Plus-minus życia na emigracji – z serii Karnawał polskiego jedzenia.

Tym razem postanowiłam wziąć udział. Wielkie dzięki za zaproszenie do pierwszego, ale przyznam szczerze, że przegapiłam deadline:)
Wybrałam drugi temat, bo nie przepadam za grzybami, więc wszelkie potrawy (prócz pierogów z kapustą i grzybami) odpadają.
Dla niewtajemniczonych lista dotyczy Londynu. A kolejność jest przypadkowa.
No to zaczynam…

PLUSY
1. Większe możliwości rozwoju. Po studiach, bez konkretnego doświadczenia znalazłam pracę, którą w dodatku lubię:)
2. Kasa. Ale to bez komentarza:)
3. Zakupy. Raj na ziemii:) W stosunku do zarobków ceny nie są tu wysokie. Mówię oczywiście o kosmetykach, czy ciuchach. Dołączyć do tego ebay i mam motywację do pracy:) No i tanie książki, choć nie za bardzo lubię czytać po angielsku:)
4. Darmowe produkty. Zwłaszcza jak idę do pracy, koło stacji metra często coś rozdają. Dzisiaj dostaliśmy dwa litry soku pomarańczowego, wcześniej jakieś płyny do płukania, zupki, gumy do żucia itp. I nie są to jakieś małe próbki, ale “pełnowymiarowe” produkty.
5. Ludzie są przyjaźniej nastawieni niż w Polsce.
6. Żeby nie wiem jak wyglądać, jak być ubranym, umalowanym, i tak nikt nie zwróci na ciebie uwagi:) Chociaż zdarza mi się pstryknąć fotkę dziwnie wyglądającej osobie:)
7. Kuchnia. Tyle jest tu knajpek, że można spróbować wszystkich kuchni świata. Ale brak mi polskiej chińszczyzny:)

MINUSY
1. Pogoda. Przeważnie pochmurno, deszczowo, ciągle wieje. Zazwyczaj pada, jak zapomnę parasola (co się dość często zdarza).
2.Metra. Nie znoszę nimi jeździć. Brak klimatyzacji:) Tłum ludzi, zazwyczaj mających wstręt do wody i mydła:) Sardynki chyba mają lepsze warunki:)
3. Hałas i tłum ludzi. Jak to w Londynie. Spokojnie zakupów nie można zrobić na Oxford Street:)
4. Godziny pracy. Minął rok, a ja nie mogę się przyzwyczaić to tego rytmu dnia. Przychodzę po 18, zakręcę się i koniec dnia.
5. Daleko od domu. Tęsknie za swoimi zwierzakami, domem, trawą, ciszą i spokojem. No i oczywiście za rodzicami też (żeby nie było że wyrodna córka jestem) :)
6. Jedzenie. Jest okropne jeśli chodzi o wszelkie wędliny, mięsa, chleb.
7. Drogie mieszkania.

O dziwo równo wyszło. A myślałam, że same minusy będą.

Drugi karnawał polskiego jedzenia

Komentarze

  1. Sylwia Presley

    Co do
    Plusy pkt 6 – fakne jest tez to, ze mozna bezproblemowo dziwakow fotografowac:)

    A ad
    Minusy pjt 3. Cholera, akurat Oxford Street planuje na sobote – wiem, to do nas do Oxfordu sie na zakupy jezdzi, ale ja nie jestem ‘posch’;) i mam psapsiolke w Londku…

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  2. Magda

    Sylwia, nie jedz na Oxford Street w sobote, znienawidzisz to miejsce!!

    Olu, fajnie, ze napisalas. Zgadzam sie zarowno z Twoimi plusami jak i minusami.

    Odpowiedz
  3. Sylwia Presley

    Hm…o dziesiatej wyjade, bede tam o 12tej, ale plan jest taki, ze idziemy do kilku sklepow a potem zmykamy na picnic do Hyde Parku…moze przetrwamy? Jesli bedzie burdelik, to prosto do parku…uff, to zdanie zle mi wyszlo, hihi…

    Odpowiedz
  4. margarita.pl

    Wiesz, a ja tak mysle, ze jakbys sie wyprowadzila z Londynu to byc mogla co najmniej kilka minusow na swojej liscie skreslic. :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz