Służba zdrowia w UK

Będzie o chorowaniu. Pomarudzę trochę jaka jestem zmęczona, słaba, niewyspana i w ogóle jak mi źle, bo dostałam jakieś choróbsko i trzyma mnie już tydzień. Na początku gorączka, strasznie zimno, śpiąco, źle. Potem ciut lepiej, do momentu kiedy nie dopadł mnie kaszel i katar. Do tej pory myślałam, że to katar jest najgorszą zmorą. Ale po jakiś 4 dniach z męczącym i nieustającym kaszlem zmieniłam zdanie. Bo na kaszel kropli nie ma, a nawet jak coś jest to g… działa.

I nie fajnie jest, jak się dostanie ataku kaszlu rano w zatłoczonym autobusie:) Ludzie się dziwnie patrzą. Próbowałam nie kaszleć, ale wtedy dostawałam dziwnych drgawek klatki piersiowej, oczy łzawiły i się dusiłam:) Musiałam wysiąść na następnym przystanku, bo czułam, że mnie oknem wywalą:) Do pracy w ten dzień nie dotarłam.

Jak już od tego kaszlu zaczęła mnie boleć i klatka, gardło i głowa, postanowiłam dzielnie iść do lekarza, z nadzieją, że tym razem będzie pomocny. Taaaaaak… nadzieja…

Po pierwsze. Żeby się dostać trzeba się zarejestrować jakoś tydzień wcześniej. W pilnych wypadkach trzeba zadzwonić i poprosić o rozmowę z lekarzem. Zadzwoniłam, czekałam z 2 godz aż ktoś oddzwoni. Pani doktor wypytała co mi dolega i stwierdziła, że infekcji żadnej nie mam. Leków silniejszych też nie ma sensu brać, bo organizm młody i sam sobie poradzi. A kaszel przejdzie sam za kilka tygodni. Taaadaaaam.

Po takiej rozmowie lekarz decyduje, czy potrzebna jest wizyta czy nie. Tym razem nie była potrzebna. Ale przed urlopem miałam infekcje oka. 3 dni do wyjazdu a oko boli, swędzi, nie ma jak soczewek założyć. Z lekarzem ta sama bajka, ale wtedy po rozmowie telefonicznej miałam przyjść na wizytę. Która niestety okazała się niewypałem. Dostałam leki alergiczne dostępne bez recepty (które oczywiście nie pomogły), miałam robić okłady z… ogórka…i czekać aż samo przejdzie. Pani stwierdziła, że nie ma magicznej różdżki:) Nie miała racji – na szczęście w domu znalazłam krople z Polski o których zapomniałam. Przeszło na drugi dzień:)

Nie wiem, jak to jest w Polsce. Ani też tutaj jeśli się na coś poważnego choruje. Ale jeśli chodzi o “drobne” dolegliwości to ciężko się przebić. A już nie wspomnę o jakimkolwiek skierowaniu do specjalisty:)
Chociaż słyszałam, że to też zależy od poradni. Że niektóre nie mają takich tłoków i można się dostać dużo szybciej. Może czas się przepisać do innej:)

A jak to działa w Polsce tak dla zwykłego człowieczka?

I nie polecam jednak biegania w deszczu:) Fajnie było, ale nie warto jeśli trzeba to potem odchorować.

Komentarze

  1. Anka Skakanka

    Wiesz co, może to po prostu Londyn? W mojej przychodni w Edynurgu nie jest chyba aż tak żle, jak trzeba to przepiszą antybiotyk itp. Ostatnio potrzebowałam zobaczyć lekarza (nic pilnego), zadzwoniłam w poniedziałek i wizytę miałam na czwartek rano. Może poszukaj innej przychodni, jak już nie masz innego wyjścia. Pozdrawiam, i życzę zdrówka!

    Odpowiedz
    1. sihaja

      Antybiotyk??? U nas chyba nie wiedzą co to:) Muszę się zebrać i przepisać gdzie indziej, zwłaszcza że obok nas zrobili nową przychodnie.

  2. Jagoda

    Otwierając ten post zastanawiałam się czy będzie o tym, że w Anglii wszystko leczy się paracetamolem i amoxycyliną, na szczęście nie było. U nas też bywają problemy z wizytą u lekarza i generalnie częściej korzystamy z Walking Centre przy lokalnym szpitalu. Nie tylko dlatego, że terminów nie ma i przyjmują od razu (jak nie ma kolejki, rzadko ale się zdarza), tylko ze względu na godziny przyjęć od 8-8, więc nie trzeba brać urlopu z robotki. Mam nadzieję, że dziś czujesz się wyśmienicie i tak trzymaj. Pozdrowienia z West Midlands, Jagoda

    Odpowiedz
    1. sihaja

      Zdrówko już lepiej, dzięki. Mimo, że niedawno załapałam drugie przeziębienie (a z pierwszego dobrze się nie wygrzebałam).
      Ja mam przy pracy Walking Centre i kiedyś muszę spróbować czy mnie przyjmą ot tak. Taki wypad do lekarza w czasie lunchu:P

Dodaj komentarz