A jednak marzec…

Zdecydowaliśmy, że przeprowadzamy się w marcu. Tak…to my zdecydowaliśmy, bo landlord dał nam wybór. Mysza ostatnio do nich dzwonił (dla wyjaśnienia wcześniej z nimi kontaktował się drugi Bartek) i okazało się, że nie są tacy straszni :-) Dzwonił kilka razy i bez problemów odbierali. Dziwne . Przyznali, że na umowie jest błąd i w tej sytuacji możemy sobie sami wybrać termin. I tak padło na marzec. Nie wiem jeszcze, jak się rozwiąże sprawa krzeseł. Odkładamy to, ale niestety nas nie ominie. Będzie trzeba kupić nowe.

W czwartek się trochę rozchorowałam. Nic poważnego, ale nie poszłam do pracy :-) I jak mi dobrze było, tak mieć wolne w środku tygodnia. Tzn. nie chciałabym znowu wrócić do czasów szukania pracy. Ale fajnie było sobie pospać dłużej. I nawet z własnej woli trochę sprzątnęłam w mieszkaniu i ugotowałam zupę :-)
Potem był piątek i znowu weekend. Niestety pogoda u nas deszczowa i jakoś nie chce mi się tyłka ruszyć na dwór. A obiecałam sobie, że zacznę chodzić regularnie na basen.

Dodaj komentarz