Happy New Year!

Nie mogę się zebrać do tego posta, a próbuje już jakoś od świąt. I zawsze coś wyskakuje, a potem zapomne co chciałam napisać, albo tyle się zbiera, że nie wiem od czego zacząć. Najlepiej chyba od końca…

W nowy rok wkroczyłam z szampanem w oku:) Zawsze chowam się przed korkiem, a tu dopadł mnie szampan. Chyba tylko okulary ochroniły mnie przed rozmazaniem maskary. Leciałam do łazienki, aż z butów wyskoczyłam:) No i w tym roku zaszaleliśmy z Dom Perignon. Rok na nas czekał, bo nie było jakoś okazji. I tak jak przewidywałam, nie powalił mnie smakiem. Ale to chyba przez bąbelki, bo jak uciekły to był o niebo lepszy. W każdym razie nie zmarnował się:) I dziwnie pachnie.

No i już 3 dzień nowego roku a ja się zastanawiam, czy robić postanowienia noworoczne. Dużo bym chciała zrobić, ale czuje, że i tak to nie wypali. Wiem… z takim podejściem napewno, ale poprostu znam siebie:) Hmm czyli w sumie pierwsze może być “zmienić podejście i kopnąć się w d…”:)
Najbardziej to bym chciała chyba zacząć jeździć po Londynie samochodem. Ale jak o tym pomyśle to dostaje dreszczy. Wielkie miasto, wąskie ulice, rowerzyści, piesi, nagle schodzące się pasy, itp. Jedynie korki to jakieś pocieszenie, bo wolno się jeździ i jest czas pomyśleć (albo i nie i trzeba się szybko wciskać…brrr). Szukałam już nauki jazdy, ale sama nie wiem czy to dobry pomysł. Z drugiej strony narażać własne auto?

Chcę też pobiec 5km w jakimś charytatywnym biegu. 10km byłoby większym wyzwaniem, ale to zostawie jako drugi poziom, bo chwilowo to ja 5 nie wytrzymuje:) I tym razem jak tylko się zaczną zapisy to się zarejestruje, a potem będę się martwić.

A poza tym to nadal szukam pracy i poduczam się na rozmowy.

I święta…
W domu było fajnie, bo wszystko się “samo” robiło, no z moja minimalną pomocą. Nic konkretnego nie robiłam, a czas zleciał szybciorem. Na drugi dzień miałam już trochę dość tego domowego zgiełku, ale potem już przywykłam. Bo tu pies chce wyjść na dwór, kot chce wejść, drugi kot nie chce wyjść a nie był cały dzień na dworze, a jeszcze inny coś chce ale nie wie co. Koty i psiaki uwielbiam, ale rodzice je strasznie rozpuścili:)

Święta minęły dość spokojnie, prezenty były więc wyjazd na plusie:) Po powrocie ciężko wbić się w codzienny rytm, ale teraz nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami. I zastanawiam się jak rodziny wielopokoleniowe mogły/mogą razem mieszkać i sie nie pozabijać:)

Dodaj komentarz