Home sweet home

Nareszcie słońce. Niepotrzebnie ten wiatr wieje, ale i tak jest fajnie. Wyleguje się właśnie na ławce (chyba sobie zaraz leżak wyciągne), wystawiam pyska na słońce i staram się nie myśleć, że za kilka dni wracam do ponurego Londynu. Nigdzie mi się ruszać stąd nie chce, zamierzam przeleżeć te dni na słońcu, z przerwami na kawke z mamą:)

Dodaj komentarz