O niepracowaniu – podejście drugie

Już trochę ochłonęłam i postaram się odtworzyć te moje wczorajsze myśli.

… myśle… myśle…już wiem…

Powoli zaczynam się zastanawiać, czy rzucenie pracy było dobrym krokiem. Tzn nie żałuję ani trochę, że zrezygnowałam z tej ostatniej (całe 3 miesiące męczarni) – to była taka porażka w podejmowaniu słusznych decyzji. Bardziej mi chodzi o tą wcześniejszą, gdzie spędziłam kilka lat. Taka ciepła posadka, troche w nerwowej atmosferze. Za bardzo chciałam się stamtąd wyrwać i ot skutek tego.

Nie to, żeby było mi teraz źle, ale wiadomo prace muszę znaleźć. I im dłużej to trwa tym częściej pojawia się myśl “a jak nie znajde nic? a może jestem beznadziejna?”.

No i wkurza mnie, że nie potrafię wykorzystać tego wolnego czasu na coś przyjemniejszego. Mam wrażenie, że mam mniej czasu niż jak pracowałam. Cały dzień przed kompem…szukanie ofert, pisanie listów motywacyjnych, szybkie dokształcanie się, bo każdy wymaga innych gruszek na wierzbie:) I tak w kółko.

Planowałam biegać, ale zimno się zrobiło.
Miałam odwiedzić siłownie, ale to tak strasznie daleko…aż 5 min piechotą.
Wszelkie błotka, maseczki, olejki na twarz czy włosy poszły w odstawke, bo nie mam kiedy:)
Ale co ja pisze o maseczkach, jak ja czasem zapominam lunchu zjeść:P

Wnioski…niepracowanie nie sprzyja zdrowemu trybowi życia:) Jakoś tak wszystko jest bardziej chaotyczne.

Ale jutro piątek. A w piątki po 12 mam wolne od szukania pracy:P Może się kopne na tą siłke…

Dodaj komentarz