Czas coś skrobnąć

Zacznę od tego, że mamy piękną pogodę. Dzisiaj wylegiwałam się na balkonie, z zimną kawą i książką. Nawet mi się przysnęło…fajnie było:) A przez taką pogodę, aż chce się wychodzić na dwór. Dlatego zaczęłam chodzić na piechotę do pracy/z pracy. Gadam z mamą w tym czasie, słucham muzy, albo podcastów. I się okazuje, że 5km to nie tak daleko. A przynajmniej dobudzę się rano i nie chodzę jak zombi. W sumie zajmuje mi tyle samo czasu co autobusem. No i kondycha się poprawia.

Dalej staram się biegać jak najczęściej i zaczyna mi się to podobać. Zwłaszcza, że powoli widać efekty. Łydki jakby smuklejsze, skóra na udach ciut lepsza (czego kremy nie mogły zdziałać). Żeby tak brzuch zaczął też reagować, to bym była w siódmym niebie:) No i mniej się męczę. Tzn dalej się męczę ale tętno nie skacze tak wysoko i szybciej spada w momentach odpoczynku. Szybciej mi się siły regenerują. Samo to daje kopa, że najchętniej biegałabym 2 razy dziennie:)
Zostaje jeszcze problem z dietą, a konkretnie słodyczami. Mam zamiar wprowadzić bardziej warzywne kolacje, np listek sałaty:P

Za tydzień jest wolny poniedziałek! Do tego mam 2 dni urlopu na ślub znajomych czyli prawie jak urlop. Ślub jest na jakimś zadupiu z dala od Londynu, także powdycham świeżego wiejskiego powietrza:) Sukienka, buty, marynarka kupione. Jeszcze torebka i komplet gotowy.

Komentarze

Dodaj komentarz