Antyblogowo i mac’owo

Ostatnio jakaś antyblogowa jestem. Tak jak czasem nie mam o czym pisać, tak teraz mi się nie chciało:)
Miałam się zebrać i napisać notke 31.10, ale jak widać nie wyszło.
Bo właśnie 31.10.2008 to szczególny dla mnie dzień:) Wtedy minął rok mojej nieprzerwanej pracy w jednej firmie. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza praca, w dodatku nie w Polsce (choć nie wiem czy to akurat wada czy zaleta), plus przyzwyczajenia studenckie (np. “odwołanie” pierwszych zajęć żeby choć trochę dłużej pospać) to jest wyczyn:) Ale jak sobie pomyśle, że przede mną takich “roków” jeszcze sporo, to aż mi się słabo robi:) Ten kto wymyślił pracę chyba nigdy nie pracował:)
No ale w tym poście starczy narzekania na pracę… Teraz będą pochwały jaka to ona fajna, super że jest bo…bez niej nie mogłabym sobie kupić długo wyczekiwanego mojego własnego, błyszczącego, pachnącego nowością laptopa :-)
Czekałam na niego z kilka miesięcy. Najpierw nie byłam pewna czy taki chce, potem że za drogi, potem jeszcze coś wymyśliłam, a jak już się zdecydowałam to poszła plota, że niedługo mają wyjść nowsze modele. No to czekałam…całą wieczność:) Któregoś dnia się doczekałam, pojawiły się w sklepach. Poszłam i buuummm…w jeden dzień sprzedali całą dostawę:( Nigdy by mi do głowy nie wpadło, że komputery rozejdą się jak świeże bułki:) Kolejne 2 tygodnie czekania i dzwonienia do sklepu. Masakra jakaś. Wreszcie raz nam powiedzieli że są. Po pracy pojechaliśmy… dalej są:) Poszliśmy do kasy, wybieramy jaki chcemy, gościu idzie na zaplecze po kompa, wraca i mówi, że już nie ma, ostatni sprzedali pani przed nami:( Kurcze no, nawet z bułkami tak nie miałam, że dla mnie zabrakło.
Na drugi dzień pojechaliśmy do nowo otwartego centrum handlowego prawie na drugim końcu Londynu i tam były!!! Nareszcie…
Może teraz nowy komp wyleczy mnie z antyblogowania ;-)

Komentarze

Dodaj komentarz