Kolejna przeprowadzka

No i skończyło się jeżdżenie wózeczkiem między półkami. A już zaczynałam się przyzwyczajać do ośmiogodzinnego chodzenia. Miałam pracę, w której zanosiło się na awans (sprawdzałabym zamówienia skompletowane przez osoby jeżdżące wózeczkiem, a jakby dobrze poszło to mogłabym je pakować w kartoniki i wysyłać), miałam też kolegę Manuela (rasy czarnej), który chciał mnie uczyć angielskiego. A ja zostawiłam to wszystko i przyjechałam do Londynu. Troche ciężko jest mi się przyzwyczaić do tutejszego życia, chociaż jest już coraz lepiej. Najgorsze jest to że znowu musze szukać pracy, ale tym razem bardziej ambitnej. No chyba że mi się nie uda, to schowam te swoje ambicje na jakiś czas. Od początku pobytu w Londynie byłam zdana tylko na siebie (Bartek niestety wraca z pracy ok.18), co mnie przerażało. Teraz już nie boję się wyjść z mieszkania. Ale najgorsze były formalności z mieszkaniem,a konkretnie przepisanie rachunków za prąd i wodę na nasze nazwiska i załatwienie internetu. Wszystko przez telefon, co było powodem naszego stresu. Strasznie szybko i niewyraźnie mówia, do tego jeszcze czasem coś zatrzeszczy w słuchawce. Tutaj dopiero jest intensywny kurs angielskiego.

Dodaj komentarz