A łyżka na to…niemożliwe

No aż sama nie mogę w to uwierzyć. Dzisiaj wyszłam z pracy ostatnia, naj naj najostatniejsza ze wszystkich :-) Pomijając panią, która sprząta. Albo ja tak zaszalałam, albo pozostałym ludziom się coś śpieszyło :-)

A poza tym…
we wtorek oddaliśmy klucze do mieszkania. Nie było mnie przy tym, ale chłopaki sobie poradzili beze mnie ;-)
Landlordowie okazali się na koniec przemiłymi ludźmi. Zadowoleni byli ze stanu mieszkania. Stwierdzili, że jest lepiej niż wcześniej i że byliśmy najlepszymi lokatorami jakich mieli do tej pory. Dziwili się czemu się wyprowadzamy i namawiali nas, żebyśmy zostali. Nawet można było cenę wynajmu negocjować :-) . Szkoda że od początku nie byli mili. No i się okazało, że tak bardzo mocno zajęta i zapracowana Pani landlordowa nigdzie nie pracuje. Siedzi w domu i wychowuje dzieci. Wiem, że to też ciężka praca, ale chyba jest czas na odebranie telefonu??? Dzieci ma tylko dwoje. A Pan landlord też miał nie po drodze do nas, bo pracuje aż w Londynie :-) . Nie miał więc biedak czasu wywiązać się z umowy i raz na jakiś czas nas odwiedzić i sprawdzić stan mieszkania.
A tak w ogóle to on jest Murzynem, ona podchodzi po ciapatą (nie jestem rasistką) i jeżdżą Rolls-Royc’em (czy jak to tam się piszze) :-)
I najważniejsze odzyskliśmy od razu cały depozyt (z potrąceniem tylko za krzesła). Uff…

Komentarze

Dodaj komentarz