Polska

AS Nieruchomości

Oto reklama :-)
Jeśli ktoś jest ze Szczecina lub okolic i chciałby kupić, sprzedać lub wynająć mieszkanie, dom, działkę lub jakiś inny lokal to polecam super hiper najlepsze biuro nieruchomości w Szczecinie AS Nieruchomości :-D
Adresu jeszcze nie znam, ale udało mi się wykraść adres ich strony :-)
www.nieruchomosci.as

***** KONIEC REKLAMY ******

Co mi przyniósł Mikołaj i jak minęły święta napiszę później. Teraz wykorzystuję czas na przytulanie najmilszego kota na świecie :-)

Tags: ,

1 listopada

Poniżej wklejam link do bloga kunegundy, a konkretnie do ostatniego wpisu.
Tak czytałam, czytałam i w sumie muszę przyznać, że się z nim zgadzam :-)

Jak macie ochotę to zapraszam tutaj: Wszyscy Święci wołają o pomstę do nieba:)

Tags: ,

Zakopane

Podsumowanie: weekend udany!
Mimo, że z Krakowa do Zakopca jechaliśmy przeszło 3 godz. W drodze powrotnej zorientowaliśmy się, że nasz GPS jest przestawiony i ma wykluczone autostrady i wszystkie drogi szybkiego ruchu. Super! Jechaliśmy przez jakieś zadupia. W dodatku się rozpadało i tak już padało do końca dnia. Plany na pierwszy dzień zostały zweryfikowane przez naturę i poprzedniego użytkownika gps’a :-) Poszliśmy tylko coś zjeść i przejść się po Krupówkach. Piłam zajepysznego grzańca. Wcześniej go chyba nie piłam i myślałam, że on taki zawsze jest, ale w następnej karczmie przekonałam się, że może być też niedobry.
Domek mieliśmy fajny, nowy drewniany, nawet telewizornia była :-)
Na drugi dzień poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. I w sumie dobrze zrobiliśmy, bo co niektórzy nie nadawali się do wędrówki po górach. Inni znowu panicznie bali się wszelkich wind i kolejek. Dobrze, że wypad na Kasprowy nam nie wypalił, bo mieliśmy w planie tam wjechać.
W poniedziałek już wracaliśmy. Pojechaliśmy do kopalni w Wieliczce. A potem na lotnisko.

Fajnie tak było znowu tam pojechać. Świeże powietrze, piękne widoki, no i w przeliczeniu na funty ceny nie były szokujące. Można było jeść i pić do woli :-D

DSC_8689
Widok z balkonu naszego domku

DSC_8827
Dolina Kościeliska

DSC_8858
W Dolinie Kościeliskiej

img1
Bardziej swojskie klimaty :-) Też w Dolinie Kościeliskiej

DSC_8916
Staw Smreczyński

DSC_8800
Jaskinia Mroźna, czyli klimaty Zuśki:)

DSC_9016
A tutaj już Wieliczka

DSC_9068
Zwiedzanie kopalni

DSC_9081
Jedna z komnat w kopalni, niestety nie pamiętam jak się nazywa. Już mi pamięć wróciła:) Komnata Św. Kingi

DSC_9115
Też w kopalni

Mam nadzieję, że w następnym roku też się tam wybierzemy.

Tags: , , ,

albo raczej co drugi głupi:)
Ten głupi to ja…
Ranek zaczęłam od tego, że przecięłam sobie skóre nożyczkami, przecinając listek tabletek. Rozumiem, żeby ukłuć się nożyczkami, ale żeby tak poprostu się nimi uciąć…masakra… zwłaszcza że to teraz boli :-(
Ale palec nie odpadł, to nie jest źle.

Dla niewtajemniczonych… boję się panicznie romawiać przez telefon (po angielsku oczywiście); normalnie słuchawka zaczyna parzyć :-) Ale dzisiaj mnie nie ominęło (bo facet się nade mną psychicznie znęca i zmusza do dzwonienia mimo panicznego lęku) i musiałam zadzwonić w sprawie rachunku za gaz.

Zmieniając mieszkanie, podaliśmy licznik prądu, a oni nam to potraktowali jako licznik gazu. Coś sobie pomnożyli, pododawali i wyszło, że w ciągu 6 tygodni zużyliśmy tyle gazu, co normalnie się zużywa przez jakięś 3-4 miesiące. Trzeba było odkręcać

Ze spuszczoną głową wykręcam numer, gadam z automatyczną sekretarką i na moje nieszczęście słuchawkę podnosi jakiś bucowaty, dziwnie mówiący facet. Ale na szczęście chciał stan licznika z dzisiaj, więc musiałam się rozłączyć i spisać. Drugi raz modliłam się nad tą słuchawką, żeby kto inny odebrał… HA… i słyszę damski głos przedstawiający się pięknym nazwiskiem :-) Pięknym bo… polskim :-) No i tak to miałam farta, bo dogadałam się po polskiemu :-) Rachunek anulowany…ufff!!!!

Ale… musieliśmy podać liczniki gazu. Kobieta jutro ma do nas zadzwonić po odczyt. A my nie mamy zielonego pojęcia, gdzie te liczniki są. Byliśmy u sasiadów, ale też nie wiedzą i nawet się tym nie zainteresowali. Nieważne… liczniki znaleźliśmy na zewnątrz, przed wejściem do budynku. Nawet nie pomyślałam, że mogą być poza budynkiem.

Update co do naszego zagubionego bagażu…
Wysłaliśmy pocztą list do Niemiec, do ubezpieczyciela. A oni nam w mailu formularz do wypełnienia przesłali i napisali, żeby im paragony do wszystkiego co było w torbie wysłać. Oszaleli całkiem. Bo ja niby z zamiłowania wszystkie paragony zbieram. I oczywiście wszystkie prezenty pod choinkę też dostaje z paragonami :-) Oj dziwny ten świat… walczyć o wszystko trzeba :-)

A na koniec trochę wspomnień z pobytu w domu…

To mój kochany piesek pilnuje co by mu ptaki szaszłyków nie wciągnęły
dsc_6847_b

Niestety to było silniejsze od niego
dsc_6851

Zawsze ma wykupioną miejscówkę przy stole
dsc_6896

Takiego baranka babcia mi upiekła…może z godzinę wytrzymał… na pierwszy ogień poszła głowa
dsc_6824

Tags: ,

Home sweet home

Nareszcie słońce. Niepotrzebnie ten wiatr wieje, ale i tak jest fajnie. Wyleguje się właśnie na ławce (chyba sobie zaraz leżak wyciągne), wystawiam pyska na słońce i staram się nie myśleć, że za kilka dni wracam do ponurego Londynu. Nigdzie mi się ruszać stąd nie chce, zamierzam przeleżeć te dni na słońcu, z przerwami na kawke z mamą:)

Tags:

Z serii chory facet

Weekend miałam dość ciężki, coś w stylu przynieś wynieś pozamiataj :-)
Facet mi się rozchorował, coś go w plecy walnęło (jakieś korzonki czy coś). Wielki, straszny, przerażający ból, leżeć nie mógł, chodzić nie mógł, siedzieć też nie. Ogólnie nic nie mógł:) Dostał środki przeciwbólowe i chodził zakręcony:) Ale ponieważ faceci chyba lubią chorować, więc zaraz gorączkę u siebie wynalazł, grypa go dopadła, o bólu głowy już nie wspomnę:) Dzisiaj już z bólu pleców został tylko ból gardła:)
Ale dobre z tego wszystkiego jest to, że teraz ma więcej wspólczucia dla mnie:)

Jutro idziemy oddać klucze od starego mieszkania. Jak dobrze pójdzie, to dostaniemy depozyt i czarna dziura debetowa zniknie:)

A na koniec zdjęcia krzywego lasu…
Krzywy Las

Krzywy Las2

Krzywy Las3

Tags: , ,

W domu

Nareszcie się doczekałam. Po chyba 12-godzinnej podróży dotarłam do domu. Tak jakbym z Afryki jechała:) ale niestety mieliśmy przesiadkę. Wróciłam wygłodniała jakby mnie tam ktoś głodził. Ale czekał na mnie pyszny rosołek. A wczoraj wpadliśmy też do KFC…mniam mniam…tego mi brakuje w Londynie – pysznego ostrego kurczaka z kfc. Pochodziłam po sklepach i przeraziłam się wysokimi cenami :-)
Niestety w sklepie udało mi się też trafić na ponurą, pozbawioną wszelkiego entuzjazmu panią. Krawcowa też jakoś taka mało komunikatywna była, tak że przy niej na straszną gadułę wyszłam:) Ale pan jubiler był za to miły i rozmowny; naprawił mi nawet bransoletki za darmo :-) Panowie są widocznie jakoś bardziej optymistycznie nastawieni do świata. I tak sobie myślę, czy w przyszłości powrót do Polski nie będzie ciężki.

……….. mama zagoniła mnie do obierania pieczarek, a w tym czasie mój tato dorwał się do mojego komputera i oto wynik:……………………..
“Faceci są zawsze bardziej przychylnie nastawieni do całego świata, a tym bardziej do zdenerwowanych przy zakupach KOBIET. Porządni !!! mężczyźni nawet ubierają choinkę, gdy kobiety sobie piszą blogi albo coś tam.”

A ponieważ już jutro Wigilia, to życzę Wszystkim wesołych, spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

   naciśnij

Tags: ,

Wspomnienia poślubne

Na ślubie słyszałam tą piosenkę pierwszy raz i wlazła mi do głowy. Chodzę i nucę…gdy twoje córy gryzą pazury…
Masakra!!!



Tags: ,

Byłam, pobawiłam się i wróciłam. To był mój pierwszy ślub. Stresowałam się prawie jak panna młoda. Może to przez tą wydekoldowaną sukienkę i buty na szpilkach :-) Ale nogi mam całe, całą resztę zresztą też. Nie żałuję, że pojechałam, choć przyznam, że droga powrotna do najlepszych nie należała. Tańczyć nie umiem, ale wywijaliśmy na parkiecie. Już się boję, co kamera uchwyciła. Starałam się trochę chować, potem stwierdziłam, że przecież nikt mnie nie zna. I to był błąd :-) Bo teraz już mnie znają. Ponieważ samolot do Londynu mieliśmy o 22.20, cały dzień spędziliśmy z młoda parą. Co się zakończyło obiado-kolacją z ich rodziną. Oj niedobrze niedobrze :-)
W skrócie bawiliśmy się super. Na drugi dzień młodzi mieli sesję zdjęciową, miałam okazję popstrykać im zdjęcia. Nikt mi jeszcze tak nie pozował :-) Sama się załapałam na kilka fotek.

Niestety droga powrotna to był koszmar. Na wstępie samolot był opóźniony. Wylądowaliśmy chyba na najdalszym końcu lotniska. W dodatku było tyle ludzi, że wstrzymywali ruch i puszczali partiami. Ja umierałam z bólu, bo nowe buty pozostawiły ślad; mało co a bym na boso śmigała :-) Pocieszałam się tylko, że jak tyle czasu nam zejdzie dojście do kontroli paszportowej, to bagaże będą juz na nas czekały. O ja naiwna… prawie godzinę na nie czekaliśmy. Chyba leciały drugim samolotem :-)
Dostaliśmy bagaż, ja zmieniłam buty, humor się polepszył i pędzimy na pociąg. I kolejna niespodzianka… Nie ma pociągów. Zamknęli stację. Łaskawie polecili nam autobus. Kolejki masakryczne. Na szczęście w naszym kierunku dużo chętnych nie było. Mieliśmy miejsca siedzące. Potem przeszło pół godziny przerwy…film mi sie urwał. I Stratford. Tam uciekły nam wszystkie taksówki. Ale na szczęście w porę zauważyliśmy, że w naszym kierunku jeździ autobus nocny. Jeszcze parę minut i w domu. Rzucam torby i lulu. Do pracy nie wstałam na czas :-) Dotarłam z godzinnym opóźnieniem, prawie szczerze informując, że niechcący zaspałam :-)
Teraz czekam na weekend, żeby odpocząć.

Tags: ,

Wróciłam…niestety:)
W domu było fajnie. Pogoda mogłaby być lepsza, ale skorzystałam trochę ze słońca. Może i lepiej bym się opaliła, ale pierwszego dnia trochę się sfajczyłam i musiałam przez dwa następne dni chodzić w koszulce. Tak też sie dzieje jak człowiek pierwszy raz w roku wyjdzie na słońce (wcześniej nie korzystając nawet z solarium). Ale postanowiłam choć trochę utrzymać taki kolor skóry, gdyż ponieważ mam za miesiąc wesele i chcę wyglądać jak człowiek. Ale proszę się tu nie cieszyć, bo to nie mój ślub :-) Ja tam się stracham podejmować takich niby “cało-życiowych” decyzji, wychodząc z założenia, że szkoda kasy na rozwód :-)
….
Zaraz mnie tu zlinczuja ;-)
Chyba zablokuję możliwość dodawania komentarzy do tego posta :-)
….

Kolejny ślub przede mną w październiku (jakaś epidemia???)
….
W pracy po wakacjach było baaardzo ciężko. Między innymi przez setki pytań jak było na wakacjach. Nie znoszę tych angielskich pytań w stylu: jak sie czujesz, jak minął weekend, co robiłaś w weekend, jakie masz plany na weekend? Wiem wiem… Angole tak mają, ale wkurza mnie takie wciskanie nosa w nie swoje sprawy :-)

Ale tydzień jakoś zleciał, weekend już niestety też.
W sobotę byłam na zakupach. Chciałam kupić sukienkę na wesele, ale niestety to nie takie proste. Albo wygląd całkiem mi sie nie podoba, albo wyglądam w nich jakbym była w ciąży, albo są tak jakoś obcisłe, że widać wszystkie moje wybrzuszenia (w szczególności te, których nie powinno być) :-)
Sukienki więc nie ma, ale za to przybyło kilka kolejnych bluzek.
Nawet boję sie myśleć, że jak już jakimś cudem kupię kieckę, to potem jeszcze buty do niej…brrrrr
Nie znoszę sukienek!!!

A dzisiaj mieliśmy grilla, z wszystkimi Polakami z pracy. Chwilowo jesteśmy najliczniejszą grupą narodowościową, więc trochę nas tam było. Także dzisiaj pierwszy raz jadłam angielską kiełbasę – nie była taka zła jak myślałam. Tyle jedzenia tam było, że nie dało się przejeść i musimy zrobić kolejnego grilla :-) mus to mus
Ten był powitalny, kolejny już raczej pożegnalny, gdyż większość z tych ludzi przyjechała tu tylko na staż i wraca do Polski za miesiąc.

Tags: , ,

title unknown

Oj brak weny się mnie uczepił na dłuższy czas. A może to przez to, że u mnie nic ciekawego się nie dzieje. Z tych ciekawszych rzeczy, to wczoraj wróciłam z Polski. Cztery dni szybko zleciało i znowu trzeba było wracać. Zuśka jak tylko to przeczyta, to mnie udusi i poćwiartuje, że nie dalam znaku, że jestem. Pamiętaj, że jesteś moją najulubieńszą koleżanką ;-)
Ale w tym samym czasie odwiedziła nas dawno niewidziana, a nawet już zapomniana ciocia z wujkiem. A ponieważ moja wizyta była niespodzianką dla mamy, nie dało się uniknąć wizyty cioci :-)
Co do wujka, to skutecznie popsuł mi apetyt (przed długo wyczekiwanym grillem), mówiąc coś w stylu: “tutaj to ty chuda nawet jesteś, ale nogi to masz grube…” Zawsze mnie rozwalała szczerość starszych ludzi i jakoś nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu nie mogą zamknąć tej swojej buźki. Czy ja mu przypominam, jaki to on już stary jest? :-)
Zresztą nieważne, nie zanosi się, żebym go zobaczyła w najbliższym czasie.
Poza tym udało mi się złapać w Polsce trochę słońca, przetleniłam się, nakarmiłam trochę komarów, no i zjadłam pierwsze truskawki. Niestety trzeba było wracać. A jak dzisiaj zobaczyłam znowu te chmury, deszcz to moje baterie znowu padły. Nie wiem jak ludzie mogą żyć w tym kraju przez całe życie, czy tam jego większość. Wiem wiem… monotematyczna się robię, ale chwilowo tylko pomarudzić sobie mogę.

W pracy jest ok. Powstała kolejna strona z moim udziałem.
Mamy dwóch nowych Polaków, przyjechali na nazwijmy to trzymiesięczny staż.
Z mojej trzy-, a przez pewien czas czteroosobowej grupy, odeszła jedna osoba. Więc chwilowo jestem ja i dwóch managerów :-)
Ponieważ mój manager przyszedł do pracy w tym samym czasie co ja, mogę powiedzieć, że jestem najstarsza stażem :-)

Tags: ,

Dni Gryfina online:)

To teraz mam szanse zobaczyć, co się będzie działo na tegorocznych Dniach Gryfina. Nie planowałam przyjazdu, bo ta impreza już dawno przestała “mnie kręcić” :-) ale nie zaszkodzi popodglądać.
Gryfino dorobiło się pierwszej (ale nie ostatniej) kamery internetowej.

www.idk.net.pl/webcam

Tags: ,

Nareszcie

koniec tego okropnego tygodnia. Nie wiem czemu, ale nie mogłam się w ogóle wyspać. W pracy pierwsze co to kawa, która pomogła tylko chwilowo. W dodatku był to “work-intolerant” tydzień :-) Przez wszystkie pięć dni dostawałam drgawek jak miałam iść do pracy. Nikt się tam nie znęcał nade mną fizycznie czy psychicznie, a jednak najlepiej to zachomikowałabym się w domu. Chyba jednak nie nadaję się do pracy; za bardzo się wszystkim przejmuję. Wszelkie problemy nie chcą zostać za drzwiami biura, a nawet wdzierają się w moje sny. I jak tu zwykły mały człowieczek ma się wyspać?
Przez to wszystko jestem wymęczona i nic mi się robić nie chce. Ledwo dałam się namówić na kino.
I muszę gdzieś schować tą stertę ciuchów do prasowania, bo coś mnie stresują :-)

Poza tym to jakoś żyję. W czasie świąt odpoczęłam, pobawiłam się ze zwierzakami i nawet na spacer poszłam :-)
A no i do kościoła się wybrałam poświęcić jajka. Ksiądz mnie o dziwo poznał jeszcze ;-)
I odwiedziłam Hanię. Jest taka śliczna. I nie wiem czemu jej mama mówi, że płacze, spać nie chce :-) Przez cały czas była grzeczna. Dała się nawet cioci potrzymać na rękach. Nie wiem tylko kto był bardziej zestresowany tą sytuacją: ja, Hania czy jej mama ;-)

Jeszcze z nowości…mamy nową zabawkę…drukarkę do zdjęć. Od dawna wstrzymywałam jej zakup, ale w tym tygodniu wymiękłam. Myślałam tylko, że drukowanie ładnych zdjęć będzie łatwiejsze. A tu kilka rodzajów papieru oczywiście różnych firm. Na każdym inaczej drukuje i bądź tu człowieku mądry. Dodatkowo jeszcze jakieś ustawienia kolorów czy coś tam i nie ma tak prosto. No ale po dzisiejszych próbach zdjęcia już wychodzą zadowalające.

Tags: ,

Święta-wspomnienia

Segreguje i przerabiam zdjęcia i chciałam pokazać, jak nasze kochane zwierzaki spędzały z nami święta :-)

dsc_2422.jpg

dsc_2417.jpg

dsc_2401.jpg

dsc_2437.jpg

Tags: ,

Paranoja!!!

Prywatne WWW to także dzienniki lub czasopisma

Właściciele stron internetowych, także prywatnych, muszą je zarejestrować, jeśli nie chcą być ścigani przez prokuraturę. To efekt ostatniego postanowienia Sądu Najwyższego – donosi “Rzeczpospolita”.

O kłopotach wynikających z niedostosowanej do dzisiejszych realiów definicji prasy, dziennika i czasopisma wiadomo od dawna. Niedawno problem nabrał jednak nowego wymiaru. Przepisy doczekały się bowiem interpretacji Sądu Najwyższego. Z postanowienia wydanego 26 lipca wynika (sygn. akt IV KK 174/07), że nie ma znaczenia, czy strona internetowa opisuje działania władzy, czy też hobbysta doradza na niej, jak założyć swoje pierwsze akwarium. Jeśli strona jest aktualizowana częściej niż raz w tygodniu, powinna zostać zarejestrowana jako dziennik. Jeśli rzadziej, ale przynajmniej raz w roku – jako czasopismo.
Uzasadnienie tego precedensowego postanowienia jest już napisane, ale brakuje podpisów wszystkich sędziów. Jak się dowiedziała “Rz” w SN, można się z nim będzie zapoznać po 10 września.

W praktyce oznacza to, że większość polskich stron internetowych działa nielegalnie. Tylko duże serwisy o charakterze stricte dziennikarskim rejestrują się w sądzie. Zapaleńcy, którzy piszą w siecidla własnej satysfakcji, po to, aby się podzielić swoimi spostrzeżeniami, nie zawracają sobie tym głowy.

Za wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji grozi grzywna, a nawet ograniczenie wolności. Co ważniejsze jednak, osoba prowadząca stronę w Internecie jest de facto redaktorem naczelnym z wszystkimi wynikającymi z tego obowiązkami, m.in. obowiązkiem publikowania sprostowań i odpowiedzialnością za teksty, w tym wpisy internautów.

O tym, jakie będą konsekwencje postanowienia, zdecydują prokuratura i policja, gdyż to one będą decydować o ewentualnym ściganiu autorów stron WWW.

źródło: wp.pl

Tags: , ,