Ciężki dzień

Dzisiaj był długi dzień. Coś mnie przeziębienie bierze, od rana katar, kicham i czuje się nie teges (ale to możliwe że katar wszystkiemu winien). I nie ma to jak siedzieć zasmarkana w pracy. O jak się męczyłam :-) Kombinowałam jakby tu się wcześniej zwolnić, ale jakoś tak zeszło do końca na tym kombinowaniu. Po drodze do domu zaopatrzyłam się w dragi, pomarańcze i pomaszerowałam na metro. Jedna linia metra zawalona ludźmi jeszcze przed wejściem na peron. Poszłam na inną. Chciałam podjechać jedną stację i się przesiąść, ale pomyliłam stację Aldgate z Aldgate East i wsiadłam nie do tego pociągu…brrrr. Musiałam się wrócić. A jak już wróciłam to tyle się tam ludzi namnożyło, że nie mogłam wejść na peron. Masakra. Coś metra dzisiaj odmawiały posłuszeństwa.
Jak już wsiadłam to pociąg czekał kilka minut bo coś tam gdzieś tam się stało. Myślałam że oszaleję. Jedyną pociechą było to, że mam katar i nie czułam tych “zapachów” otaczającego mnie tłumu :-)
No ale jakoś dojechałam (z 45min opóźnieniem).

W pracy, oprócz tego, że ledwo wysiedziałam jest “coraz lepiej”. Dzisiaj dostałam do zrobienia stronę jakiegoś biura turystycznego. Niby wszystko ok, ale muszę ją skończyć do tego piątku. Jasne…4 dni…dla mnie to nierealne, zwłaszcza że prawie wszystkie te rzeczy są dla mnie całkiem nowe i nie mam zielonego pojęcia, jak się za nie zabrać.
I jak się tu nie stresować???

Spadam się leczyć przepyszną nalewką ;-)

Dodaj komentarz