Monthly Archives: October 2014

Kolejny piątek.

Jak narazie dzień udany. Udało się zwlec z łóżka jak budzik zadzwonił (a to zawsze taki mały sukces:)) Zdążyłam na wcześniejszy autobus, dzięki czemu nie musiałam walczyć z tłumem. Kawka i ciacho też zaliczone na podtrzymanie dobrego humoru. W pracy luzy.

Piątek!:)

To ostatni weekend przed wylotem do Nowego Jorku. W następną sobotę już wylot. Wstępne plany zwiedzania zrobione, a reszta to spontan. No i oczywiście zakupy:) Lista sklepów i rzeczy do kupienia zrobiona. A od jakiś 2 tygodni już oszczędzam i staram się nie zachodzić w czasie lunchu na Oxford Street:)

Szperałam ostatnio w necie i zdziwiłam się, że niektóre kosmetyki są dużo tańsze w USA. Zawsze myślałam, że ceny są mniej więcej na takim samym poziomie. A tu np krem Shiseido wychodzi jakoś połowe taniej. Także nie wrócę z pustą torbą:)

Pora lunchu. Zbieram się na rundkę po sklepach – muszę wreszcie kupić kurtkę zimową (to na szczęście nie podchodzi pod oszczędzanie:))

Znowu chorobowo

Tylko tym razem nie mogę wziąć chorobowego. Jeszcze dobrze nie doszłam do siebie po jednym przeziębieniu a tu drugie się przyplątało. Za pierwszym razem przynajmniej wiem, że to była wina biegania w deszczu. A teraz to nie mam zielonego pojęcia gdzie to złapałam.

Także jakoś przeszło miesiąc mam wyjęty z życia. Ledwo zipie, nic się nie chce robić, ćwiczyć nie można, nawet na zakupy mi się nie chce iść – a to oznacza, że już ze mną źle:) Gdyby jeszcze apetyt zniknął; zawsze kilo mniej to jakieś pocieszenie. Ale nie, jak na złość, jem normalnie. A nawet gorzej bo “przecież chora jestem to ta czekoladka wynagrodzi mi to cierpienie”:)

W weekend skoczyliśmy do Polski. Miała być Warszawa, ale nastąpiła nagła zmiana planów i wypadła wizyta w domu. Najadłam się na zapas, opiłam kawy, zyskałam kilka nowych siniaków od psiaka, wytarmosiłam koty i odwiedziłam kościół, w którym mamy się chajtnąć.

Kościół jest spoko, mały, więc będzie caaały pełny gości:) Wejście jest z boku, blisko ołtarza, ale dzięki temu uniknę przechodzenia obok wszystkich wpatrzonych we mnie gości:) A tak, poprostu wyskoczę z boku, siup i już przy ołtarzu:) Szkoda, że ksiądz nie chce udzielić ślubu poza kościołem. Już sama nie wiem, co mnie bardziej stresuje, kościół czy pierwszy taniec:P