Nareszcie

koniec tego okropnego tygodnia. Nie wiem czemu, ale nie mogłam się w ogóle wyspać. W pracy pierwsze co to kawa, która pomogła tylko chwilowo. W dodatku był to “work-intolerant” tydzień :-) Przez wszystkie pięć dni dostawałam drgawek jak miałam iść do pracy. Nikt się tam nie znęcał nade mną fizycznie czy psychicznie, a jednak najlepiej to zachomikowałabym się w domu. Chyba jednak nie nadaję się do pracy; za bardzo się wszystkim przejmuję. Wszelkie problemy nie chcą zostać za drzwiami biura, a nawet wdzierają się w moje sny. I jak tu zwykły mały człowieczek ma się wyspać?
Przez to wszystko jestem wymęczona i nic mi się robić nie chce. Ledwo dałam się namówić na kino.
I muszę gdzieś schować tą stertę ciuchów do prasowania, bo coś mnie stresują :-)

Poza tym to jakoś żyję. W czasie świąt odpoczęłam, pobawiłam się ze zwierzakami i nawet na spacer poszłam :-)
A no i do kościoła się wybrałam poświęcić jajka. Ksiądz mnie o dziwo poznał jeszcze ;-)
I odwiedziłam Hanię. Jest taka śliczna. I nie wiem czemu jej mama mówi, że płacze, spać nie chce :-) Przez cały czas była grzeczna. Dała się nawet cioci potrzymać na rękach. Nie wiem tylko kto był bardziej zestresowany tą sytuacją: ja, Hania czy jej mama ;-)

Jeszcze z nowości…mamy nową zabawkę…drukarkę do zdjęć. Od dawna wstrzymywałam jej zakup, ale w tym tygodniu wymiękłam. Myślałam tylko, że drukowanie ładnych zdjęć będzie łatwiejsze. A tu kilka rodzajów papieru oczywiście różnych firm. Na każdym inaczej drukuje i bądź tu człowieku mądry. Dodatkowo jeszcze jakieś ustawienia kolorów czy coś tam i nie ma tak prosto. No ale po dzisiejszych próbach zdjęcia już wychodzą zadowalające.

Dodaj komentarz