Oj dawno nic nie pisałam, co niektórzy to już mi to wypominają
Może dlatego, że jesień, pochmurno, nic się nie dzieje ciekawego.
No oprócz weekendu… zjazd się udał. Było fajnie i całkiem spokojnie
Zucha nie wariowała, (oprócz akcji kiedy przekazałam pozdrowienia tylko Qzio
) Qzio tym bardziej była spokojna (choć był moment że całkiem całkiem się rozkręciła) ![]()
Pośpiewałyśmy trochę, a raczej powydzierałyśmy się, Nati przy tym wywijała… myślałam że sąsiedzi z dołu zaraz przyjdą, że im się sufit wali ![]()
Zwiedzania nie było, jedynie wieczorny spacer, co i tak było wyczynem
W sumie to może i dobrze, bo Zuśkowym tempem to byśmy miesięcy potrzebowały na najgłówniejsze atrakcje Londynu…upsss ![]()
Ale za to pojeździła na nartach, poskakała na Małysza:) poboksowała się z Myszą, przegrała w tenisa:) czyli poznała zalety wii
Zresztą już do niej takie jedno jedzie!:)
No i teraz szykujemy się do Szkotlandii na kolejny sabacik…
W pracy wszystko ok, ale chwilowo mam strasznie nudną robotę. Dzisiaj dostawałam wścieklizny bo robiłam duperele, która okazała się tak wielką duperelą, że cały dzień nad nią siedziałam…grrrrrrr…
Tags: praca, weekendowo

No comments
Comments feed for this article
Trackback link: http://blog.sihaja.net/jakos-leci/trackback/