4 tydzień w pracy

Weekend tak szybko minął, że jak zwykle nie napisałam nowego wpisu.
Wykorzystam teraz chwile wolnego w pracy i przynajmniej zaczne coś pisać.

W pracy coraz lepiej. Już w sumie od pierwszego tygodnia zaczęli mi dawać jakieś małe zadanka, więc przynajmniej nudno nie jest. No i od razu coś nowego do uczenia się. Także czas zlatuje szybciorem. Na początku miałam wątpliwości, czy ja tu pasuje, czy podoba mi się na tyle, żeby zostać tu przynajmniej rok, a najlepiej dłużej. I z każdym dniem jest coraz lepiej. Więcej ludzi poznaje, jest z kim pogadać w kuchni. Tylko z lunchem jest lipa, bo nie mam jeszcze z kim chodzić. Większość ludzi chodzi do pobliskiego supermarketu po kanapki. No i niby to okolice Oxford Street a nie ma (czyt. jeszcze nie znalazłam) żadnych ciekawych knajpek. Także żywię się sushi albo przynoszę z domu.

Do niedawna testowałam różne opcje dojazdu do pracy. Niestety autobus, nawet bezpośredni wychodzi najgorzej. Rano są straszne korki. Potrzebowałam ok. godziny od drzwi do drzwi. Z komunikacji publicznej wybrałam więc metro. Jedzie 10min. Do metra albo autobusem (ok 25min) albo na piechotę (ok 30min). Zazwyczaj wybieram spacer – taniej i nie śmierdzi:)

Kilka razy wskoczyłam na rower, ok 30min nawet spokojnym tempem. Do domu to nawet szybciej. I tak obliczyłam, że w jedną stronę spalam ok 200kcal:) Przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że po pracy nie chce mi się ćwiczyć.

Ale rower to nie wszystko drodzy moi:) Uwaga… raz przybiegłam do domu! Plecak, adidasy, ciuchy na przebranie i w długą….
Trochę dziwnie się czułam, bo biegłam główną ulicą, między ludźmi. Do tego z obciążeniem w postaci wypchanego plecaka. Ale dałam rade. I doceniłam czerwone światła, na których bez wstydu można odpocząć:)

godz. 21:00
Już dwa razy przybiegłam do domu z pracy. Dzisiaj był właśnie ten drugi raz. 28min truchtu, potem spacerkiem. Łącznie 437kcal w 48min. I bez wyrzutów można wciągnąć budyń na kolacje:)

Poza pracą… w sumie nic ciekawego. Znowu wróciła rutyna i brak czasu na cokolwiek. Człowiek się zakręci, zrobi coś do jedzenia i trzeba iść spać.

To spadam robić jakieś żarełko na jutro.

Dodaj komentarz