Monthly Archives: May 2014

Reaktywacja

Wróciłam!!!:)

Na jakiś czas się stąd wyniosłam na inny blog, ale nie mogłam się tam zadomowić. Za dużo tu wspomnień:) Od dawna zastanawiałam się, czy kasować ten blog, ale dostał drugą szansę:P

Czas coś skrobnąć

Zacznę od tego, że mamy piękną pogodę. Dzisiaj wylegiwałam się na balkonie, z zimną kawą i książką. Nawet mi się przysnęło…fajnie było:) A przez taką pogodę, aż chce się wychodzić na dwór. Dlatego zaczęłam chodzić na piechotę do pracy/z pracy. Gadam z mamą w tym czasie, słucham muzy, albo podcastów. I się okazuje, że 5km to nie tak daleko. A przynajmniej dobudzę się rano i nie chodzę jak zombi. W sumie zajmuje mi tyle samo czasu co autobusem. No i kondycha się poprawia.

Dalej staram się biegać jak najczęściej i zaczyna mi się to podobać. Zwłaszcza, że powoli widać efekty. Łydki jakby smuklejsze, skóra na udach ciut lepsza (czego kremy nie mogły zdziałać). Żeby tak brzuch zaczął też reagować, to bym była w siódmym niebie:) No i mniej się męczę. Tzn dalej się męczę ale tętno nie skacze tak wysoko i szybciej spada w momentach odpoczynku. Szybciej mi się siły regenerują. Samo to daje kopa, że najchętniej biegałabym 2 razy dziennie:)
Zostaje jeszcze problem z dietą, a konkretnie słodyczami. Mam zamiar wprowadzić bardziej warzywne kolacje, np listek sałaty:P

Za tydzień jest wolny poniedziałek! Do tego mam 2 dni urlopu na ślub znajomych czyli prawie jak urlop. Ślub jest na jakimś zadupiu z dala od Londynu, także powdycham świeżego wiejskiego powietrza:) Sukienka, buty, marynarka kupione. Jeszcze torebka i komplet gotowy.

Strajk

Chyba usune tytuły z postów bo nigdy nie mam na nie pomysłu.
Ostatnie tygodnie jakieś cieżkie były. Nie wiem czy to przesilenie czy co, ale ledwo żyłam. Ciągle zaspana z bólem głowy. Co oczywiście odbiło się na wszelkich ćwiczeniach. Nawet rowerem nie chciało mi się jeździć do pracy.
No ale, wracam do żywych.

Wczoraj i przedwczoraj Londyn przeżywał strajk metra. I był to mój pierwszy strajk, który odczułam. Dołożyli więcej autobusów, ale korki takie były, że nie sposób było sie poruszać. Mnóstwo samochodów, kolejki autobusów, pełno rowerzystów i pieszych. Tyle ludzi to ja w czasie olimpiady nie widziałam. Pchają się, omijają na różne sposoby. Nawet rowerem kiepsko przejechać i żeby nie stać w korku to część chodnikiem trzeba śmigać. Sama miałam starcie z taksówką. Za blisko mnie jechała (a raczej i na szczęście toczyła się) i się trochę o mnie otarła. Niestety moja śliczna nowa czerwona torebka ucierpiała i została porysowana:( Mój błąd, że pchałam się główną ulicą.

Kolejny strajk za tydzień. Ale tym razem postaram się zabrać kamerke ze sobą i nagrać to wszystko.

W pracy już 2 wypłata za mną. Jeszcze jeden miesiąc i koniec okresu próbnego. Świętując tą drugą wypłatę kupiłam sobie nowy plecak:) Jakaś motywacja musi być, żeby biegać z pracy do domu. A w nowy plecak wszystko mi się zmieści i ma dużo zapinek, żeby mi nie latał. Niestety dzisiaj piękny deszcz nie pozwala na pierwsze testy. Kobiety pracujące kolo Oxford Street powinny zarabiać automatycznie jakieś 40% więcej. Można tu wpaść w lunchowy zakupoholizm:)

No a trenować trzeba i to szybko. Musiałam przesunąć swój race for life na 15 czerwca. Zapomniało mi się i ten pierwszy miał być w czasie wyjazdu do Polski. Kupiłam też sobie różową koszulkę, co by się nie wyróżniać z tłumu.

Rurzowa koszulka:) (edit: Tak wiem jak się pisze różowa – to dla tych co mnie ciągle poprawiają jak to widzą:))
20140501-105402.jpg
Namiastka tłoku na ulicach
20140501-105418.jpg
I nowy plecak
20140501-105427.jpg