Poniedziałek

Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko zleciał mi dzień. Nie spóźniłam się, lunch przesiedziałam w pracy, kuchnie odwiedziłam z trzy razy tylko i żałowałam, że wybiła już 17:30. Wystarczy dobry projekt, a odpływam:)
Przez kilka dni mam pracować nad Museum of Childhood. Dla takich projektów chce mi się pracować po godzinach:) Na szczęście taki się trafia raz na milion.

W pracy nadzieja na dobry tydzień, a w domu nadzieja na pozbycie się dziury w suficie.

A było to tak…
W tamtym tygodniu czekaliśmy na montaż żaluzji i przy okazji miał wpaść Pan Majster do zmywarki (źle przycieli deskę na dole i zmywarka się nie otwierała do końca, przez co nie można było wyciągnąć dolnego koszyka). Wcześniej zauważyliśmy, że nad oknem są jakieś plamy na suficie, które pokazaliśmy Panu Majstrowi. I sama nie wiem, czy to na nasze szczęście czy nieszczęście. Bo okazało się, że to poważna sprawa, że coś tam gdzieś przecieka i że to grozi normalnie zawaleniem sufitu:) Dlatego trzeba wyciąć dziure i zobaczyć co to. No i mamy dziure od kilku dni. Miała być zaklejona w ten sam dzień, ale kto mówił, że życie jest takie proste:) Trzeba zajrzeć do sąsiada z góry, który oczywiście jest w pracy. Odezwą się do nas kiedy przyjdą to dokończyć. Będzie to szybko, bo to priorytet. To było w zeszłą środę. Do dziś się nie odezwali:) Widocznie komuś się naprawdę sufit zawalił.

Dziura nie duża, ale dało radę nakapać przez nią na panele i zostawić ślady. Żaluzji nie mamy oczywiście. Ale zmywarka się otwiera. Nie można chcieć za wiele:)

Dodaj komentarz