Szkoła rodzenia NCT – dzień 1

Tak jak pisałam w poprzednim poście zapisaliśmy się na płatną szkołę rodzenia w NCT. Cały kurs podzielony jest na 3 sesje. Pierwsze dwie trwają po 6 godz, a ostatnia 3 godziny. Po narodzinach dzieci ma być jeszcze dodatkowe 2-godzinne spotkanie, żeby poznać maluchy:) Cena kursu to około 300 funtów. Dużo…i już po pierwszym dniu nie jestem pewna czy było warto.

Może naoglądałam się za dużo filmów, ale spodziewałam się wyższego standardu. Już na początku dostaliśmy maila, w którym poinformowali nas, że:
– parkingu brak
– lunchu, przekąsek ani napojów nie zapewniają
– na miejscu nie ma kuchni, ani żadnego miejsca gdzie można zrobić, czy kupić coś do picia
– dla własnej wygody można sobie przynieść poduszkę itp.

Ja tu myślałam, że sala będzie taka ładna, przyjemna, z dywanem i ewentualnie sofami czy poduszkami, gdzie wygodnie będzie można przetrwać te 6 godzin. A było tak…

Sala NCT

6 godzin na plastikowym krześle w zaawansowanej ciąży. Serio???
Były tylko dwie przerwy (30 i 40min). Toaleta była na innym piętrze.
Jak dla mnie warunki w szpitalu mieli o niebo lepsze – była klima, woda do picia i toaleta obok, a no i wygodniejsze krzesła:)

Na początku się przedstawiliśmy. Potem mieliśmy stworzyć listę, czego oczekujemy od tych zajęć. Sama nie wiem po co, bo przecież plan zajęć i tak jest z góry ustalony i babka gadała o tym co przygotowała.

I zależy, kto czego oczekiwał, ale ja stawiałam bardziej na część praktyczną, czyli jak przeżyć poród, jak sobie radzić z bólem, a potem jakaś instrukcja obsługi niemowlaka:) A tu przez połowę zajęć omawialiśmy teorię w stylu co to i po co jest łożysko, szyjka macicy, pępowina, pochwa, itp. W dodatku było to w formie ćwiczenia… na podłodze leżały obrazki dziecka w brzuchu, my dostaliśmy karteczki z terminami i mieliśmy je umiejscowić na zdjęciu i powiedzieć co wiemy.
Może jestem dziwna, ale po jaką cholerę mi to do porodu? Jeszcze rozumiem, jeśli ktoś by mi to wyjaśnił na początku ciąży, ale teraz?

Potem było trochę o samym porodzie. Sama już nie pamiętam co dokładnie, bo po tylu godzinach mój mózg przestawił się w tryb “oby szybciej do domu”:) Zresztą moje plecy, nogi i tyłek też już marzyły o powrocie:)

Jutro drugi dzień. I jak narazie jedyną korzyścią to było poznanie nowych ludzi z okolicy.

Dodaj komentarz