Monthly Archives: September 2014

Zmień swoje życie z Chodakowską

Czyli sposób na kurczenie się spodni:)

Od razu mówię, że “szał Chodakowskiej” mnie nie dopadł:) Choć kilka razy próbowałam pokonać Skalpel czy Killera. Ale jak wiadomo słabo z moją silną wolą.

Za dużo ostatnio było u mnie pizzy, za którą w sumie nie przepadam, ale ładnie pachnie i sama się robi:) Do tego słodycze, bo są dobre na wszystko…no prawie wszystko. No i zima idzie, chora byłam i jak na złość jeszcze spodnie się kurczą. Dlatego postanowiłam, że czas poprawić jadłospis.

A że nie mam czasu na wymyślanie codziennie co tu jeść postanowiłam poszukać inspiracji, czyli gotowych przepisów. I tak wpadła mi w ręce książka “Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską. 30 dni minut treningów przepisów”, czyli czarno na białym co jeść i ile. Ćwiczenia akurat mnie mniej interesują, bo zamierzam dalej biegać (chwilowo tylko mam zakaz po chorobie..ahhh).

Niektóre potrawy (jak np ryby) się nie sprawdzą i będą wersją weekendową. Jakoś nie wyobrażam sobie podgrzewać ryby w mikrofali i rozsiewać po całym biurze ten jej zapach:) W poprzedniej pracy był taki jeden, co ciągle rybę jadł i nie było to miłe doświadczenie dla otoczenia. W czasie jego lunchu mój wiatrak chodził pełną parą, nieważne czy zima czy lato…byle ten smród odleciał:) Swoją drogą ciekawe czy dalej tak jest?:)

Jutro pierwszy dzień. Muesli z kiwi; kurczak z makaronem, fasolką i sałatką; na kolacje sałatka Cezar. Do tego 2 przekąski do wyboru. A gdzie słodycze???:) Jakąś czekoladkę napewno uda mi się wcisnąć:)

Piątek, piąteczek

Nareszcie weekend. Wreszcie będzie można odespać zaległości. A przez tą chorobę mam co odsypiać. Kaszel nadal mnie męczy; pani doktor chyba jednak miała racje – przejdzie za kilka tygodni samo:) Czasami wiedzą, co mówią:)

Planów na weekend brak. Tzn mam jeden – nie narobić się:) Jutro tylko trzeba odbębnić fryzjera, a potem to tylko relaks. Nie znoszę chodzić do fryzjera, dla mnie to strata czasu tak siedzieć. Ale po tym, jak już odzyskałam swój naturalny kolor włosów postanowiłam go jednak rozjaśnić pasemkami. Liczę, że jakoś tak “żywiej” będę wyglądać:)

A no i bilety trzeba kupić. Dawno nie byłam na urlopie. A Nowy Jork czeka. Już przebieram nóżkami na samą myśl.

Miłego weekendu!

Alcatraz – wspomnienia z USA

Już przeszło rok minął od naszego urlopu w USA, a ja nadal mam mnóstwo zdjęć, których jeszcze nie dodałam na bloga. Powoli, powoli i wszystkie wspomnienia zostaną uzupełnione:)

Dzisiaj będzie wycieczka do Alcatraz.

Do wyboru mieliśmy dzienny lub nocny wypad. Zastanawialiśmy się nad nocnym, ale jak tam dotarłam, to cieszyłam się, że wybraliśmy się w dzień:) Bilet na prom kosztuje ok $30 i wypływa on z Pier 33 (Przystań 33). Zwiedzanie trwa ok 2 godz, ale można zostać cały dzień na wyspie i wrócić każdym promem. Przy wejściu dostaje się audio-przewodnika i zwiedza się wszystko samemu.

Widok na wyspę z promu.
alcatraz-1

Dobiliśmy do brzegu
alcatraz-2

Witamy w Alcatraz
alcatraz-3

Zaczynamy zwiedzanie. Na samym początku wita nas taka armatka. Uruchamiana była na nieproszonych gości.
alcatraz-6a

O ile dobrze pamiętam to jest klub oficerów. Miejsce rozrywki dla oficerów i ich rodzin. Był tam parkiet do tańca, kręgle, siłownia i…fontanna sody:)
alcatraz-4

Pod górkę było…
alcatraz-6

I wchodzimy do środka. Cele są na trzech poziomach. Łącznie było 336 cel. Nigdy nie było kompletu. Średnia liczba więźniów to 260; maksymalnie było ich 302.
alcatraz-7

alcatraz-8

Cela była dość klaustrofobiczna.
alcatraz-10-cela

alcatraz-12-cela

alcatraz-11-cela

Niektóre cele były otwarte. Można było się przekonać, jak to jest po drugiej stronie.
alcatraz-13-cela

Jadalnia.
alcatraz-14-jadalnia

I kuchnia za kratami z menu dnia.
alcatraz-15-kuchnia

Czytelnia.
alcatraz-19-czytelnia

Miejsce “spotkań” z odwiedzającymi.
alcatraz-20-visitors

Budka oficerów
alcatraz-16-budka

Ciekawe czy to tylko reklama coca coli, czy faktycznie ją mieli:)
alcatraz-17-budka

Okno na świat. Jedyne miejsce z widokiem na zewnątrz.
alcatraz-18-widok

alcatraz-21

W Alcatraz ani razu nie odbyła się egzekucja. Ale było 5 samobójstw i 8 morderstw.

Średnio więźniowie przebywali w Alcatraz 8-10 lat.

Nie było tam kobiet, ani oficerów ani więźniarek. Jedyne kobiety na wyspie to te, które odwiedzały więźniów lub żony oficerów.

Służba zdrowia w UK

Będzie o chorowaniu. Pomarudzę trochę jaka jestem zmęczona, słaba, niewyspana i w ogóle jak mi źle, bo dostałam jakieś choróbsko i trzyma mnie już tydzień. Na początku gorączka, strasznie zimno, śpiąco, źle. Potem ciut lepiej, do momentu kiedy nie dopadł mnie kaszel i katar. Do tej pory myślałam, że to katar jest najgorszą zmorą. Ale po jakiś 4 dniach z męczącym i nieustającym kaszlem zmieniłam zdanie. Bo na kaszel kropli nie ma, a nawet jak coś jest to g… działa.

I nie fajnie jest, jak się dostanie ataku kaszlu rano w zatłoczonym autobusie:) Ludzie się dziwnie patrzą. Próbowałam nie kaszleć, ale wtedy dostawałam dziwnych drgawek klatki piersiowej, oczy łzawiły i się dusiłam:) Musiałam wysiąść na następnym przystanku, bo czułam, że mnie oknem wywalą:) Do pracy w ten dzień nie dotarłam.

Jak już od tego kaszlu zaczęła mnie boleć i klatka, gardło i głowa, postanowiłam dzielnie iść do lekarza, z nadzieją, że tym razem będzie pomocny. Taaaaaak… nadzieja…

Po pierwsze. Żeby się dostać trzeba się zarejestrować jakoś tydzień wcześniej. W pilnych wypadkach trzeba zadzwonić i poprosić o rozmowę z lekarzem. Zadzwoniłam, czekałam z 2 godz aż ktoś oddzwoni. Pani doktor wypytała co mi dolega i stwierdziła, że infekcji żadnej nie mam. Leków silniejszych też nie ma sensu brać, bo organizm młody i sam sobie poradzi. A kaszel przejdzie sam za kilka tygodni. Taaadaaaam.

Po takiej rozmowie lekarz decyduje, czy potrzebna jest wizyta czy nie. Tym razem nie była potrzebna. Ale przed urlopem miałam infekcje oka. 3 dni do wyjazdu a oko boli, swędzi, nie ma jak soczewek założyć. Z lekarzem ta sama bajka, ale wtedy po rozmowie telefonicznej miałam przyjść na wizytę. Która niestety okazała się niewypałem. Dostałam leki alergiczne dostępne bez recepty (które oczywiście nie pomogły), miałam robić okłady z… ogórka…i czekać aż samo przejdzie. Pani stwierdziła, że nie ma magicznej różdżki:) Nie miała racji – na szczęście w domu znalazłam krople z Polski o których zapomniałam. Przeszło na drugi dzień:)

Nie wiem, jak to jest w Polsce. Ani też tutaj jeśli się na coś poważnego choruje. Ale jeśli chodzi o “drobne” dolegliwości to ciężko się przebić. A już nie wspomnę o jakimkolwiek skierowaniu do specjalisty:)
Chociaż słyszałam, że to też zależy od poradni. Że niektóre nie mają takich tłoków i można się dostać dużo szybciej. Może czas się przepisać do innej:)

A jak to działa w Polsce tak dla zwykłego człowieczka?

I nie polecam jednak biegania w deszczu:) Fajnie było, ale nie warto jeśli trzeba to potem odchorować.

Zatrzymaj lato – rozdanie kosmetyków

Co jakiś czas widać na blogach różne rozdania, ale nigdy jakoś nie spróbowałam swojego szczęścia. W sumie nie wiem, czy to szczęście mam, bo jak dotąd w totka wygrać nie mogę. Ale za to raz wygrałam bilety na konferencję:) Aaa no i trochę dolców w Vegas (ahh życie:))

Lata mi brakuje (mimo że parę tygodni temu narzekałam że jest za gorąco:)), więc postanowiłam wziąć udział w rozdaniu Dolly Cocossino i wygrać ten przepiękny pomarańczowy lakier Chanel:)

A kto chętny do zgarnięcia pozostałych skarbów to warunki są na stronie Rozdanie u Dolly :). Czas do 7 września.

Grecja, Zante po raz drugi

Zebrałam się na dość spóźnioną relację z urlopu. Jakoś tak nie po drodze mi było z blogiem ostatnio.

W tym roku pojechaliśmy w to samo miejsce co 2 lata temu. Chcieliśmy poprostu naładować baterie i nie martwić się gdzie tym razem trafimy. Padło na Zante i hotel Eleon Grand Resort. Poprzedni pobyt tam można znaleźć w poście Grecja, Zante #1 i Zante #2

Przez ten czas hotel zyskał piątą gwiazdkę. Jednak jak na mój gust to na nią nie zasługuje. Wiem, że gwiazdka gwiazdce nie równa i wszystko zależy od kraju, ale mimo wszystko 5 powinno oznaczać maksymalny standard. A może to ja z wiekiem jestem bardziej wymagająca (lub upierdliwa jak kto woli):)
Mieliśmy pokój executive suit, czyli podwyższony standard (innych już nie było:)), ale różnica była tylko w wielkości. A no i łazienka była z widokiem na morze (i teren hotelu); niestety w oknie nie było żadnej zasłonki, czyli jednoznaczne to było z widokiem na biorącego prysznic:) Liczyć to na plus czy minus hotelu?:)

Jak przyjechaliśmy w pokoju czekało na nas wino i owoce od hotelu. Niestety wino było paskudne, także się zmarnowało. Ale liczy się gest.
Wino i owoce od hotelu

A od mojego nie-męża czekał na mnie piękny bukiet róż
bukiet róż

Widok z naszego balkonu
IMG_2164IMG_2158

Tydzień był super. Poopalaliśmy się, poleniuchowaliśmy, zwiedziliśmy kolejny kawałek wyspy, a nawet wypożyczyliśmy sobie motorówkę i pozwiedzaliśmy okoliczne jaskinie.

Największą zmorą był brak leżaków dla wszystkich gości. Dlatego trzeba było wstawać rano i śmignąć je zająć. Nawet bardzo rano, bo przed wschodem:) Ale przynajmniej widok był piękny. Cisza, spokój, zero ludzi (prócz tych walczących o leżaki).

W drodze na plażę, około 6 rano. Tak, to byłam ja:)
IMG_2209

Wschód słońca
IMG_2186

A tu poranna kawa nad morzem
kawa nad morzem

A ten gościu to lokalna maskotka – Maksiu. Nie wiadomo skąd się tu znalazł, ale chyba polubił hotelowych gości, kelnerów no i jedzenie. Nie wyglądał jakby mu czegoś brakowało. Tutaj akurat popołudniowa drzemka koło mojego leżaka. Ale rano pił ze mną kawę kilka razy:)
IMG_2212

A teraz kilka fotek ze zwiedzania wyspy.

Miasto Zakynthos z góry. Zdjęcie robione w dzielnicy Bóchali.
Zakynthos city

Zante

Zante

Na jeden dzień wynajęliśmy sobie motorówkę. O coś takiego. Zdjęcie jest zrobione z ulotki. Z wrażenia zapomniałam zrobić naszej motorówce:)
motorówka, Zante

Super było. Można było płynąć na pobliskie wysepki i przybić tam do brzegu. Opalać się na pełnym morzu, czy wskoczyć do wody.
Grecja, Wyspa żółwi

Nie było bitwy, kto prowadzi motorówkę. Od razu sobie zarezerwowałam miejsce na dziobie, gdzie były wygodne materace i słońce:) I najlepszy widok.
motorówka

Selfie musi być:) a co
wiatr we włosach:)

A tutaj pływający bar.
bar na morzu

A na koniec dwa zdjęcia naszej łazienki z widokiem na morze.
W dzień całkiem fajnie się kąpało, można było przez okno popatrzeć. Jednak wieczorem nie odważyłam się wykąpać przy zapalonym świetle:)
DSC_3908

I osobno kibelek – oczywiście też z widoczkiem:)
DSC_3900