Snowdonia

No bo co innego to może być jak nie starzenie sie :-) Kolejny weekend a ja się budzę przed 8:00. To jakby tak miało być, to spoko – w tym wypadku mogę się starzeć :-) Bo w sumie lubię siedzieć tak rano, kiedy dzieci śpią. Popijać kawke, obejrzeć kolejny głupkowaty serial, czy porobić nic. Dzisiaj akurat padło na zaległy wpis, za który nie mogę się zabrać od tygodnia.

Poprzedni weekend pojechaliśmy do Snowdonii. Połazić po tutejszych górach. I powiem, że sie nie spodziewałam takich szlaków :-) Hmm po pierwsze to ja tam nie widziałam oznaczeń szlaków, a w pewnym momencie to raczej szlaku nie było, poprostu sterta kamieni. Jak dla mnie wyprawa cieżka, a wszystko właśnie przez te kamienie. W drodze powrotnej moje mięśnie zastrajkowały – straciłam chyba nad nimi kontrolę :-) Zakwasy miałam straszliwe, w dodatku coś mi się popsuło i kuśtykałam kilka dni. Ale warto było pooddychać świeżym powietrzem.

Oprócz wyprawy w góry, pojechaliśmy jeszcze nad morze – do Barmouth. Tam w sumie nic ciekawego nie było, prócz morza, plaży i dobrego jedzenia. Misteczko małe, ale takie malownicze. Góry i morze w jednym.

Wynajęliśmy sobie B&B pokój, czyli w domku u jakiś ludzi (łącznie mieli 5 pokoi), ze śniadaniem. I tu był szok :-) Standard lepszy niż w 4-gwiazdkowym hotelu w Wenecji, no i znacznie taniej. Przytulny pokój z łazienką. Był telewizor, kawa, herbata. W łazience żel pod prysznic, szampon, odżywka do włosów, a nawet ręczniki :-)
No dobra, to był pierwszy raz kiedy zatrzymaliśmy się w B&B, więc nie wiem – może to standard :-P Ale fajny standard…
Śniadanie typowo angielskie – jajko sadzone, kiełbasa i boczek. Bardzo zdrowe :-)
Serio oni takie śniadania jedzą codziennie???

Czy coś pominęłam… chyba nie. To teraz kilka zdjęc na koniec.

Pierwsze pięć to Barmouth





To chatka, w której nocowaliśmy – Tan-y-fron Guest House

Poniżej już wyprawa na Cader Idris





Taka była ścieżka…


I to też jest ścieżka…


Komentarze

Dodaj komentarz