Nowy Jork #1

Nowy Jork planowaliśmy już odwiedzić 2 lata temu. Ale po tym jak mój nie-mąż, po powrocie z konferencji w Vegas, zaczął opowiadać jak tam jest, to stwierdziłam że ja tam muszę jechać i to natychmiast:) (tutaj relacja z Vegas, LA, San Francisco). I tym sposobem NY został odłożony na potem, czyli listopad 2014.

Ceny za loty nie były wygórowane w tym miesiącu. Skorzystaliśmy też z opcji lot + hotel i okazało się, że jest to w tej samej cenie co airbnb (serwis, w którym możesz wynająć zwykłe mieszkanie/pokój na krótki czas). A jednak hotel to hotel, a nie czyjeś mieszkanie. No i na Manhattanie, jakieś 5min piechotą od Central Parku.

Spędziliśmy tam taki przedłużony weekend, bo od soboty do środy. Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale wszystko to co chcieliśmy, czyli te znane z książek czy mediów miejsca. Staraliśmy się chodzić na piechotę, żeby zobaczyć jak najwięcej. I tym sposobem zeszliśmy około 70km.

Ale bez przygód się nie obyło. Już na lotnisku w duszy była panika… wpuszczą, nie wpuszą, a jak mnie cofną na granicy, itp. Wiadomo jak to jest z Amerykańcami:) Ale pytań nie zadawali i dostaliśmy karty pokładowe. Jeeej… Hmmm tylko czemu na mojej są jakieś literki “SSS”??? Czyżbym była 3 razy super?:) Niestety, super to mi zrobili ale przeszukanie przed wejściem do samolotu. Pani na boczek, wypakować wszystko z torebki, włączyć aparat, telefon, ipada, otworzyć puder, odkręcić długopis, pokazać co w portfelu. Nie, rozbierać się nie musiałam…uff dziękuję że nie było tam czwartego S:)

A na lotnisku w NY czekam i czekam na swój bagaż i nie ma. Przeszukałam lotnisko i nic. W informacji nam powiedzieli, że mój bagaż się nie zmieścił do samolotu (???) i przyleci na drugi dzień. Że kurde co??? Jaja sobie robią? Ale nie ma co płakać, mogło być gorzej. Najważniejsze że wiedzą gdzie jest. Ale za to dostanę $150 do wydania na potrzebne mi rzeczy osobiste. Zawsze jak gdzieś jedziemy to pakujemy ubrania na pół, w razie zaginięcia jednego bagażu. Dlatego pierwsze co, po zameldowaniu w hotelu poleciałam na zakupy wydać te 150 dolców na najpotrzebniejsze mi kosmetyki:)

A torba faktycznie przyjechała na drugi dzień, tylko że nieźle przetrzepana w środku. Razem ze mną została przeszukana i po prostu nie zdążyła na lot:)

Jakoś tak dużo mi tego wyszło, dlatego reszta (plus zdjęcia) w następnym poście.

Miłego tygodnia…jeszcze 5 dni i weekend:)

Komentarze

  1. Anka Skakanka

    Ja też miałam podobny problem na lotnisku w Dallas zdaje się, literki sss na moim bilecie, jakieś 10 lat temu (jak ten czas leci!). I ten wstyd, gdy kazali mi zdjąć buty a ja miałam wielką dziurę na paluchu :DDD
    Czekam na kolejną/e części relacji. Buziaki!

    Odpowiedz
    1. sihaja

      Kremy Shiseido Wrinkle Resist (są o przeszło połowę tańsze niz w UK), maseczki Origins i krem koloryzująco-rozświetlający Laura Mercier i jakaś pomadeczka i róż MAC:) Planowałam zrobić napad na Diora, ale jakoś nie było nic ciekawego, a na siłę nie chciałam kupować.

Dodaj komentarz