Sama

Nareszcie weekend. Samotny niestety lub stety (zależy jak na to patrzeć) :-)
Mysza w piątek wyjechał do Polski, wraca w poniedziałek. Więc teoretycznie siedzę sama, praktycznie z drugim Bartkiem, który i tak jutro idzie do pracy.
Dzisiejszy dzień raczej spędzę przy kompie. Ponieważ wczoraj w pracy się TROCHĘ obijałam (nie tylko z lenistwa), to dzisiaj muszę nadrobić zaległości. Tak mi się nie chce, bo muszę zmienić coś co wcześniej zrobiłam w inny (jak się okazało niezbyt trafny) sposób.
Ale najważniejsza wiadomość…już na 100% przyjadę na święta do domu. Już od kilku miesięcy miałam bilet kupiony, ale brakuje mi 1,5 dnia urlopu no i nie wiedziałam jak to wyjdzie. W końcu pracuję tu kilka tygodni i nie wiem, czy mogę liczyć na jakieś ulgi.
Wczoraj się odważyłam zapytać. Trwało to może z kilka sekund. Powiedziałam co i jak, a szefunio odpowiedział z tym swoim “szczerym” angielsko-australijskim uśmiechem: “no problem, no problem”. Uff…udało się, muszę mu tylko maila wysłać, żeby pamiętał. Zapewne potrącą mi ten dzień z wypłaty. Ale to nic, najważniejsze że święta spędzę z rodziną.
Zresztą to dziwne, bo nigdy (jak stałam się dorosła :-) ) nie przepadałam za świętami. Jakoś nie skakałam z radości, że przez te dni tylko się siedzi, je i siedzi i je :-) O ile pogoda dopisze wyskoczy się na sanki czy inny spacer. I z tego powodu marzyły mi się święta gdzieś daleko od domu, na jakiś Karaibach czy innych rejonach zagrożonych tsunami :-) Bez tych wszystkich przygotowań świątecznych. Jedynie co lubiłam zawsze to kupowanie prezentów.
No ale…teraz chcemmmmmm na święta do domu. Chcę się nudzić, siedzieć i oglądać kolejny raz te same filmy (przynajmniej obejrzę tv bo od miesięcy nie miałam pilota w ręku).
Nawet choinkę mogę POMÓC ubrać (choć nie całkiem to jeszcze polubiłam).
Ale najfajniejszym momentem jest wkładanie prezentów pod choinkę. Każdy patrzy czy nikt nie patrzy, opróżnia szafy, komody, tapczany :-) Bo nie wyrosłam jeszcze z przeszukiwania domu w celu znalezienia jakiegoś prezentu :-) I jak co roku postanawiamy sobie, że każdy dostanie TYLKO jeden prezent. Każdy się zgadza, ale potem co roku dziwnym trafem jakoś się mnoży tych paczek. Chyba Mikołaj jednak istnieje i nie wie o naszym postanowieniu ;-)
Kurcze…jak mi się świątecznie zrobiło…
Acha i mandarynki kojarzą mi się ze świętami :-) Tak je lubię, że do niedawna dostawałam z dwie skrzyneczki.

A teraz do tych co tu zaglądają…
Lubicie święta Bożego Narodzenia? Macie jakieś fajne wspomnienia z lat młodości :-) Oooo, albo jakieś (nie)ciekawe tradycje?

Komentarze

  1. Magda

    Ja kiedys lubilam, jako mala dziewczynka, gdy bylo nas 20 przy stole, masa prezentow, ja gralam na pianinie, rodzinka spiewala… To byly fajne czasy. Odlegle czasy. Teraz chyba nie przepadam za Swietami, stresuja mnie, przypominaja, ze Taty juz nie ma, ze rodzina sie jakos rozeszla zupelnie. No i drazni mnie, ze od konca pazdziernika wszedzie widac swieta i wszystko jest niby half price albo buy one get one free. Komercjalizacja totalna!

    Mimo wszystko co roku czekam na Swieta z utesknieniem, sentyment zostal.

    Odpowiedz
  2. sihaja

    U mnie nie było chyba nigdy dużo ludzi na święta (przynajmniej nie pamiętam tego momentu).Pamiętam że od zawsze były tylko 4 osoby. No raz było fajnie jak moja ciocia z kuzynem zjechali do nas z Grecji. Do tego dodać Mysze i kuzynkę i było ciekawie. Z jednej strony mało osób to fajnie, bo spokojnie jest, ale czasem może być nudne:)

    No i niestety w dzisiejszych czasach Boże Narodzenie już nie jest takie same-jest takie mniej świąteczne.

    Odpowiedz
  3. jj

    U mnie zawsze były 2 wigilie w jeden wieczór (u jednej babci i u drugiej).
    Ludzi było dużo.
    Zaraz po kolacji, lecieliśmy z kuzynami pod choinkę szukać prezentów.
    Zawsze szliśmy na pasterkę.
    Święta były dla mnie najbardziej wyczekiwane w roku.
    Teraz na pewno niejest tak samo.
    Trzeba wybierać rodzicó, albo teściów, bo odległość jest za duża, by zaliczyć i tych i tych w jeden wieczór.
    Zobaczymy jak to będzie.
    A jak Hania się urodzi, to pewnie będzie jeszcze inaczej…
    No ale takie życie.
    Według mnie klimat świąt jest wtedy, gdy są dzieci :)
    One najpiękniej potrafią się cieszyc z choinki, kolęd, z prezentów i opłatka.

    Odpowiedz
  4. jj

    PS. A co do mandarynek :)
    Dla mnie również są jednoznacznym symbolem świąt.
    Jak tylko poczuję ich zapach, to czuję święta.
    Nie mam takich przeżyć związanych z zapachem choinki (bo zawsze mieliśmy sztuczną :(

    Odpowiedz
  5. sihaja

    No teraz będziesz miała problem, gdzie spędzać święta. Zawsze mnie zastanawiało jak można pogodzić święta w dwóch domach:) Co do dzieci, to teraz od nowa zaczniesz wierzyć w mikołaja i magia świąt wróci :-)
    A choinkę od kilku lat mam żywą i nigdy więcej sztucznej!!!

    Odpowiedz
  6. sesill

    Kochanie czy chcesz na święta dużo gości?Może spróbuję zaprosić jakąs dalsza rodzinę bo ciocia z Kubą to raczej nie przyjedzie,pozdrawiam mama

    Odpowiedz
  7. aanova

    Z filmów to możesz być pewna, ze obejrzysz po raz setny “Kevin sam w domu”.

    A święta zawsze kojarzyły mi się z tym, że przy wigilijnym stole zawsze siedziałam koło babci, i doprowadzała mnie do szału… Teraz już w zasadzie w mojej rodzinie nie za bardzo się świętuje, dziadek zmarł, babcia nie ma siły na to wszystko, a nikt po niej nie zechciał się “bawić” w przygotowania świąt dla całej rodziny. Rzadko też bywały kolędy i prezenty, ale wódka zawsze… a przynajmniej jak żył dziadek ;) A teraz drugie święta z rzędu spędzę na Wyspach, ale te już raczej nie będą tak smutne jak poprzednie… :)

    A z tymi mandarynkami i pomarańczami faktycznie coś jest! :)

    Odpowiedz
  8. sihaja

    Ja jeszcze sobie nie wyobrażam tutaj świąt Bożego Narodzenia (bo Wielkanoc już tu spędziłam, ale co to za święta :) )
    Jakaś rodzinka do ciebie zjeżdża? Czy sami siedzicie i sama przygotowujesz Wigilie??

    Odpowiedz

Dodaj komentarz