ coś mi w nim nie pasuje. Wiem wiem… może sobie wymyślam, bo w końcu jeszcze mi sie nie naraził :-)
Poza tym w pracy mnie wreszcie docenili i chwilowo zmotywowali. W sumie największa motywacja jest w dniu wypłaty :-) Bo tak codziennie to jakoś nie wstaję z łóżka z wielkim (a nawet małym) “woooow…nareszcie do pracy” :-) W ogóle ktoś tak ma???
Lubię to co robię, ale nie lubię zasilać czyjegoś konta :-)
W dodatku koleżanka z pracy wraca do domu do Chin. Moja pierwsza zagraniczna koleżanka i to też poza pracą. Jest mi smutno :-( Mają przyjść podobno 3 nowe kobietki, w tym jedna zaczyna w następnym tygodniu. Może znajdę jakieś zastępstwo :-)
Poza tym życie w tym piekielnym mieście doprowadza mnie do stanu gnicia. Ciężko mi kopnąć swoje cztery litery gdziekolwiek. A niestety wiek :-) i siedzenie non stop przed kompem nie sprzyja. Teraz nie mogę się doczekać urlopu. Niedługo jedziemy do domu na całe 9 dni…juppiiii… Zamierzam się tam przetlenić; choć zapewne nie wytrzymam bez komputera za długo.
To idę po kopa, żeby ruszyć się pobiegać.

Tags:

title unknown

Oj brak weny się mnie uczepił na dłuższy czas. A może to przez to, że u mnie nic ciekawego się nie dzieje. Z tych ciekawszych rzeczy, to wczoraj wróciłam z Polski. Cztery dni szybko zleciało i znowu trzeba było wracać. Zuśka jak tylko to przeczyta, to mnie udusi i poćwiartuje, że nie dalam znaku, że jestem. Pamiętaj, że jesteś moją najulubieńszą koleżanką ;-)
Ale w tym samym czasie odwiedziła nas dawno niewidziana, a nawet już zapomniana ciocia z wujkiem. A ponieważ moja wizyta była niespodzianką dla mamy, nie dało się uniknąć wizyty cioci :-)
Co do wujka, to skutecznie popsuł mi apetyt (przed długo wyczekiwanym grillem), mówiąc coś w stylu: “tutaj to ty chuda nawet jesteś, ale nogi to masz grube…” Zawsze mnie rozwalała szczerość starszych ludzi i jakoś nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu nie mogą zamknąć tej swojej buźki. Czy ja mu przypominam, jaki to on już stary jest? :-)
Zresztą nieważne, nie zanosi się, żebym go zobaczyła w najbliższym czasie.
Poza tym udało mi się złapać w Polsce trochę słońca, przetleniłam się, nakarmiłam trochę komarów, no i zjadłam pierwsze truskawki. Niestety trzeba było wracać. A jak dzisiaj zobaczyłam znowu te chmury, deszcz to moje baterie znowu padły. Nie wiem jak ludzie mogą żyć w tym kraju przez całe życie, czy tam jego większość. Wiem wiem… monotematyczna się robię, ale chwilowo tylko pomarudzić sobie mogę.

W pracy jest ok. Powstała kolejna strona z moim udziałem.
Mamy dwóch nowych Polaków, przyjechali na nazwijmy to trzymiesięczny staż.
Z mojej trzy-, a przez pewien czas czteroosobowej grupy, odeszła jedna osoba. Więc chwilowo jestem ja i dwóch managerów :-)
Ponieważ mój manager przyszedł do pracy w tym samym czasie co ja, mogę powiedzieć, że jestem najstarsza stażem :-)

Tags: ,

Tereeeee

Od dzisiaj można zobaczyć w necie pierwsze moje “dziecko” :-)
Od samego początku robione przeze mnie (oczywiście pomijam projekt, bo artystycznych zdolności to nigdy nie miałam).
Do całkowitego ukończenia jeszcze daleko (nawet nie wiem czy mi pozwolą wszystko skończyć), ale klient jakiś w gorącej wodzie kąpany i się uparł. Ciekawe ile niedociągnięć znajdą :-)

www.yourfamily.org.uk

Tags: ,

Nareszcie

koniec tego okropnego tygodnia. Nie wiem czemu, ale nie mogłam się w ogóle wyspać. W pracy pierwsze co to kawa, która pomogła tylko chwilowo. W dodatku był to “work-intolerant” tydzień :-) Przez wszystkie pięć dni dostawałam drgawek jak miałam iść do pracy. Nikt się tam nie znęcał nade mną fizycznie czy psychicznie, a jednak najlepiej to zachomikowałabym się w domu. Chyba jednak nie nadaję się do pracy; za bardzo się wszystkim przejmuję. Wszelkie problemy nie chcą zostać za drzwiami biura, a nawet wdzierają się w moje sny. I jak tu zwykły mały człowieczek ma się wyspać?
Przez to wszystko jestem wymęczona i nic mi się robić nie chce. Ledwo dałam się namówić na kino.
I muszę gdzieś schować tą stertę ciuchów do prasowania, bo coś mnie stresują :-)

Poza tym to jakoś żyję. W czasie świąt odpoczęłam, pobawiłam się ze zwierzakami i nawet na spacer poszłam :-)
A no i do kościoła się wybrałam poświęcić jajka. Ksiądz mnie o dziwo poznał jeszcze ;-)
I odwiedziłam Hanię. Jest taka śliczna. I nie wiem czemu jej mama mówi, że płacze, spać nie chce :-) Przez cały czas była grzeczna. Dała się nawet cioci potrzymać na rękach. Nie wiem tylko kto był bardziej zestresowany tą sytuacją: ja, Hania czy jej mama ;-)

Jeszcze z nowości…mamy nową zabawkę…drukarkę do zdjęć. Od dawna wstrzymywałam jej zakup, ale w tym tygodniu wymiękłam. Myślałam tylko, że drukowanie ładnych zdjęć będzie łatwiejsze. A tu kilka rodzajów papieru oczywiście różnych firm. Na każdym inaczej drukuje i bądź tu człowieku mądry. Dodatkowo jeszcze jakieś ustawienia kolorów czy coś tam i nie ma tak prosto. No ale po dzisiejszych próbach zdjęcia już wychodzą zadowalające.

Tags: ,