Monthly Archives: July 2014

Winietki, pudełeczka, migdały

…czyli zaczęło się…ustaliliśmy datę ślubu! Dwa lata nam to zajęło:) Czasu niby dużo, bo dopiero za rok, ale znając życie zleci szybciorem.

Jako osoba zorganizowana (tak, to ja:)), która nie lubi robić wszystkiego na ostatnią chwilę od zaraz zaczęłam planować, wymyślać, szukać, zamawiać. Wszystko mam już mniej więcej w głowie (sama nie wiem jakim cudem, bo od zawsze byłam osobą anty-ślubową; musiałam podświadomie to planować już od dawna:))

Weseliska na 200 osób nie będzie, sukienki-bezy też nie, pana grajka z głupimi zabawami tym bardziej nie:) I planujemy wszystko sami. No zobaczymy jak to wyjdzie. Zwłaszcza, że towarzystwo mieszane…niech no pomyślę…Polska, Anglia, Nowa Zelandia, Australia, Grecja, Francja, Portugalia, ooo i Kolumbia:) Zapowiada się ciekawie:)

Ostatnimi dniami siedzę w necie i przeglądam te wszystkie ślubne gadżety. I im więcej odkrywam, tym więcej chcę mieć:) Lista “to-do” zrobiona, dodaje tylko kolejne rzeczy. Sala zarezerwowana. Hmmm tylko z księdzem nie gadaliśmy:) Ale przecież jeszcze jest masa czasu.

Także na bloga wpada nowy tag “ślub” i będę wrzucać te wszystkie cool wynalazki. Bo takie są fajne, że aż mam potrzebę podzielenia się z tym ze światem:)

Gotowe na wszystko – Los Angeles, Universal Studios

Jeden dzień z Los Angeles spędziliśmy w Universal Studios. I to był jeden z lepszych dni. Mimo tłumów, zbyt wysokiej temperatury zabawa była super.
Jedną z atrakcji było zwiedzanie terenu studia, jeżdżąc takim małym pociągiem.

Oglądaliście serial “Gotowe na wszystko” (Desperate Housewives)? Jak tak, to kojarzycie Wisteria Lane. Serial był świetny, ale myślałam że kręcony był w jakimś prawdziwym mieście. A tu o…wszystko znajduje się właśnie w Universal Studio. Poczułam się z lekka oszukana:) A ulica na filmie wydawała mi się taka długa:)

Spitafields Market, Londyn

Uwielbiam londyńskie ryneczki. Niekoniecznie muszę coś kupić, ale samo chodzenie i oglądanie co tam mają sprawia mi frajde:) Jednym z nich jest Spitafields Market. Rzut beretem od nas, a najważniejsze że jest zadaszony, więc idealny nawet w deszczową pogodę. Można tam coś zjeść, napić się kawy, obkupić się w różne duperele, wstąpić do sklepu MAC’a:), a nawet pograć w pingla.

Dzisiaj akurat moim celem był MAC, a po drodze sobie połaziłam i porobiłam kilka fotek. Niestety był jakiś festiwal piwa i większość stoisk pozamieniali na budki z piwami:(

spitafields market londyn

spitafields market londyn

spitafields market londyn

Zamiast stoisk zrobili miejsce dla piwoszy
spitafields market londyn

Stoiska z piwami mnie nie interesowały. Fanką piwa nie jestem.
spitafields market londyn

Ale za to ciuchowe-duperelowe przykuwały wzrok:)
spitafields market londyn

spitafields market londyn

Poszewki na poduszki
spitafields market londyn

Klapki ze sztuczną trawą. Trawa w dotyku całkiem miękka była:)
spitafields market londyn

Rozkładane kartki na różne okazje.
spitafields market londyn

Dla dzieci też były stoiska. Takie to kolorowe i słodkie, że musiałam zrobić zdjęcie:)
spitafields market londyn

Miski, miseczki, talerze, kubki. Do wyboru, do koloru.
spitafields market londyn

Coś przydatnego dla Panów:)
spitafields market londyn

I bryka…
spitafields market londyn

Ostatnia noc w Las Vegas

W pierwsze dni pobytu Vegas mi się nie spodobało. Ale na koniec urlopu, kiedy tam wróciliśmy to wpadłam. Najbardziej właśnie za Vegas tęsknie:)
Ma swój urok. I nie mówię tu tylko o kasynach:P

A ostatnia noc wyglądała tak…

Był sobie 1 dolar. Klik klik klik…pomnożył się do 5, potem do 20…30…
Pierwsza wygrana w Vegas

A co mi tam, przegram wszystko:) Klik klik…pomnożyło się znowu
Pomnożona wygrana w Vegas

Raz się żyje! Klik klik…Uuuuupsssss…
Wygrana Vegas

O w morde jeża! Cyferki lecą wieczność. Oglądam się za siebie, czy nikt nie patrzy. Jeszcze pomyślą, że oszukałam (bo przecież prócz Bonda nikt nie wygrywa w kasynie:)). No nic, faceci w gajerkach po mnie nie przychodzą, to drukuje bilecik i ide do kasy. Hurraaaa! Będzie na zegarek:)
Wygrana Vegas

A tutaj pierwsze wygrane 5 dolarów

Wkrótce będzie więcej wpisów z USA. Tak mnie naszło na wspomnienia.

London Aquatics czyli basen idealny

Nareszcie znalazłam idealny basen.
Blisko, bo mamy jakieś 20min samochodem.
Jest duży i głęboki. Wszystkie jakie dotychczas odwiedziłam miały grunt z jednej strony.
Jest czysty i w rozsądnej cenie (£4.50)

Cały kompleks ma kilka basenów. Jeden główny 50m, treningowe 25m i jeden do nurkowania i skakania. Wejście jest na godzinę (50m) lub 1.5godz (25m), ale nie ma żadnej kontroli nad tym kto kiedy wchodzi.

Są szafki na kluczyk, który zakłada się na ręke. Są spore pojedyncze przebieralnie, natryski przed wejściem na basen, prysznice, suszarki. Szatnia z szafkami podzielona jest dla chłopców, dziewczynki i koedukacyjne.

Nie trzeba mieć czepka (uff), ale ręcznik trzeba zostawić w szafce.

Więcej info na stronie GLL www.better.org.uk

I kilka fotek

Basen główny
Główny basen w Londynie

Basen do nurkowania
Basen w Londynie do nurkowania

Galeria na głównym basenie
London Aquatics galeria

Baseny treningowe
London Aquatics basen treningowy

Szatnia
London Aquatics szatnia

I taka fotka w środku, z widokiem na wejście
London Aquatics

Dawno po urlopie

Urlop skończył się tydzień temu a ja już myślę o następnym:)
Wybyczyłam się, rozleniwiłam, objadłam słodkościami i maminymi obiadami. Mam wrażenie, że wróciło mnie więcej. Do tego 2 tygodnie nie biegałam, jedyny sport to zabawa z psem, która raczej nie spaliła mi tych zjedzonych pączków i kfc:)

Oj ciężko było wrócić do rzeczywistości. Przylecieliśmy w niedziele w nocy, spać i do pracy. A w poniedziałek o 7 rano przeżyłam szok pourlopowy. Dzisiaj już jest zdecydowanie lepiej, może dlatego, że to już piątek. Zaliczyłam już 2 biegi, choć ten pierwszy powinnam napisać “bieg”. Ale już wczoraj biegłam z pracy i jakie było moje zdziwienie, jak przybiegłam jakieś 10min wcześniej niż planowałam:) I to licząc postoje na światłach i przebijanie się przez tłum ludzi.

Teraz jakoś kombinuje jak tu się kopnąć na basen tak raz w tygodniu. Otworzyli basen olimpijski dla wszystkich i planujemy się wybrać. Liczę na to, że jakiś porządny i głęboki będzie:) Choć nie zdziwię się jak dorobili drugą podłogę, żeby grunt był z jednej strony:)

A na koniec wspomnienia z pobytu w Polsce.

Kawkujemy sobie na świeżym powietrzu
izi-kawa

Swoją kawę Izi już wypiła:)
izi-kawa2

Psica lubi kawę i wszystko co słodkie. Tutaj domaga się draży czekoladowych.
izi

Owoce i warzywa też lubi. Chciałam jej zrobić zdjęcie jak prosi o czereśnię. Niestety nie zdążyłam…jak widać czereśnia już jest w pysku:)
izi-czeresnia