Milton Keynes – wtopa mieszkaniowa

Trochę już za późno na życzenia świąteczne, ale nowy rok cały przed nami więc życzę Wam radosnego, szczęśliwego roku 2012!!!

Długo mnie znowu nie było, ale najpierw przeprowadzka, potem urlop w Polsce, do tego dochodzi lenistwo i już mam wytłumaczenie. Teoretycznie temat na wpis jest, ale zastanawiam się, czy się przyznawać czy lepiej przemilczeć własną głupotę. Bo to że człowiek uczy się na własnych błędach to podchodzi pod głupotę? Albo to, że zanim się gdzieś wyniesieś, to raczej powinno się sprawdzić jakie są dojazdy do miejsca pracy.
Tak właśnie wtopiliśmy z naszym nowym mieszkaniem poza Londynem. Dom i okolica super, ale w tygodniu nie ma kiedy się nim cieszyć. Przeliczyliśmy się z dojazdami. 1.5h w jedną stronę. W dodatku nigdy bym nie przypuszczała, że aż tyle osób dojeżdża do Londynu. Przypomniały mi się czasy dojazdów na studia, jak się trzeba było bić o miejsce w pociągu :-)
Rano jeszcze jest znośnie, ale najgorzej boli powrót, jak się dojeżdża do domu o 19:30
Grozi coś za złamanie kontraktu na czas określony? :-)

Przed nami w sumie pierwszy weekend tutaj. Musimy skoczyć posprzątać stare mieszkanie, ale mam nadzieję, że skorzystam choć trochę z mieszkania poza centrum. Oby tylko nie padało, bo to nam optymizmu nie doda :-)

Komentarze

  1. Pieczyk

    Ja dojeżdżam 1h 15min i pomimo tego nie wróciłabym do samego Londynu celem zamieszkania. Pracować tam mogę, ale mieszkać, nie, dziekuję, znudziło mi się. Bardzo dużo ludzi dojeżdża – u mnie w biurze niektórzy aż z Poole, Leicester, MK czy Northampton juz trochę bliżej… Widać warto! Pozdrawiam serdecznie! Emigrantka z Trójmiasta :-)))

    Odpowiedz
  2. sihaja

    Mam nadzieję, że to kwestia przyzwyczajenia. W końcu z 20min piechotą zmieniło się na 1.5h pociągiem. Choć z drugiej strony nie wiem czy chce się przyzwyczajać – tak przez większość życia tyle czasu dojeżdżać?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz