Przykładna nie-żona

Siedzenie samej w weekend niestety nie wpływa na mnie dobrze. Zwłaszcza, że książki mi nie przyszły i nie miałam czym zabić czasu. Ale za to uporałam się górą prania, byłam na zakupach. Zaszalałam na maxa i kupiłam sobie nową zabawkę…mikser :-)
Między jednym a drugim praniem zmarnowałam trochę czasu na wypicie kawy i napisanie tego posta. Wstawiłam chleb do pieczenia (oczywiście własnoręcznie ugniotłam ciasto:)), a teraz szybkie sprzątanie mieszkania i najlepsze na koniec… uwaga… uwaga… będę piekła murzynka…tadaaaaaammm. I to nie takiego z torebki :-)

Jeszcze tylko prasowanie, a potem kąpiel z dodatkiem ujędrniająco-upiększającym-robiącym na bóstwo olejkiem ;-)
No to Bartek może wracać :-)

Dodaj komentarz