3 tygodnie

Dzisiaj mija 3 tygodnie jak nasze życie wywróciło się do góry nogami. Sama nie wiem, kiedy to zleciało, a zwłaszcza pierwsze dwa tygodnie. Każdy dzień jest podobny do siebie, zaczyna się już czasem o 5 rano, a i tak za chwilę jest już wieczór. Wszystko kręci się między pieluchami, karmieniem i dosypianiem. Nagle się okazuje, że nie potrzebujesz 10 godzin snu i przeżyjesz dzień na samym śniadaniu.

Jedzenie to osobny problem. Tutaj zderzają się dwie teorie: polska i angielska. Polskie przekonanie to żyć (przynajmniej pierwszy miesiąc) na samym kurczaku (pieczonym oczywiście) z ryżem. Absolutny zakaz jedzenia truskawek, owoców cytrusowych, innych owoców pestkowych. Pomidory też niby uczulają. Czekolada – owszem ale kosteczka raz w tygodniu:) Czyli wszystko wyeliminować na wstępie i wprowadzać stopniowo.
Co na to położna w UK? Jak jej to powiedziałam, to popatrzyła na mnie dziwnie i zapytała skąd wzięłam takie informacje:) Jeść mogę wszystko od samego początku, ale mam obserwować dziecko. Jeśli mi dany produkt nie szkodzi, to nie muszę z niego rezygnować. I szczerze mówiąc angielskie podejście bardziej mi się podoba. Nie dość, że tyle trzeba znosić w pierwszych miesiącach to jeszcze nie można sobie jedzeniem tego wynagrodzić:)

W czasie ciąży naczytałam się o samych plusach karmienia piersią. Że to takie magiczne doświadczenie matka-dziecko, że tworzy się więź z dzieckiem, że to dużo wygodniejsze, ble ble ble. Serio??? To tak samo jak mi ktoś powie, że ciąża to stan błogosławiony i najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Piękny to on może był, bo nie musiałam do pracy chodzić:) No ale wracając do karmienia, to jest to najbardziej męczące doświadczenie. Miłe też nie jest, zwłaszcza jak taki mały ssak cie dziabnie. Zdecydowanie prościej jest zalać wodą mleko w proszku. Nawet z przygotowaniem butelki cały proces karmienia trwa połowę krócej. No i można się podzielić z partnerem, a nie że tylko ja chodzę jak zombi:)

Dzisiaj właśnie jest zombi-dzień. Mały drugą część nocy dawał czadu. Głowa mi pęka i nawet dosypianie w dzień nie pomaga. Na dworze już drugi dzień leje, więc pogoda nie sprzyja poprawie nastroju. Muszę wykombinować jakiś sposób na spacery w deszczu, bo inaczej całą jesień mogę w domu przesiedzieć.

Dodaj komentarz