nie-świątecznie

Ostatni dzień w pracy w tym tygodniu i coś czuje, że to będzie długi dzień. Co 5 min zerkam na zegarek, ale jakoś nie przyśpiesza.
Wiosna szybciej odeszła niż przyszła. Pochowałam szaliki i rękawiczki, a tu ooo niespodzianka i coś tu mrozi. I w dodatku leje prawie codziennie. A tak dobrze się zapowiadało.
Ja tu planowałam ruszyć tyłek i zacząć biegać, a tu nie ma warunków (choć może to i dobrze bo mi się nie chce i tak mam wymówke:))

W tym roku jestem całkiem nie-świąteczna. Nie ma jajek, nie ma koszyczka, śniadania zapewne też nie będzie :-) Zostajemy w Londynie. A że jakoś we mnie tradycji brak, to mam poprostu długi weekend.

Aaaa… i wreszcie ktoś docenił moje starania, poświęcenie, wstawanie o świcie, żeby tylko szybciej zacząć, te nadgodziny do późna w nocy. Dostałam awans :-D Fakt, czuje się przez to staro, no bo jak to – w wieku 20 lat zostać seniorem? :-) Normalnie byłam tak z siebie dumna, że tą potencjalną podwyżkę poszłam wydać na zakupy :-)

Komentarze

Dodaj komentarz