Nauczycielka

Jak byłam mała chciałam być m.in. przedszkolanką, fryzjerką, chyba lekarką, nawet zakonnica się gdzieś przewijała :-) Ale najdłużej chciałam być nauczycielką. Nawet podanie na studia matematyczne składałam. I gdybym wygrała w totka to bym chyba i nawet dzisiaj się na to zdecydowała. Zawsze lubiłam wszystkim tłumaczyć to i owo i nawet miałam do tego sporo cierpliwości :-) Poza tym wakacje, ferie, wolne święta i weekendy. No niestety jako osoba racjonalnie myśląca (tak mi się przynajmniej zdaje) stwierdziłam, że w tym zawodzie się nie dorobię fortuny :-) i zrezygnowałam z marzeń :-)
W sumie mi się to opłaciło, bo zaczęłam udzielać korków (moja cierpliwość wtedy często była wystawiana na ciężkie próby). Wyjazd do Londynu przerwał moją karierę nauczyciela, co może i szkoda bo trafiłam na niszę na rynku szczecińskim.
Ale…
dzisiaj miałam swój debiut jako nauczycielka tylko i wyłącznie z powołania :-)
Na ochotnika wstałam po godz. 7:00 i pojechałam z koleżanką do Polskiej szkoły, jako jej pomoc (oczywiście wolontariat).
19 zbyt energicznych, głośnych i przekrzykujących się dzieciaków (7-latków). Każde z osobna domaga się zainteresowania. Wyssały ze mnie cała energię, mimo dwóch kaw po 3 godzinach chciałam tylko spać. No ale co tu oczekiwać jak nie miałam do czynienia z dziećmi, a tu cała zgraja była :-) Poziom grupy zróżnicowany; jedni umieją czytać, dla innych “J” czy “L” to żadna różnica. Ale i tak mi się podobało, a te dzieciaki po prostu są fajne. Na chwilę zostałam Panią Olą :-) tłumaczyłam wszystko każdemu z osobna, stawiałam gwiazdki i uśmieszki, przypomniałam sobie “baloniku nasz malutki…”, “stary niedźwiedź…” i poznałam “iskierkę” ;-)
Chyba tam jeszcze wrócę.

Dodaj komentarz