Pierwszy tydzień za mną

Pierwszy tydzień urlopu zleciał szybciorem. Aż nie mogę uwierzyć, że jeszcze tyle wolnego przede mną. Fakt, brzucho rośnie i utrudnia życie, ale mimo wszystko w domu jest lepiej. Nie chodzę już jak zombi, wysypiam się, nie bolą nogi i plecy. Poprawiła mi się dieta, bo mam czas gotować coś bardziej zdrowego. Nie podjadam tyle słodyczy co w pracy. Same plusy:)

Ale usiedzieć na tyłku też nie potrafię. Zrobiłam pierogi ruskie, upiekłam ciastka, zaczęłam robić porządki w szafkach w kuchni no i zaczęłam powoli kompletować wyprawkę dla malucha. Plan mam ułożony, część rzeczy mam obmacane w sklepie, więc teraz tylko kupować z głową:)

Jak dobrze pójdzie to od poniedziałku śmigam na jogę dla ciężarówek. Na próbę, żeby zobaczyć czy mi się spodoba. Za normalną jogą jakoś nie przepadam, ale w tym wypadku mało ćwiczeń mam do wyboru.

Maluch też ma się dobrze. Uprawia tam jakieś sporty ekstremalne, bo wierci się strasznie i to głównie jak zamierzam iść spać. Już się boję, co będzie jak urośnie. I już sobie robi jaja z tatusia, bo jak tylko podejdzie, żeby poczuć jak kopie, to ten się uspokaja:)

Komentarze

Dodaj komentarz