Happy Friday

Dzisiaj to był całkiem udany piątek. Takie to uroki dojeżdżania, że jak się pociąg wykolei to nie ma jak jechać do pracy :-) Tym sposobem ominęła mnie dzisiaj podróż do Londka. Bo pracować musiałam z domu…niestety.

Zabierałam się do tego wpisu już od jakiegoś czasu, obmyślałam go w głowie, ale jakoś nie miałam okazji tego spisać. To przez to rozbicie między dwoma miastami.

Ale mam nadzieję, że już niedługo moje życie znowu wróci na swoje tory, po tym jak się trochę wykoleiłam na tej przeprowadzce :-P Wiem, że niektórzy pomyślą, że sami nie wiemy czego chcemy, ale niestety…taka prawda. Nie możemy sobie miejsca znaleźć – wszędzie mi źle :-) I znowu sie przenosimy – wracamy do Londka, i to znowu do samego centrum.

Dogadaliśmy się z agencja, że możemy wcześniej zakończyć kontrakt. Tzn “dogadaliśmy się” znaczy że nakłamaliśmy o wyjeździe do pracy do Australi; że to wielka szansa dla nas i takie tam ble ble ble :-)

Jak już się zgodzili to zaczęliśmy szukać mieszkania i tu się zaczęły schody.
Nie wiem czym my myśleliśmy chcąc zmieniać mieszkanie w czasie nadchądzącej olimpiady. Skąd nam przyszło do głowy, że w razie czego łatwo będzie wrócić do Londka?
Pomijam fakt, że ceny mieszkań poszły w górę. Ale prawie nie ma żadnych ładnych. A do tego dochodzi jeszcze przerwa w kontrakcie na czas olimpiady – trzeba się wynieść na około miesiąc z mieszkania.

No ale w końcu udało nam się zaklepać nawet dwa i jak dobrze pójdzie to za 2 tyg będę znowu miała 20 min piechotą do pracy :-)

Komentarze

  1. Pieczyk

    Ot, błąd. Gdy spadnie śnieg, to będziesz jedyną osobą, która dojdzie do pracy :-))) Ponoć dzisiaj ma prószyć od wieczora po ranek. Zobaczymy… Za oknem widzę, że już sól na chodnikach jest, mimo że śniegu nie było jeszcze w tym sezonie…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz