Weekend miałam dość ciężki, coś w stylu przynieś wynieś pozamiataj ![]()
Facet mi się rozchorował, coś go w plecy walnęło (jakieś korzonki czy coś). Wielki, straszny, przerażający ból, leżeć nie mógł, chodzić nie mógł, siedzieć też nie. Ogólnie nic nie mógł:) Dostał środki przeciwbólowe i chodził zakręcony:) Ale ponieważ faceci chyba lubią chorować, więc zaraz gorączkę u siebie wynalazł, grypa go dopadła, o bólu głowy już nie wspomnę:) Dzisiaj już z bólu pleców został tylko ból gardła:)
Ale dobre z tego wszystkiego jest to, że teraz ma więcej wspólczucia dla mnie:)
Jutro idziemy oddać klucze od starego mieszkania. Jak dobrze pójdzie, to dostaniemy depozyt i czarna dziura debetowa zniknie:)
A na koniec zdjęcia krzywego lasu…





Ostatnio komentowane