Błędne koło

Jak dla mnie Londyn (bo nie wiem jak w innych miejscowościach) to jedno wielkie błędne koło. Pamiętam jak tu przyjechaliśmy. Brak konta w banku, mieszkania, NINu i pracy. W większości, żeby dostać pracę trzeba mieć NIN i konto w banku, inaczej nie zaproszą cię nawet na rozmowę. Niestety, żeby otworzyć konto trzeba mieć list od pracodawcy. To samo jest z ubieganiem się o NIN. Do pracodawców nie dociera, że jak tylko mnie zatrudnią, to pozostałe formalności załatwię bez problemu. Dziwne jest to, że nie wszyscy wymagają od samego początku konta i NINu.
Kolejna rzecz to referencje przy wynajmowaniu mieszkania. Wcześniej ich nie mieliśmy od landlordów i był problem. Jedna agencja na szczęście “nam zaufała”. A teraz niby możemy dostać ten świstek papieru, ale dopiero jak się wyprowadzimy i mieszkanie zostanie poddane inspekcji. Tylko że nie możemy wynająć kolejnego mieszkania bez tych referencji. No chyba, że kilka dni pomieszkamy pod mostem i poczekamy aż landlordzi łaskawie nam je dadzą. Czy to obecni nasi landlordzi są dziwni i nie rozumieją, że referencje są nam potrzebne wcześniej, co jest wymysłem agencji, czy tam kolejnego landlorda. Zresztą już tak ich mamy dość, że marzymy o wyprowadzce. Pisałam, że mieli przyjść zobaczyć stan mieszkania. Cały tydzień przychodzili i nie mogli dojść. A wczoraj właśnie mieli nam wystawić te cholerne referencje. Takich ludzi to poprostu…brrrr…szkoda gadać.

Zbieram się. Zaraz śmigamy do kina.

Dodaj komentarz