Paraliż Londynu

A już myślałam, że w tym roku nie zobaczę śniegu. A tu rano niespodzianka…
Totalna katastrofa… spadło aż z 10cm śniegu, które sparaliżowało całe miasto, prawie Big Bena zasypało. Metra gdzieś się zakopały, autobusy poznikały z ulic, co by nie poniszczyć letnich opon, samochody nagle zaczęły się psuć (dziwne że pomoc drogowa nie utknęła w zaspach). To nawet nie zima stulecia, a katastrofa stulecia :-)
Już tu chciałam biec do tesco, kupić zapas mąki na chleb, bo jak zamkną sklep na tydzień to nawet tynku nie mam.

Ale przez to wszystko polubiłam zimę w mieście, a konkretnie takim, które nie jest na nią przygotowane :-)
NIE POSZŁAM DZISIAJ DO PRACY!!!
No bo jak niby miałam dojechać??? A chciałam, bo nawet poszłam na stację zobaczyć jaka sytuacja. Na szczęście zdążyli zablokować linię metra:)
I wszystko wskazuje na to, że jutro sytuacja będzie podobna :-) Już dostaliśmy maila, że jakby co, to mamy nie ruszać się z domu (żeby przypadkiem nogi nie złamać i nie chcieć odszkodowania :-) ) i pracować zdalnie. Fajnie. Dawno nie miałam takiego długiego weekendu. I wstawać nie będę musiała tak rano.

A tutaj kilka fotek tej powalającej zimy…

dsc_6234

dsc_6241

dsc_6284

dsc_6282

dsc_6283

dsc_6257

dsc_6258

dsc_6261

Komentarze

Dodaj komentarz