Monthly Archives: August 2015

Wyprawka dla malucha

Zbieram się do tego posta już od kilku tygodni i coś mi nie wychodzi. Weny nie mam i do tego ostatnio mi dłonie drętwieją. Pisanie na klawiaturze stało się przez to uciążliwe. Nie mam też pomysłu jak to wszystko zebrać, także idę na żywioł:)

Patrząc na swoją listę mogę być z siebie dumna:) Nie zaszalałam i wszystko poszło zgodnie z planem. Z niektórych rzeczy nawet zrezygnowałam.

1. Ubranka
Postawiłam głównie na body, pajace, śpiochy. Wszystko w dwóch rozmiarach i mniej więcej po 6 sztuk. Znalazły się też spodenki, ze dwie koszulki i “gajerek” na wyjście ze szpitala i na spacery.
Wygląda na to, że bardziej niż ja zaszalała moja mama, bo po jej przyjeździe ilość ciuchów znacznie się zwiększyła. Mały będzie miał ich większy wybór niż ja po porodzie:)

ubranka

Sklepy, w których kupowałam to:
www.vertbaudet.co.uk
www.next.co.uk
www.hm.com/gb/
www.johnlewis.com

2. Karmienie i przewijanie
Jeśli chodzi o karmienie to zrezygnowałam z podgrzewacza i laktatora.
Na wszelki wypadek kupiłam 2 butelki Tommee Tippee i mleko w proszku jakby karmienie piersią nie wypaliło.

Co do przewijania to oczywiście pampersy, choć w szkole rodzenia zachwalali pieluchy wielorazowe. Podobno są nawet pralnie pieluch, gdzie kurierem możesz im wysłać brudne pieluchy:)
Przewijak kładziony na łóżeczko; od spodu usztywniany deską. Pokrowca z gumką na niego nie znalazłam, ale zwykła tetrowa pielucha napewno wystarczy.

Kosz na brudne pieluchy jednak się znalazł na liście.

Mokre chusteczki WaterWipes. Z posypki zrezygnowałam na rzecz maści ochronnej Bepanthen i ewentualnie mąki ziemniaczanej:)
No i do tego pieluchy tetrowe mniejsze i większe.

przewijak

Tutaj głównie kupowałam na:
www.amazon.co.uk
www.mothercare.com

3. Kąpanie
Zwykła wanienka, bez żadnych udziwnień. Dwa ręczniki. Z kosmetykami się powstrzymałam, mimo że to moja słabość, zwłaszcza Bambino:) Kupiłam jedynie żel do kąpieli Earth Friendly Baby i w razie potrzeby krem nawilżający Bepanthen.
Gaziki, sól fizjologiczna i Octenisept mama przywiozła mi z Polski.
Termometry do wody mamy dwa, bo Bartek nie mógł się zdecydować czy żółw czy kaczka:)

kapiel

4. Spanie
Miało być normalne łóżeczko, ale z braku miejsca w sypialni stanęło na kołysce. Jest stabilna i opcja kołysania się blokuje. Do tego materac firmy The Little Green Sheep. Z materacem od razu był nieprzemakalny podkład.

No i oczywiście Szumiś musi być:)

kolyska

Ochraniacze na boki łóżeczka kupiłam (trochę za wcześnie) w promocji, ale na normalne łóżeczko, także chwilowo się nie przydadzą. Do kołyski już nie kupowałam, bo położne tutaj odradzają coś takiego.

Z otulacza też zrezygnowałam. W Primarku kupiłam śpiworek do spania. Milusi jak w innych sklepach, a zaoszczędziłam jakieś 20-30 funtów.

5. Spacery / Podróże
Tutaj dużo nie będzie, ale to najdroższa kategoria:)
Wózek Bugaboo Cameleon – moja miłość od pierwszego wejrzenia:) Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale jeszcze przed ciąża wiedziałam, że kiedyś będzie mój:)
Czerwony mi się bardziej podobał, ale musiałam iść na kompromis:)

bugaboo

Fotelik samochodowy wybierał Bartek. Stwierdziłam, że nie mam głowy do tych technicznych szczegółów. Kupiliśmy Maxi-Cosi Pebble Plus. Do tego zdecydowaliśmy się na bazę 2wayFix. Jej cena nie jest niska, ale montowanie fotelika w samochodzie jest szybkie i bardziej stabilnie się trzyma. No i pasuje do następnych fotelików.

Mata do przewijania na spacery. Ma kieszonki na pieluchy, chusteczki, itp. Ma mi zastąpić typową torbę do przewijania.

Przed kupnem wózka i fotelika umówiliśmy się w Mamas & Papas na demonstrację. Mogliśmy zobaczyć czy wózek zmieści się do naszego bagażnika i czy fotelik pasuje do naszego modelu samochodu. Dostaliśmy jeszcze 10% rabatu.

6. Dodatki i nadprogramowe rzeczy
– koszyk wiklinowy na podręczne rzeczy do przewijania
– termometr do sypialni Gro-Egg
wodoodporna mata
– kocyk-otulacz Wallaboo – tak mi się spodobał, że nie mogłam się powstrzymać:)

No i to na tyle. Teraz tylko odliczamy dni.

Szkoła rodzenia NCT – dzień 3

Ostatni dzień w NCT to 3-godzinna sesja o karmieniu piersią. Z tych trzech najbardziej użyteczna. Warunki też były lepsze. Tym razem zajęcia odbywały się w Shoreditch Trust – Healthy Living Centre, gdzie nawet kawa czy herbata były dostępne za darmo.

Omawiane były m.in. korzyści karmienia piersią, problemy jakie możemy spotkać i jak sobie z nimi radzić, pozycje karmienia (z praktycznymi ćwiczeniami na lalce:)). Było też dużo pytań ze strony grupy, także te 3 godziny zleciały dość szybko.
Ale… teoria teorią, a już niedługo okaże się jak to wszystko działa w praktyce. Czuję że będzie wesoło:)

Po spotkaniu grupowe zdjęcie, wymiana telefonów i założenie grupy na WhatsApp. Było już nawet pierwsze zaproszenie na parapetówkę:) Także warto było iść przynajmniej dla poznania tych ludzi.

Szkoła rodzenia NCT – dzień 2

Drugi dzień w NCT za nami (dzień 1 jest tutaj). To był maraton siedzenia, czego moje nogi nie zniosły dobrze. Ledwo doczłapałam do domu. Zimny prysznic na pobudzenie krążenia i błogie nicnierobienie. Do dzisiaj dochodzę do siebie:)

Co do samych zajęć, to szybciej zleciało. Pierwsza połowa to temat cesarki, znieczulenia i wywoływania porodu. Potem było o depresji poporodowej, trochę o pielęgnacji dzieci i na koniec dosłownie 2 minuty na temat masażu.
Przez to że grupa zadawała za dużo pytań, a prowadząca była bardzo rozgadana to nie było czasu na omówienie np technik oddychania (co mnie bardziej ciekawi niż to do czego służy łożysko:-))

Doszłam też do wniosku, że w czasie porodu nie ma dla mnie żadnego potencjalnego środka znieczulającego. Ten słynny tutaj epidural, czyli zastrzyk gdzieś w kręgosłup to jakaś masakra. Jak zobaczyłam ten cały zestaw igieł i rurek, a do tego obejrzałam filmik jak to robią, to stwierdziłam, że raczej zemdleje z bólu niż dam to sobie wbić w plecy (ja, która prawie mdleje na pobraniu krwi:-))
Także nie ma bata, wchodzę, rodzę sama i wychodzę po paru godzinach:)

Jedno co się rzuca w oczy, to różne podejścia np do pielęgnacji niemowląt. W szpitalu mówią inaczej, NCT inaczej, a jeszcze jak poczytasz w necie to już w ogóle można mieć mętlik w głowie:)

Szpital nie zaleca kąpania przez pierwsze 24 godz, a potem można kąpać nawet codziennie. Bez potrzeby nie stosować żadnych kosmetyków, ewentualnie wazelinę, żeby zapobiegać odparzeniom.

W NCT prowadząca kategorycznie powiedziała “nie kąpać dzieci przez jakiś czas” (nie pamiętam ile dokładnie, ale coś mi chodzi po głowie 2-3 tygodnie). Tylko obmywać ciało płatkami kosmetycznymi i wodą. Niczym nie smarować. A jak się pieluchy często zmienia to nie będzie odparzeń.

A w necie na pediatria.mp.pl jest napisane “Kąp dziecko kilka razy w tygodniu, a najlepiej codziennie.”

I gdyby nie to, że od zawsze wiedziałam, że swoje dziecko będę kąpać codziennie, to serio zrobiliby mi wodę z mózgu:) Wiem że świat idzie do przodu, ale jakoś bardziej pasują mi metody stosowane przez moją mamę. Nie było wtedy internetu i tych gadżetów a jakoś żyję, a doświadczyłam nawet uczulenia na wodę (no może bardziej moja mama to odczuła niż ja).

W następnym tygodniu ostatnia sesja na temat karmienia.

Szkoła rodzenia NCT – dzień 1

Tak jak pisałam w poprzednim poście zapisaliśmy się na płatną szkołę rodzenia w NCT. Cały kurs podzielony jest na 3 sesje. Pierwsze dwie trwają po 6 godz, a ostatnia 3 godziny. Po narodzinach dzieci ma być jeszcze dodatkowe 2-godzinne spotkanie, żeby poznać maluchy:) Cena kursu to około 300 funtów. Dużo…i już po pierwszym dniu nie jestem pewna czy było warto.

Może naoglądałam się za dużo filmów, ale spodziewałam się wyższego standardu. Już na początku dostaliśmy maila, w którym poinformowali nas, że:
– parkingu brak
– lunchu, przekąsek ani napojów nie zapewniają
– na miejscu nie ma kuchni, ani żadnego miejsca gdzie można zrobić, czy kupić coś do picia
– dla własnej wygody można sobie przynieść poduszkę itp.

Ja tu myślałam, że sala będzie taka ładna, przyjemna, z dywanem i ewentualnie sofami czy poduszkami, gdzie wygodnie będzie można przetrwać te 6 godzin. A było tak…

Sala NCT

6 godzin na plastikowym krześle w zaawansowanej ciąży. Serio???
Były tylko dwie przerwy (30 i 40min). Toaleta była na innym piętrze.
Jak dla mnie warunki w szpitalu mieli o niebo lepsze – była klima, woda do picia i toaleta obok, a no i wygodniejsze krzesła:)

Na początku się przedstawiliśmy. Potem mieliśmy stworzyć listę, czego oczekujemy od tych zajęć. Sama nie wiem po co, bo przecież plan zajęć i tak jest z góry ustalony i babka gadała o tym co przygotowała.

I zależy, kto czego oczekiwał, ale ja stawiałam bardziej na część praktyczną, czyli jak przeżyć poród, jak sobie radzić z bólem, a potem jakaś instrukcja obsługi niemowlaka:) A tu przez połowę zajęć omawialiśmy teorię w stylu co to i po co jest łożysko, szyjka macicy, pępowina, pochwa, itp. W dodatku było to w formie ćwiczenia… na podłodze leżały obrazki dziecka w brzuchu, my dostaliśmy karteczki z terminami i mieliśmy je umiejscowić na zdjęciu i powiedzieć co wiemy.
Może jestem dziwna, ale po jaką cholerę mi to do porodu? Jeszcze rozumiem, jeśli ktoś by mi to wyjaśnił na początku ciąży, ale teraz?

Potem było trochę o samym porodzie. Sama już nie pamiętam co dokładnie, bo po tylu godzinach mój mózg przestawił się w tryb “oby szybciej do domu”:) Zresztą moje plecy, nogi i tyłek też już marzyły o powrocie:)

Jutro drugi dzień. I jak narazie jedyną korzyścią to było poznanie nowych ludzi z okolicy.