koniec tego okropnego tygodnia. Nie wiem czemu, ale nie mogłam się w ogóle wyspać. W pracy pierwsze co to kawa, która pomogła tylko chwilowo. W dodatku był to “work-intolerant” tydzień
Przez wszystkie pięć dni dostawałam drgawek jak miałam iść do pracy. Nikt się tam nie znęcał nade mną fizycznie czy psychicznie, a jednak najlepiej to zachomikowałabym się w domu. Chyba jednak nie nadaję się do pracy; za bardzo się wszystkim przejmuję. Wszelkie problemy nie chcą zostać za drzwiami biura, a nawet wdzierają się w moje sny. I jak tu zwykły mały człowieczek ma się wyspać?
Przez to wszystko jestem wymęczona i nic mi się robić nie chce. Ledwo dałam się namówić na kino.
I muszę gdzieś schować tą stertę ciuchów do prasowania, bo coś mnie stresują
Poza tym to jakoś żyję. W czasie świąt odpoczęłam, pobawiłam się ze zwierzakami i nawet na spacer poszłam ![]()
A no i do kościoła się wybrałam poświęcić jajka. Ksiądz mnie o dziwo poznał jeszcze ![]()
I odwiedziłam Hanię. Jest taka śliczna. I nie wiem czemu jej mama mówi, że płacze, spać nie chce
Przez cały czas była grzeczna. Dała się nawet cioci potrzymać na rękach. Nie wiem tylko kto był bardziej zestresowany tą sytuacją: ja, Hania czy jej mama
Jeszcze z nowości…mamy nową zabawkę…drukarkę do zdjęć. Od dawna wstrzymywałam jej zakup, ale w tym tygodniu wymiękłam. Myślałam tylko, że drukowanie ładnych zdjęć będzie łatwiejsze. A tu kilka rodzajów papieru oczywiście różnych firm. Na każdym inaczej drukuje i bądź tu człowieku mądry. Dodatkowo jeszcze jakieś ustawienia kolorów czy coś tam i nie ma tak prosto. No ale po dzisiejszych próbach zdjęcia już wychodzą zadowalające.

No comments
Comments feed for this article
Trackback link: http://blog.sihaja.net/nareszcie/trackback/