Hyde Park, Londyn

Jako że słońce zaszczyciło nas dzisiaj swoją obecnością, postanowiliśmy spędzić ten dzień na (niekoniecznie świeżym) powietrzu. Poszliśmy do Hyde Parku – mojego ulubionego, zatłoczonego, chyba najgłośniejszego parku. Chyba przez to, że go tak uwielbiam, nie byliśmy tam z rok. Ale najpierw poszliśmy coś zjeść…wylądowalismy w niewielkiej włoskiej knajpce. Niestety zawsze istnieje ryzyko, co dostanie się do jedzenia. Kelner (bardzo miły, z poczuciem humoru Włoch ;-) ) nie poinformował nas, że jedno z dań to dwa niewielkie kotlety z jakimś zielskiem. Może pomylili to z przystawką:) No ale nieważne…

Co do Hyde Parku to nic się nie zmieniło. Porobiłam trochę fotek, niestety z wściekłością przyznaję, że tym razem mi nie wyszły. Ale tak to jest jak aparat większość czasu leżał w szafie:) Na koniec zaatakowały mnie…papugi. No może nie całkiem same mnie zaatakowały, ale ze swoim właścicielem, który siłą wpakował je na moje ramiona (dla jasności to nie one, a ja się broniłam). Kto wie, czy nie miały ptasiej grypy czy innych wściekłych krów ;-)
Tak to one wyglądały:

dsc_5355_.jpg

dsc_5364_.jpg

Ta dziewczynka wyżej, to nie ja. Ja byłam bardziej przestraszona :-) Uwaga… podjęłam decyzję… Ponieważ zauważyłam, że mój blog nie jest już tak anonimowy jak chciałam go utrzymać (o ile w necie anonimowość jest możliwa), postanowiłam nie bawić się już w chowanego i voila… oto ja i papugi…

_dsc1722_.jpg

Tu już prawie bez obaw…

_dsc1717.jpg

Oprócz papug spotkałam jeszcze takie małe, slodkie żyjątko:) Podejrzewam, że to rak…niestety z biologii nie byłam zbyt dobra

_dsc1713.jpg

I na koniec już takie dziwne coś zielonego, co przyplątało się na moje zdjęcie i w dodatku się przemieszcza. Nie dodałam tego w photoshopie:) Zapewne to jakieś zjawisko paranormalne, duch jakiegoś człowieka z bagien, zabitego dawno temu, który unosi się teraz i wciaga ludzi pływających po jeziorze. I niech mnie ktoś namówi na popływanie rowerem.

dsc_5341.jpg

A tutaj już w innym miejscu…

dsc_5342.jpg

Komentarze

  1. sihaja

    No wreszcie sie ktos na mnie poznal…zawsze uwazalam ze blizej mi do aniolka niz diabelka ;-)

    Aanova – to ktos musial zajarac az cale ognisko jak takie to wielkie ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz